fot. PAP/Przemysław Piątkowski

G. Hałubek: KE nie wie, ile jest ryb w Bałtyku, ale wie, jakie mają być kwoty połowowe

„Tak to jest, że Komisja Europejska politycznie ustala jakieś kwoty, jednocześnie wysyłając kuriozalny komunikat, że nie wie, ile jest ryb w Bałtyku, ale wie, jakie mają być kwoty połowowe. Jest to kompletny absurd, z którym mamy obecnie do czynienia” – mówił Grzegorz Hałubek, doradca w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, na antenie Radia Maryja w audycji „Aktualności dnia”.

W rozmowie z o. Grzegorzem Wosiem CSsR doradca w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej odniósł się do decyzji Międzynarodowej Rady Badań Morza, która zaleciła redukcję połowów w tzw. stadzie wschodnim na Bałtyku o 25 proc.

Kwoty połowowe już obecnie obowiązujące, te które Komisja Europejska przyznała na Bałtyk w roku 2016, były nieekonomiczne w dużym stopniu. Rybołówstwo na Bałtyku było nierentowne już w tym roku. Z jednej strony z powodu braku zasobów, a z drugiej z braku kwot połowowych – mówił Grzegorz Hałubek.

Doradca w resorcie MGMiŻŚ podkreślił, że obniżenie w jeszcze większym stopniu tych kwot połowowych spotęguje tylko utrudnienia dla rybaków i sprawi, że połowy będą nieekonomiczne jeszcze bardziej.

Te kwoty połowowe, które wypływają w tej chwili z tych naukowych gremiów, i tak nie są adekwatne do stanu faktycznego zasobów. Ponieważ Komisja Europejska za pośrednictwem tych naukowców jej doradzających wydaje z siebie takie komunikaty, że ona sama nie wie, co się na tym Bałtyku dzieje. Ile tej ryby jest, dlaczego dorsze chudną? To jest oczywiście pewnym wybiegiem mającym na celu ukrycie odpowiedzialności KE za prowadzoną dotychczas politykę rybacką, która doprowadziła do załamania stanu zasobów. Co wiąże się bezpośrednio z nadmiernymi połowami przemysłowymi (paszowymi), które odebrały dorszowi pokarm. Tutaj kółko się zamyka. Z jednej strony Unia Europejska mówi: „My nie wiemy, ile tego dorsza jest”, ale z drugiej strony: „Wiemy, że trzeba limit połowowy obniżyć o 25 proc., bo tak radzą nam naukowcy”, którzy te badania (czy może właściwie „pseudobadania”) prowadzą – akcentował Grzegorz Hałubek.

Ekspert pytany o to, jakie mogą być wyjścia z tak patowej sytuacji, powiedział, że przede wszystkim należy przeprowadzić rzetelne badania, bez kontekstów politycznych.

Należałoby wyznaczyć coś w rodzaju opcji zerowej. Zamknąć całkowicie takie metody badawcze i zlikwidować te, które miały miejsce do tej pory. Określić, ile tych ryb faktycznie jest. Jak one wyglądają kondycyjnie, czy są najedzone czy głodne. Z tego by wynikały jakieś wnioski na przyszłość, czyli przyjęcie ichtiologicznych działań w stosunku do stanu faktycznego, a nie przykładanie miary do fikcji naukowej – podkreślał doradca w ministerstwie gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej.

Grzegorz Hałubek zauważył, że nie jest to sytuacja bez wyjścia. Przede wszystkim jednak trzeba podkreślić, że aspekt ochrony zasobów dorsza i ustalenia ile tych ryb jest w Bałtyku, jest kluczowy.

Skoro mamy do czynienia z taką polityką UE, z jaką mamy, to oprócz tej polityki wynikającej z oceny stanu zasobów i podejmowanych decyzji politycznych wobec krajów Bałtyckich są jeszcze unijne fundusze i KE chyba po raz pierwszy w historii – przynajmniej ja nie pamiętam, że coś takiego było – wysłała w tym roku komunikat. Dość wyraźnie wynika z niego, że w związku z tym, że każde państwo dysponuje funduszem rybackim dotyczącym rozwoju rybołówstwa w danym kraju, to może te fundusze wykorzystywać w stopniu takim, żeby łagodziły te różne niedogodności kwotowo limitowe, o których mówimy. Ten komunikat po raz pierwszy w historii UE został do poszczególnych krajów wysłany na zasadzie „oto macie fundusz, którym dość elastycznie możecie reagować wobec własnych rybaków na niedomagania (tu dodaje od siebie) tego sytemu administracyjnego, który my sami jako Komisja reprezentujemy” – mówił ekspert na antenie Radia Maryja.

Na zakończenie rozmowy Grzegorz Hałubek powiedział, że na dzisiejszym spotkaniu w Ustce minister Marek Gróbarczyk bardzo trafnie zdiagnozował te sytuację.

Mniej więcej w tym duchu, o którym mówiłem. Minister zadeklarował, że pieniądze i fundusze unijne przekazane na rybołówstwo przede wszystkim ulegną pewnemu przeprogramowaniu względem tego, co poprzedni rząd po sobie zostawił. Mówiąc skrótowo, więcej pieniędzy zostanie przekazanych na rybołówstwo właśnie w kierunku likwidowania tych negatywnych skutków zarówno związanych z zasobami jak i ekonomią związaną z brakiem możliwości połowowych – podkreślał doradca w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.

Całą rozmowę z „Aktualności dnia” można odsłuchać [tutaj]

RIRM

drukuj