fot. pixabay.com

[TYLKO U NAS] Dr T. Zych o strefach wolnych od LGBT: To są twierdzenia, które nie znajdują jakiegokolwiek oparcia w faktach. Takich miejsc po prostu nie ma

Próby rozsiewania informacji, twierdzenia, że na jakieś obszary Polski nie mogą w ogóle wjeżdżać osoby o skłonnościach homoseksualnych, są całkowicie niepoważne. To są twierdzenia, które nie znajdują jakiegokolwiek oparcia w faktach. Takich miejsc po prostu nie ma – mówił w rozmowie z TV Trwam dr Tymoteusz Zych, radca prawny, wiceprezes zarządu Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

W narracji instytucji unijnych wciąż pojawiają się fałszywe zarzuty, jakoby w Polsce funkcjonowały strefy wolne od LGBT, czyli miejsca, gdzie otwarcie dyskryminuje się osoby ze względu na ich orientację seksualną.

– Poważne zdziwienie budzi sam fakt, że Parlament Europejski w kolejnych rezolucjach, które są wydawane na przestrzeni ostatnich miesięcy nie zachowuje należytej staranności, jeżeli chodzi o weryfikację podstawowych faktów. Myślę w szczególności o kwestii weryfikacji zgodności z prawdą informacji o rzekomo istniejących w Polsce strefach wolnych od LGBT – mówił prawnik.

Zaznaczył, że strefy takie nie funkcjonują co zresztą bardzo łatwo sprawdzić.

– Próby rozsiewania informacji, twierdzenia, że na jakieś obszary Polski nie mogą w ogóle wjeżdżać osoby o skłonnościach homoseksualnych, że w Polsce są restauracje, zakłady fryzjerskie, gdzie nie wpuszcza się osób, które posiadają inne skłonności seksualne są całkowicie niepoważne. To są twierdzenia, które nie znajdują jakiegokolwiek oparcia w faktach. Takich miejsc po prostu nie ma – wskazał rozmówca TV Trwam.

Zwrócił uwagę, że powtarzanie tego typu nieprawdziwych informacji to nic innego jak polityczna gra, której szerszy kontekst można zrozumieć, bo toczy się w tej chwili spór dotyczący pierwszeństwa prawa unijnego przed prawem krajowym.

– To jest kwestia szalenie kontrowersyjna, kwestia fundamentalna dla rozumienia, czy jesteśmy w ogóle suwerennym państwem, czy państwa Unii Europejskiej są suwerenne, czy ten atrybut suwerenności przysługuje instytucjom centralnym w Brukseli – podkreślił dr Tymoteusz Zych.

Jak mówił, pomimo tego, że pewne informacje – jak te dotyczące stref wolnych od LGBT – można łatwo sprawdzić i zdementować, to jednak kreuje się pewien „polityczny teatr”.

– Inną sprawą jest to, że samorządy mają oczywiście prawo konstytucyjne, by wyrażać stanowiska, by wyrażać opinie w bardzo różnych sprawach. Zdecydowana większość uchwał przyjmowanych w związku na tzw. deklarację LGBT prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego to były uchwały, które zawierały treści po prostu potwierdzające podstawę polskiego porządku konstytucyjnego – wskazał.

Prawnik wyjaśnił, że nie było tam żadnych sformułowań, które uderzałyby w kogokolwiek czy podburzały godność jakiejkolwiek osoby bez względu na kwestie skłonności seksualnych.

– Kiedy spojrzymy na te dokumenty (one oczywiście miały bardzo różną treść), to niektóre z nich – jak samorządowa karta praw rodzin, przyjęta przez jedno województwo i kilkadziesiąt samorządów powiatowych, gminnych, miejskich – to dokument, który w ogóle nie odnosi się w żaden sposób do kwestii skłonności seksualnych, a jedynie przypomina konstytucyjne postanowienia dotyczące małżeństwa, dotyczące rodziny, dotyczące rodzicielstwa, praw dziecka. To jest powtórzenie tych standardów i szereg propozycji pokazujących w jaki sposób samorząd może wspierać rodzinę, chociażby dając zniżki, jeżeli chodzi o dostęp do infrastruktury sportowej, rekreacyjnej, kulturalnej, edukacyjnej – tłumaczył radca prawny.

Zaznaczył, że inne dokumenty odnosiły się co prawda do problematyki skłonności seksualnych, jednak nie w dyskryminujący sposób.

– W zdecydowanej większości z nich nie deprecjonowano nikogo ze względu na homoseksualizm, a pisano jedynie o tym, że autorzy wyrażają daleko idący sceptycyzm wobec pewnego prądu ideologicznego, który sami określają jako ideologię LGBT – podkreślił rozmówca TV Trwam.

Samorządy w dokumentach szczegółowo opisują postulaty, z którymi się nie zgadzają. Chodzi m.in. o zmianę definicji rodziny czy liberalną interpretację edukacji seksualnej.

– Kiedy spojrzymy na intencje tych dokumentów, nie będziemy mieli wątpliwości, że na pewno nie są to dokumenty o charakterze dyskryminacyjnym – zwrócił uwagę dr Tymoteusz Zych.

Zaznaczył, że nie są one żadnym wyjątkiem

– Sam prawny postulat, aby małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny było chronione to nie jest specyfika wyłącznie polską. Konstytucyjna ochrona małżeństwa została przyjęta w 7 krajach członkowskich Unii Europejskiej, a sama ustawowa definicja małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny występuje w 13 spośród 27 państw członkowskich. To pokazuje, że właściwie połowa państw Unii Europejskiej to kraje, które mogą być dotknięte polityczna presją ze strony Brukseli, która będzie obejmowała obszar, jaki przez prawo unijne nigdy nie powinien być regulowany – wskazał prawnik.

 Unia Europejska nie ma kompetencji, by ingerować w prawo rodzinne, jednak obecnie próbuje to robić. Zdaniem prawnika nie służy to integracji europejskiej.

– Wręcz przeciwnie. Próby regulowania tego na poziomie centralnym budzą tylko coraz większy sceptycyzm co do tego, czy Unia Europejska w obecnej formie może na dłuższą metę funkcjonować – zauważył rozmówca TV Trwam.

radiomaryja.pl

drukuj