Jak uwolnić szkołę od demoralizacji?

O proponowanej przez rząd edukacji seksualnej, działaniach mających uchronić dzieci przed demoralizacją, a także konsekwencjach złego wychowania do życia w rodzinie mówiły Teresa Król, Magdalena Czarnik i Iga Grzybowska, goście środowych Rozmów niedokończonych.

Skandaliczne działania Ministerstwa Edukacji Narodowej ws. edukacji seksualnej wywołują coraz głośniejsze protesty rodziców. Przypomnijmy, że niedawno tysiące osób pojawiło się w Warszawie na pikiecie pod hasłem „Stop deprawacji w edukacji”.

O aktualnym programie dot. wychowania dzieci do życia w rodzinie mówiła Teresa Król, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika „Wychowawca”. Publicystka przypomniała działania ministra Mirosława Handkego, który wzbraniając się przed edukacją seksualną powołał 17-osobowy zespół. Na jego czele stanęła obecna w środowych Rozmowach niedokończonych Teresa Król. Jak wskazywała, wprowadzenie przedmiotu: wychowanie do życia w rodzinie jest obowiązkiem ministra edukacji.

Dlaczego jest ten przedmiot? Otóż ustawa antyaborcyjna o planowaniu rodziny z 7 stycznia 1993 roku obliguje ministra edukacji do wdrożenia tych zajęć. (…) Minister nie może się wybronić, powiedzieć, że on nie będzie tego prowadził. Skoro minister wdraża, to obliguje także pośrednio kuratoria i wreszcie dyrektorów. Daliśmy jednak furtkę rodzicom – mają oni prawo nie posyłać dzieci na te zajęcia – wskazywała Teresa Król.

Iga Grzybowska, nauczyciel oraz prezes Fundacji „Ster na Miłość”, zwróciła uwagę, że rodzice poprzez odpowiednie zaangażowanie mogą kontrolować poziom zajęć z wychowania do życia w rodzinie.

Nauczyciele wychowania do życia w rodzinie nie próżnują. Jest to przedmiot szalenie ważny, bardzo potrzebny. Myślę, że mogą się tutaj rodzić pytania: Co my rodzice możemy zrobić, żeby ten przedmiot był dobrze prowadzony? Bardzo ważne jest, żebyśmy my – jako rodzice, ale też jako nauczyciele – stali na straży wartości poprzez np. angażowanie się w trójki klasowe, rady rodziców. Rodzic ma tutaj szalenie ważny głos. O ten głos musimy walczyć, o niego zabiegać – tłumaczyła Iga Grzybowska.

Teresa Król, powołując się na literaturę światową, głównie amerykańską, wyróżniła dwa typy edukacji seksualnej. Z pierwszym z nich od 17 lat mamy do czynienia w Polsce.

Edukacja seksualna typu A, czyli ta, która kładzie nacisk na formację człowieka, wychowanie do czystości, odpowiedzialność w sferze seksualności. (…) 17 lat temu, kiedy tego podziału nie było, intuicyjnie wyczuwaliśmy, że chodzi tutaj o dobro młodego człowieka, o przygotowanie go, żeby w sposób odpowiedzialny pełnił później rolę męża, ojca, matki czy żony. To nam się udało. (…) Edukacja seksualna typu B to informacja czysto biologiczno-techniczna, instruktażowa, gdzie mówi się tylko o sprawach związanych z seksualnością, anatomią czy fizjologią i o tzw. zabezpieczaniu się – akcentowała publicystka.

Serię artykułów na temat protestów rodziców w Niemczech napisała współpracująca z Gabriele Kuby Magdalena Czarnik. Jak mówiła, rodzice na Zachodzie nie chcą edukacji seksualnej, która de facto czyni ich dzieci niezdolnymi do tworzenia małżeństwa i rodziny,

W tym wypadku mówimy o permisywnej edukacji. Jest ona instruktażowa, techniczna, mówi się w niej o tzw. zabezpieczeniu. Tak naprawdę jest jednak bardzo mylna. Dane statystyczne pokazują, że zabezpieczenia proponowane dzieciom są po prostu nieskuteczne. Jest to wtłaczanie dzieci we wczesne kontakty seksualne. Skutkuje to tym, że dzieci są wyuczone kupowania antykoncepcji czy stosowania jej na różne sposoby, a raz na jakiś czas muszą się poddać aborcji – oceniła Magdalena Czarnik.

Całość środowych Rozmów niedokończonych na antenie Telewizji Trwam można odsłuchać [tutaj].

RIRM

drukuj