fot. sxc.hu

Kurpiowskie ozdoby bożonarodzeniowe

Choinkowe bombki, stroiki, wycinanki, wypieki. Małe i duże, jadalne i papierowe, „cacka”, „byśki”, „świecidełka” – o Bożonarodzeniowych i noworocznych ozdobach regionalnych mówią ich twórczynie z Mazowsza.

Nie od zawsze w sklepach i na bazarach można było kupić świąteczne ozdoby. Dlatego w odległych czasach – by ubogacić swoje domy i choinki –  zaczęto wytwarzać własne dekoracje. „Ludzie starali się, żeby to wszystko jakoś ładnie wyglądało. Nie można było kupić, bo nie było możliwości” – tłumaczy pani Wiesława Bogdańska, twórczyni ludowa z gminy Kadzidło na Mazowszu.

– Ludzie bardzo dawno temu, kiedy nie było możliwości kupowania, próbowali sobie na różne sposoby zdobić mieszkania, a później także i choinki. To były na ten przykład małe wycinaneczki z białego papieru, mające wygląd koronkowych serwetek; były też oczywiście różne inne ozdoby – opowiada mazowszanka.

Pani Wiesława wyjaśnia też, że w dawnych czasach choinkę przystrajało się także w owoce i słodycze.

– Zawieszano jabłka, jeśli rodzina piekła ciastka, to również zawieszano je na choinkę. A później, kiedy pojawiły się cukierki, to i cukierki wieszano – mówi.

Wiesława Bogdańska wyrabianiem ozdób zajmuje się od lat. Pochodzi z rodziny, w której panuje tradycja tworzenia wycinanek, „kwiatów” i przygotowywania pieczywa obrzędowego. Swoją pasją dzieli się też z dziećmi – prowadzi zajęcia i warsztaty w domach kultury, szkołach i muzeach. „Przekazujemy tę tradycję” – podkreśla.

Jak mówi, dziś przygotowuje ozdoby „już nie tylko na własny użytek”. Wszystkie z nich wykonuje ręcznie, z bibuły cienkiej, krepiny, ze słomy, papieru czy ciasta. Specjalnie na Boże Narodzenie tworzy, m.in. wycinanki, bombki, łańcuchy i miniaturowe kierce.

ZDJĘCIA

Oprócz dekoracji typowo choinkowych, pani Wiesława wykonuje w okresie okołoświątecznym również inne ozdoby: byśki i nowelatka.

– Byśki to są zwierzątka wypiekane z ciasta gniecionego z mąki żytniej z dodatkiem wody, ręcznie formowanego i obgotowywanego. Stawiali je ludzie na półkach, szczególnie nad kuchnią. Na to, co dziś nazywa się „okapem” na Kurpiach  mówiono kiedyś „kapa” – tam była taka półeczka i na niej te wszystkie byśki stawiano. Były też jeszcze nowelatka. Nowelatko to jest pastuszek a naokoło tego pastuszka siedzą gąski. Tych gąsek było przeważnie 12, jakoby na każdy miesiąc jedna gąska miała dostatek zapewniać – wyjaśnia pani Bogdańska.

Nazwa <<nowelatko>> wywodzi się od nowego roku. Wraz z byśkami wypiekało się je przeważnie na Boże Narodzenie, oraz 1 stycznia – tłumaczy pani Czesława Kaczyńska z Dylewa, twórczyni ludowa i „Kobieta Sukcesu Mazowsza” . Pasję przygotowywania ludowych ozdób wyniosła, podobnie jak koleżanka – z domu rodzinnego. Artystka zwraca uwagę, że dawniej robienie zabawek choinkowych było rzeczą normalną w każdej rodzinie.

– Jest to moja pasja, zostałam tak wychowana. W moim domu, jak tylko sięgam pamięcią od najmłodszych lat spotykałam się z codzienną twórczością – tak można powiedzieć (śmiech). Bo kiedyś było to naturalne w każdym domu. Wychowywałam się w takiej atmosferze, że kiedy przychodził już adwent, zaraz po pierwszej niedzieli wszyscy siadywali wieczorami przy lampie naftowej. Pod okiem babci, mamy robiliśmy zabawki na choinkę. To oczekiwanie i robienie zabawek było tak piękne, tak wspaniałe! Zdawaliśmy sobie sprawę, że przyjdzie coś wspaniałego –wspomina kobieta.

ZDJĘCIA

Jak zaznacza, w czasach jej dzieciństwa wszystko, czym przyozdabiało się choinkę wykonywane było ręcznie. Do stworzenia ozdób używano różnych, tanich i łatwo dostępnych materiałów: bibuły, papieru, żytniej słomy. Wykonywało się „jeżyki”, bombki, kolorowe szyszki, łańcuchy. Kurpie sami przygotowywali także „światełka”. „Nie było przecież lampek” – tłumaczy pani Kaczyńska.

– Nie było lampek, ale były świeczki! Takie z parafiny, bez żadnych uchwytów. Z drutu i z gliny robiliśmy podstawki, żeby tę świeczkę trzymały (…). Dodawało się na to także gałązkę, śliwkę albo wiśnię. I wtedy jeszcze barwiliśmy. Śliwka to była barwiona w soku jagodowym, natomiast wiśnia w burakach – opowiada artystka.

W sprawie współczesnych, sklepowych ozdób podziela zdanie pani Wiesławy Bogdańskiej. „Są ludzie starsi, którym nasza kultura leży na sercu, którzy podkreślają skąd się wywodzą, natomiast młodzi, jeżeli nawet coś robią, tworzą, to tak jakoś zniekształcają – i gwarę, i tańce, i wyroby. Jest też część starszych twórców, którzy też tak podchodzą – byle coś nowego, byle coś błyszczącego…” – komentuje.

Przytakuje im kolejna Kurpianka, pani Marianna Pokora z Ostrołęki.

– Cacka – tak mówimy tu na świecidełka – były u nas od dawna. Jak nie było błyskotek, to była słoma. Z tego, co mi przekazywali rodzice, to kiedyś chciało się dla Pana Jezusa stworzyć jak najładniej, najciekawiej i kolorowo. Tak, by było radośnie. Bo gdy przychodzi adwent, to jest to czas zadumy. Potem w moim sercu rodzi się radość i chęć do wszystkiego. Jeśli chodzi zaś o komercję, to jest ona jaka jest – ucina.

Pani Marianna zajmuje się m.in. tworzeniem bombek choinkowych. Dziś wyrabia je słynną metodą „ze wstążki” – dawniej przygotowywała głównie wyroby słomiane.

ZDJĘCIA

– Bombka ze wstążki przyszła do nas trochę później. Bo u nas zawsze robiło się wyroby ze słomy, bibuły i papieru. I robię różne tego typu ozdoby, na przykład łańcuchy ze słomy. Zaś bombka to nie jest mój pomysł, to przyszło samo – stwierdza pani Pokora.

Nieco inny rodzaj bombek choinkowych tworzy pani Elżbieta Prusaczyk z Tatar. W jej rodzinie bombki wykonuje się m.in… szydełkiem.

-Tradycyjnie stroimy choinkę Kurpiowską. Robi się łańcuchy z bibuły  i ze słomki ale również robimy aniołki z koronki i bombki z koronki szydełkiem. Bombki robimy także z bibuły gładkiej i to jest autentyczne i to nawet wczoraj moja wnuczka robiła taką bombkę – zaznacza dumnie.

ZDJĘCIA

RIRM


Zobacz też galerie:

Wystawa ozdób choinkowych w Lubaczowej i Łodzi

drukuj