PAP/Marcin Gadomski

Będą protesty „S”? „Czekamy na pozytywną zwrotną informację”

Blisko 5 godzin trwało spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego z przedstawicielami „Solidarności” w Gdańsku. Od przebiegu rozmów – m.in. w sprawie podwyżek w tak zwanej budżetówce – związkowcy uzależniali ewentualne protesty.

Szef rządu po spotkaniu powiedział, że podczas rozmów przedyskutowanych zostało wiele aspektów życia społecznego i gospodarczego.

– Patrząc na naszą gospodarkę, stan finansów państwa i na sprawność naszego państwa, podkreśliłem podczas naszego spotkania, że bardzo zależy mi na tym, żeby wykonać to, do czego rząd Prawa i Sprawiedliwości się zobowiązał, czyli budowa silnego, sprawnego, solidarnego, sprawiedliwego i spójnego państwa. Państwa, które będzie państwem przyjaznym dla ludzi, dla obywateli, dla pracowników, dla świata pracowniczego, reprezentowanego oczywiście m.in. przez związki zawodowe – mówił premier.

Premier podkreślił, że najsilniejsze gospodarki świata, to takie, które oparte są o konsens, o dialog, np. gospodarka niemiecka, japońska, francuska czy gospodarki skandynawskie. [czytaj więcej]

Przewodniczący NSZZ „Solidarność” Piotr Duda podziękował szefowi rządu za spotkanie. Powiedział, że było ono owocne, a w pewnych momentach burzliwe.

Wyraził nadzieję, że rząd pochyli się nad problemami pracowników sfery budżetowej.

– Wiele tematów przez te prawie pięć godzin omawialiśmy na komisji krajowej i przekazaliśmy te problemy panu premierowi. Po tym spotkaniu czekamy, aż pan premier usiądzie ze swoimi doradcami, ministrami i oceni te dzisiejsze nasze spotkanie, i przedstawi Komisji Krajowej „Solidarności” wnioski. (…) A dla nas, „Solidarności” mogą być jedne, że faktycznie rząd pochyli się nad problemami pracowników sfery budżetowej i w przyszłym roku nastąpi jakiś krok. Czekamy na pozytywną zwrotną informację – powiedział szef „S”.

Wnioski ze spotkania ma wyciągnąć także Komisja Krajowa Solidarności. Strona społeczna domaga się 12 proc. wskaźnika wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej, 8,5 proc. wzrostu płacy minimalnej oraz odblokowania kwoty naliczania funduszu socjalnego. Związkowcy podkreślają, że płace w budżetówce są zamrożone od 8 lat.

Żądania strony społecznej są wysokie, ale rząd będzie chciał pójść na przynajmniej częściowe ustępstwa – podkreślił prawnik i ekonomista Krzysztof Szczerba.

– Wydaje się, że na aż tak wysokie podwyżki tych pieniędzy w budżecie nie ma, ponieważ oznaczałoby to wzrost wynagrodzeń brutto o co najmniej 300 zł na zatrudnionego, a być może więcej. To w przeliczeniu przez liczbę pracowników budżetówki oznaczałoby co najmniej 11 mld zł rocznie, być może więcej, ponieważ średnia płaca w budżetówce to 4200 brutto. Więc takich pieniędzy w budżecie raczej nie ma. Być może panowie dogadają się w sprawie nieco niższego wzrostu pensji, aczkolwiek na pewno wzrost ten jest potrzebny, ponieważ pensje rosną w całym kraju, głównie w sektorze prywatnym. Wzrost ten jest zauważalny w związku z obecnym rynkiem pracownika i brakiem rąk do pracy – komentował Krzysztof Szczerba.

Jeżeli nie dojdzie do porozumienia, „S”, będzie przygotowywać się do protestów.

RIRM

 

drukuj