fot. flickr.com

Szkoły nie mają miejsc dla sześciolatków

Samorządy nie mają odpowiednich warunków lokalowych, aby od nowego roku szkolnego pomieścić w placówkach wszystkie maluchy. Większość z nich zmuszona jest wprowadzić system dwuzmianowy. Rodzice nie ukrywają swego niezadowolenia. O sprawie napisał jeden z dzienników.

To efekt reformy MEN, która od września tego roku wprowadza obowiązek szkolny dla sześciolatków. Większość z nich po wakacjach pójdzie do pierwszej klasy, w których znajdzie się też część siedmiolatków. Po raz pierwszy samorządy muszą też zapewnić w przedszkolach miejsce dla czterolatków. To oznacza zbyt duże obciążenie dla placówek szkolnych i przedszkolnych. Stąd plany prowadzenia zajęć na dwie zmiany.

MEN zrzuca odpowiedzialność za ten problem na samorządy i nie reaguje na apele o zniesienie obowiązku szkolnego dla sześciolatków – podkreśla poseł Sławomir Kłosowski, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Edukacji.

– O tym, że samorządy borykają się z wielkimi problemami, jeżeli chodzi o stworzenie możliwości czy odpowiednich warunków sześciolatkom do tego, żeby wcześniej rozpoczynali edukację, wiedzieliśmy od dawna i jako klub PiS mówiliśmy o tym. Ostatni akord tej całej sytuacji to głosowanie na komisji, gdzie jeszcze raz zaproponowaliśmy odstąpienie od obowiązku szkolnego, który niesie ze sobą tyle zagrożeń i tyle emocji wśród rodziców. Niestety po raz kolejny koalicja PO-PSL większością głosów odrzuciła nasz projekt w pierwszym czytaniu. To nie rokuje nic dobrego na dzień dzisiejszy, ale jest nadzieja już w październiku. To wszystko zależy od wyborców – powiedział poseł Sławomir Kłosowski.

O tym, że szkoły nie są przygotowane na przyjęcie sześciolatków już wcześniej odnotowywała NIK czy Rzecznik Praw Rodziców. W 2013 r. Sejm odrzucił wniosek o przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum w tej sprawie. Podpisało się pod nim prawie milion osób.

RIRM

drukuj