fot. PAP/Aleksander Koźmiński

[TYLKO U NAS] J. Dziedziczak: Pod hasłem walki o tzw. praworządność instytucje unijne próbują praworządność złamać. Wszelkie kwestie związane z praworządnością są po stronie Polski i Węgier

Wszystko zależy od racjonalności prezydencji niemieckiej, Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że pod hasłem walki o tzw. praworządność instytucje unijne próbują praworządność złamać. Tak naprawdę wszelkie kwestie związane z praworządnością są po naszej stronie, po stronie Polski i Węgier. To my jesteśmy obrońcami jasnych reguł wynikających z traktatów – mówił Jan Dziedziczak, pełnomocnik rządu ds. Polonii i Polaków za granicą, w poniedziałkowym programie „Polski punkt widzenia” na antenie TV Trwam. 

W poniedziałek do Polski przyleciał premier Węgier Victor Orban. Węgierski przywódca spotkał się z premierem Polski Mateuszem Morawieckim.

Gość TV Trwam wskazał, że jest przekonany, że dojdzie do porozumienia w Unii Europejskiej ws. budżetu.

– To wszystko zależy od racjonalności prezydencji niemieckiej, Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że pod hasłem walki o tzw. praworządność, instytucje unijne próbują praworządność złamać. Tak naprawdę wszelkie kwestie związane z praworządnością są po naszej stronie, po stronie Polski i Węgier. To my jesteśmy obrońcami jasnych reguł wynikających z traktatów. Przypomnę, że Unia Europejska jest wspólnotą państw, które do niej weszły i które w niej są na podstawie traktatów i to my walczymy o przestrzeganie traktatów, a środowiska federalistyczne, skrajnej lewicy próbują złamać traktaty i na siłę, brutalnie narzucić innym krajom swój światopogląd, który jest absolutnie przez nas nie do zaakceptowania. Jest to pogląd skrajnie lewacki, antychrześcijański, federalistyczny, a jednocześnie jest to światopogląd, który jest bardzo daleki od wizji ojców założycieli Wspólnoty – powiedział Jan Dziedziczak.

Pełnomocnik rządu ds. Polonii i Polaków za granicą wskazał, że tzw. praworządność, o której się mówi w Unii Europejskiej, jest trudna do zdefiniowania.

– Są traktaty, są przepisy prawa i na podstawie przepisów każdy może walczyć o swoje stanowisko, o swoje interesy na równych zasadach. Wiemy, jakie są reguły gry. Kiedy by wprowadzono w miejsce jasnych reguł gry niejasne, niekonkretne hasło praworządności oznaczałoby to, że silniejsi (Niemcy, Francja) narzucaliby swoją wolę pozostałym krajom. Naszej zgody na to nie ma. Ponownie atakuje się nas (Polskę – red.), że jesteśmy przeciwko demokracji. Środowiska federalistyczne, lewackie, które chcą zmusić nas do swoich rozwiązań, przedstawiają się jako obrońcy demokracji. Tymczasem to my chcemy realizować to, czego chcą od nas wyborcy. (…) Jest koncepcja, żeby urzędnicy unijni przez nikogo nie wybierani, przedstawiciele establishmentu europejskiego zatrudnieni od lat, decydowali, jaki ma być system wartości wokół nas, jaka ma być kultura czy edukacja – podkreślił rozmówca TV Trwam.

Gość programu „Polski punkt widzenia” zaznaczył, że Polska i Węgry są po stronie demokracji, a urzędnicy unijny podejmują działania antydemokratyczne i niezgodne z traktatami.

– Bronimy demokracji, a oni są przeciwko demokracji. Bronimy praworządności i traktatów, a oni są przeciwko. (…) To jest gra interesów. Holandii się opłaca, żeby niejasne interesy były w grze i z przyczyn rywalizacji ekonomicznej, i z przyczyn ideologicznych. Jest to kraj będący desygnatem, przykładem obowiązywania ideologii z 1968 roku, ideologii lewicowej dającej skrajne przywileje środowiskom homoseksualnym. Holandia jest krajem, w którym dostępne są narkotyki, aborcja, eutanazja. Kraj taki jak Polska, gdzie obecne są silne wartości chrześcijańskie, jest dla establishmentu skrajnej lewicy czymś irytującym i robi się wszystko, żeby kraj, w którym obywatele odpowiedzieli się za systemem wartości, który ma być realizowany, żeby to wyeliminować w sposób niedemokratyczny. To jest gra o naszą pozycję na wiele lat, jeśli nie dziesięcioleci i pytanie, czy my jako obywatele będziemy mieli wpływ, jak będzie urządzany świat wokół nas, według jakich wartości? Czy to, jak się wypowiadamy w Unii Europejskiej będzie miało jakieś znaczenie, czy będą za nas decydować niedemokratycznie wyłonieni urzędnicy brukselscy i będą narzucać światopogląd np. holenderski? – pytał Jan Dziedziczak.

Unia Europejska, kraje takie jak Polska czy Węgry chce wyeliminować, ponieważ instytucjom unijnym przeszkadzają wartości chrześcijańskie i oparte na tradycji – dodał pełnomocnik rządu ds. Polonii i Polaków za granicą.

radiomaryja.pl

drukuj