Fot. Agnieszka Radzik

[TYLKO U NAS] M. Miśko o likwidacji fermy norek: Tak postępuje bolszewickie państwo, a nie państwo prawa, do którego aspirujemy. Obecne przepisy występują tylko w Polsce. Należy przestać rujnować ludziom życie

Ferma norek, na której wykryto zakażone koronawirusem zwierzęta, będzie zlikwidowana. „Winą za to wszystko należy obarczyć obecny zarząd Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Obecne przepisy mówiące o tym, że należy gazować wszystkie zwierzęta, nawet zdrowe, w przypadku odnalezienia jednego chorego osobnika, występują tylko w Polsce. Jeżeli państwo nie zmieni swojego kursu do rolnictwa i do obywateli, oskarżymy je o złamanie wszelkich możliwych reguł i zasad życia zbiorowego w cywilizowanym państwie prawa” – akcentował Marek Miśko, dyrektor generalny Związku Polski Przemysł Futrzarski, w rozmowie z TV Trwam.

Ferma norek w powiecie Biała Podlaska, na której wykryto zakażone koronawirusem zwierzęta, ma zostać zlikwidowana. Wartość 37 tys. norek szacuje się na 17 mln złotych. Właściciel nie może jednak liczyć na odszkodowanie, gdyż nie uwzględniono takiej sytuacji w rozporządzeniu ministra rolnictwa. [czytaj więcej]

– Sytuacja jest katastrofalna. Winą za to wszystko należy obarczyć obecny zarząd Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Sześć miesięcy temu zwracaliśmy uwagę panu ministrowi. Kiedy Duńczycy wybijali norki amerykańskie, około 17 mln zwierząt, były zupełnie inne czasy. Od tamtego momentu pojawiła się na rynku szczepionka przeciwko koronawirusowi u norek amerykańskich zarówno produkcji amerykańskiej, jak i rosyjskiej. Prosiliśmy ministerstwo w 22 pismach, że należy taką szczepionkę dopuścić, abyśmy mogli zabezpieczać nasze zwierzęta. Takiej zgody i żadnych działań w tym kierunku nie było przez sześć miesięcy – oznajmił Marek Miśko.

– W związku z tym, że w Polsce nie odnaleziono żadnej duńskiej mutacji koronawirusa, nie zwiększyła się umieralność ze względu na hodowle norek, a pracownicy ferm nie chorowali częściej niż pracownicy wykonujący inne zawody, prosiliśmy ministra, aby zmienił rozporządzenie. Aby nie trzeba było wybijać wszystkich zwierząt tylko dlatego, że w stadzie znajdujemy tylko 4 chore osobniki i wszystkie inne zdrowe zwierzęta muszą zostać zagazowane i zutylizowane, co powoduje potężne straty dla rolnika, a później dla samego Skarbu Państwa. Minister niestety nie chciał zmienić rozporządzenia – kontynuował.

W innych krajach Unii Europejskiej, w przypadku wykrycia koronawirusa, norki poddaje się kwarantannie, a nie utylizacji. Hodowcy domagają się dopuszczenia szczepionki, która jest już wykorzystywana w Europie.

– Obecne przepisy mówiące o tym, że należy gazować wszystkie zwierzęta, nawet zdrowe, w przypadku odnalezienia jednego chorego osobnika, występują tylko w Polsce, spośród krajów, w których hodowane są norki amerykańskie. W Hiszpanii, w Portugalii, we Włoszech, w Grecji, we Francji, na Litwie, Łotwie i w Estonii, a także poza Unią Europejską, np. w Federacji Rosyjskiej, wprowadzane są kwarantanny na takich fermach. Tutaj mamy do czynienia z dramatyczną sytuacją człowieka, któremu nie tylko nakazuje się natychmiastowe wybicie wszystkich zwierząt. Robi się to w bardzo brutalny i urzędniczo-oschły sposób, bez odwołania się do tego, że ten człowiek ma rodzinę i zaraz straci cały majątek swojego życia, który wart jest 17 mln zł, bez możliwości odszkodowania – zauważył dyrektor generalny Związku Polski Przemysł Futrzarski.  

– Własność zwierząt możemy dziś zamienić tylko w dym i zniszczyć gospodarstwo człowieka. Tak postępuje bolszewickie państwo, a nie państwo prawa, do którego aspirujemy. Nie dziwię się apelom wszystkich organizacji rolniczych, które w ostatnich dniach wystosowały pismo do premiera Mateusza Morawieckiego i ministra Grzegorza Pudy, aby jak najszybciej przystąpili do zmiany rozporządzenia. Propozycje zmian już dawno przesłaliśmy ministrowi. Wystarczy jeden podpis, aby zmienić to skandaliczne rozporządzenie rujnujące ludziom życie. (…) Należy szczepić zwierzęta, zmienić rozporządzenie i przestać rujnować ludziom życie – akcentował rozmówca TV Trwam.

Polscy hodowcy zamierzają odwoływać się od decyzji. Branża futrzarska walczy o to, by nie dopuścić do wybicia 37 tys. zwierząt. Rolnicy zapowiadają strajk.

– Do czasu zmiany rozporządzenia przez ministra Pudę, zagwarantowania nam odszkodowań, jak jest to w przypadku ptasiej grypy czy ASF, polscy hodowcy nie będą wpuszczali inspekcji na teren swoich gospodarstw. Chcemy współpracować z Inspekcją Weterynaryjną, z sanepidem, ale odmawiamy jakiejkolwiek współpracy do momentu, w którym nie będziemy traktowani jak cywilizowani ludzie i nie będzie zabierało się nam majątki bez możliwości odszkodowań. (…) Jeżeli państwo nie zmieni swojego kursu do rolnictwa i do obywateli, już mamy przygotowane najlepsze kancelarie w Polsce, które będą prowadziły nasze sprawy przed wszystkimi sądami polskimi oraz – gdy będzie taka potrzeba – trybunałami międzynarodowymi, gdzie oskarżymy państwo polskie i Skarb Państwa polskiego o złamanie wszelkich możliwych reguł i zasad życia zbiorowego w cywilizowanym państwie prawa. Będziemy domagali się gigantycznych, kilkunastomiliardowych odszkodowań z tego tytułu – zapowiedział Marek Miśko.

radiomaryja.pl

drukuj