[TYLKO U NAS] Ks. bp S. Stefanek: Byłem przekonany, że powinienem być księdzem

Byłem przekonany, że powinienem być księdzem, mimo że nie miałem sprecyzowanej świadomości roli kapłana. (…) Początkowo nie rozróżniałem, co to jest życie zakonne i życie kapłana diecezjalnego. Po prostu szedłem na księdza – mówił w rozmowie z portalem Radiomaryja.pl ks. bp Stanisław Stefanek, biskup senior diecezji łomżyńskiej.

W piątek 21 czerwca ks. bp Stanisław Stefanek obchodził 60. rocznicę święceń kapłańskich, jednak – jak zaznaczył sam jubilat – były to uroczystości zewnętrzne, a dokładna rocznica przypada w najbliższy piątek w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. Przez lata swojej posługi Duchowny na trwałe wpisał się w historię naszej ojczyzny, a przede wszystkim diecezji łomżyńskiej.

Jednak jak ponad 60 lat temu formowało się powołanie młodego Stanisława? Ksiądz Biskup przekonuje, że bardzo wcześnie zdecydował, że zostanie księdzem: „to była ostatnia klasa szkoły podstawowej”.

– Szukałem wtedy kontaktów, gdzie już po podstawówce można uczyć się „na księdza”. Wyczytałem, że Zakon Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej w Poznaniu prowadzi taką szkołę. Ona się nazywała: Niższe Seminarium Duchowne – mówi.

Duchowny dodaje, że jego powołanie zrodziło się w warunkach „nietypowych”. Jako młody człowiek nie był ministrantem. Nie miał również bliższych kontaktów z księżmi oraz tradycji „księdza w rodzinie”.

– Natomiast byłem przekonany, że powinienem być księdzem, mimo że nie miałem sprecyzowanej świadomości roli kapłana. (…) Sprawy zakonne pojawiły się dopiero później. Ja początkowo nie rozróżniałem, co to jest życie zakonne i życie kapłana diecezjalnego. Po prostu szedłem „na księdza” – wskazuje.

Ks. bp Stanisław Stefanek szkołę średnią musiał kończyć w sposób „lekko zakamuflowany” z powodu komunistycznych represji. Kto towarzyszył Duchownemu w formowaniu ducha i wiary, m.in. wtedy, kiedy religia była wrogiem władzy? Rozmówca wspomina Małą Tereskę od Dzieciątka Jezus oraz św. Pawła.

– Prawdę mówiąc, to dopiero w nowicjacie – miałem wtedy 15 lat – przez studium życiorysów, przez kontakty, konferencje, które słyszałem od swoich przełożonych, pojawiły się dwie postacie, które mi towarzyszą praktycznie do dzisiaj. Przede wszystkim Mała Teresa od Dzieciątka Jezus. Bardzo wcześnie zacząłem czytać jej „Dzieje duszy” i właściwie do dzisiaj (…) do tej książki zaglądam. Prostota jej duchowości mi odpowiadała, tym bardziej, tak jak to mówiłem, nie maiłem stycznością z formacjami (koło ministrantów, oaza itd.) – podkreśla.

– Drugim autorem, który do dzisiaj mi towarzyszy w poważnym studiu biblijnym, to św. Paweł. Nawet moje zawołanie biskupie jest wzięte z „Listu św. Pawła do Kolosan”: „In omnibus Christus”. Do dzisiaj św. Paweł jest dla mnie przewodnikiem. Może dlatego, że ja jednak należę do tzw. „mózgowców”. Ja muszę wszystko rozumieć i mieć logicznie uporządkowane. W sprawach wiary co chwilę kłaniasz się Panu Bogu przed tajemnicą Jego istnienia, a jednak ta tajemnica ma jakiś swój przedpokój, jakiś wstęp. I św. Paweł jest specjalistą od podprowadzenia do tych głębokich prawd wiary przy pomocy niezwykle konsekwentnej logiki. To mi odpowiadało i to mnie prowadzi do dzisiaj – dodaje.

Ks. bp Stanisław Stefanek zasiadał w Prezydium Papieskiej Rady ds. Rodziny oraz był wieloletnim przewodniczącym i wiceprzewodniczącym Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny.

Duchowny wspomina, że rodzinami od strony teoretycznej zajął się już jako wykładowca antropologii biblijnej na Akademii Teologii Katolickiej. Jak relacjonuje rozmówca, to ks. abp Kazimierz Majdański ukierunkował jego badania: „skoro antropologia biblijna, to zajmij się rodziną”.

– Zrodził się z tego z jednej strony nurt pewnego usystematyzowanego studium nad rodziną – wynikiem tego jest praca w Instytucie Studiów nad Rodziną. To praktycznie jest do dzisiaj moje zajęcie, które karze sięgać do źródeł, do dokumentów, a zwłaszcza do św. Jana Pawła II. Nawet moje felietony z „Naszego Dziennika” odnoszą się do tematyki poruszonej przez św. Jana Pawła II – mówi.

– Natomiast drugi, zupełnie inny nurt – bardzo osobisty – to jest mój kontakt z konkretnymi rodzinami. Najpierw, to muszę się przyznać, odkryłem prawdę, że kobieta jest człowiekiem pełnym w aspekcie wrażliwości religijnej. Miałem okres pewnej izolacji. Chociaż mam cztery siostry, to wydawało mi się, że kobieta nie przeżywa religii, że ona się modli, jest spontanicznie związana z Panem Bogiem, ale nie widziałem w duchowości kobiety tego wątku mózgowego. Później w kontakcie z rodzinami poznałem pełny wymiar kobiecości i pełny wymiar tego, co się nazywa „relacją międzyludzką”. Na tej relacji międzyludzkiej zbudowana jest wierność małżeńska – dodaje.

Ksiądz Biskup akcentuje, że zawarł również przyjaźnie z różnymi rodzinami. Rodzice m.in. powierzali Duchownemu dzieci pod opieką.

– Rodzice wiedzieli, że ja sobie dam radę z takimi 3-letnimi dzieciakami, nie mówiąc o tym, że organizowałem im wyprawy „w zielone”, czyli do lasu, na łąki. Ta przyjaźń w każdej sytuacji życiowej, ona mi przysporzyła pewnego rumieńca moim mózgowym przemyśleniom – podkreśla.

Ks. bp Stanisław Stefanek jest także założycielem Radia Nadziei. Poprzez kontakt z mediami Duchowny zrozumiał, „jaka jest nośność informacji medialnej. Jeżeli ta nośność ma służyć człowiekowi, to trzeba ją wypełnić treścią Bożą. To jest bardzo prosta logika”.

– Dziennikarstwo to nie tylko popularny i cieszący się szacunkiem zawód, ale dziennikarstwo to także prawie taki poziom odpowiedzialności i świętości, jak zbliżanie się do tajemnic Bożych i do znaków Bożych w sakramentach. Chcę powiedzieć to bardzo jasno: na dziennikarzu, który ma świadomość, że może przekazać prawdę Bożą dla wielu z pewnym dodatkowym zaangażowaniem, czyli bardzo pożytecznie, ale wie także, iż może tę prawdę przekłamać i obciążyć swoją osobistą słabością, spoczywa ogromna odpowiedzialność. Prawie taka jak moja, gdy zbliżam się od ołtarza. To jest służba prawdzie, to jest obsługiwanie Bożej prawdy – mówi ks. bp Stanisław Stefanek.

RIRM

drukuj