W. Gadowski: Donald Trump to był prezydent, który dużo mówił, a wiele mniej zrobił. Dlatego przegrał

Donald Trump to był prezydent, o którym mówią „big mouth” (pol. wielkie usta). Dużo mówił, a wiele mniej zrobił. Dlatego przegrał. Oczywiście można powiedzieć: „Siła złego na jednego”, „Nec Hercules contra plures” – ale to nie zmienia postaci rzeczy. Donalda Trumpa już nie będzie na stanowisku prezydenta Stanów Zjednoczonych – mówił redaktor Witold Gadowski w swoim „Komentarzu Tygodnia” opublikowanym w serwisie YouTube.

46. prezydentem Stanów Zjednoczonych został Demokrata Joe Biden. Zaraz po zaprzysiężeniu podpisał 9 aktów wykonawczych, które polegały na cofnięciu wcześniejszych decyzji Donalda Trumpa. Zdaniem Witolda Gadowskiego, Donald Trump przegrał wybory, ponieważ nie wykorzystał czterech lat swojej prezydentury.

– Może nie mógł, może siły głębokiego państwa były zbyt silne. Ale polityka jest na tyle brutalna, że karty rozdaje ten, kto ma w ręku więcej atutów i wszystko zbiera. Tym razem „Deep state” nie popełnił błędu. Poprzednie wybory Donald Trump wygrał między innymi dzięki Twitterowi, dzięki aktywności milionów ludzi w sieci. Tym razem sieć była już skontrolowana. Tym razem wszystko było pod kontrolą, a Donald Trump zachował się na koniec jak panienka, która wystraszyła się własnym sukcesem. 75 milionów Amerykanów głosowało na niego, a on po wiecu w Waszyngtonie nie zrobił nic. Pozwolił na to, żeby doszło do prowokacji, żeby dziwni ludzie wdarli się na Kapitol i żeby można było wykorzystać to przeciwko niemu; żeby mógł być „zbanowany” przez media społecznościowe – Twittera, Facebooka, Instagram – zwracał uwagę redaktor.

Publicysta podkreślił, że nie chciałby, aby Donald Trump był liderem wolnego świata – „świata ludzi walczących o wolność przeciwko zaciskającemu się systemowi”.

– To był prezydent, o którym mówią „big mouth” (pol. wielkie usta). Dużo mówił, a wiele mniej zrobił. Dlatego przegrał. Oczywiście można powiedzieć: „Siła złego na jednego”, „Nec Hercules contra plures” – można powtarzać te banały, intelektualny kicz, ale to nie zmienia postaci rzeczy. Donalda Trumpa już nie będzie na stanowisku prezydenta Stanów Zjednoczonych – zaznaczył autor „Komentarza Tygodnia”.

Prezydent Joe Biden chce, aby asystentem sekretarza zdrowia został transseksualista.

– Spójrzcie, kogo pan Józio Biden, a właściwie ci, którzy za niego decydują, chcą uczynić asystentem sekretarza zdrowia, czyli osobą pełniącą bardzo ważną funkcję. To jest pani, pan czy „panopań” – trudno powiedzieć kto. To jest ktoś, kto będzie asystentem sekretarza zdrowia. Czy także zdrowia psychicznego? To się dopiero zaczyna – zauważył dziennikarz.

Co będzie dalej z Donaldem Trumpem?

– Myślę, że wyczołgają go w smole, „opluskwią”, zniszczą, aby nikomu już nie chciało się walczyć, nawet werbalnie, z systemem. Z systemem, który posiada w tej chwili technologię, pieniądze, możliwości, wpływy, media. Można powiedzieć, potwór, którego nie da się przezwyciężyć. Ale ten potwór boi się jednej rzeczy – boi się ludzi dobrych. Boi się ludzi, którzy nie wiedzą, że jest niepokonany – wskazał Witold Gadowski.

Redaktor poinformował o eksperckich negocjacjach koalicjantów Zjednoczonej Prawicy i wynikających z nich nowych podatkach zaplanowanych na 2021 rok.

– PiS chce skłonić koalicjantów do tego, by z jednej strony zgodzili się na duże podniesienie kwoty wolnej od podatku, co powinno zadowolić najuboższych, ale z drugiej – na podniesienie składki zdrowotnej dla osób najlepiej zarabiających. To już nad nami wisi. Jest projekt kilku nowych podatków i podwyższenia starych. To wszystko w nowym roku. Jest także projekt wycofania się z dotacji do podwyżek energii elektrycznej, które były tak zapowiadane przez nieistniejące już Ministerstwo Energii – oznajmił publicysta.

Witold Gadowski wskazał, że powoli w naszym kraju formuje się „pandemiczny styl życia”, który porównał do czasów PRL-u, kiedy wielką wartość stanowiły znajomości.

– Po znajomości załatwia się szczepionki. Po znajomości można zjeść jak człowiek w tajnej restauracji, bo inaczej trzeba jeść jak zwierzę, jak pies, gdzieś na murku czy w krzakach, żeby nikt nie zobaczył. Po znajomości można zamieszkać w hotelu. Po znajomości można też kupić różne towary, których zaczyna brakować. Czysty PRL. Ja już to przeżyłem, ale młodzi ludzie, którzy teraz dopiero uczą się życia, nie wiem, jak zareagują na system, w którym więcej będą znaczyć znajomości niż możliwości czy posiadane środki. Wraca PRL, choć w sposób zupełnie nieoczekiwany – ocenił redaktor.

Dziennikarz odniósł się także do kwestii szczepień i związanych z nimi opinii ekspertów medycznych. Jak dodał, szczepionki są najbardziej promowane w Ministerstwie Obrony Narodowej.

– Tam chłopaki zwartym szykiem gotowi są iść i kłuć się w różne części ciała, tylko ponoć ostatnio zaczęło brakować szczepionek, więc znowu trzeba będzie sobie załatwić. Pomijając już to, że nastąpiły chwilowe braki szczepionek – jak to w Polsce zwykle bywa – to naczelny ton wojskowemu środowisku nadaje Wojskowy Instytut Medyczny, który oczywiście codziennie publikuje przeróżne wypowiedzi, stanowiska swoich bardzo uczonych władz i członków, nawołujące do szczepień. (…) Wojskowi medycy w 2015 roku przyjęli 503.000,86 PLN od koncernu Pfizer, (…) a w 2019 roku 296.875,79 PLN. To są niezależni eksperci i to jest kolejne potwierdzenie, że naprawdę możemy polegać na opiniach naszych medyków, bo z sercem i pięścią walczą o nasze zdrowie, zwłaszcza medycy wojskowi – skłonił do refleksji autor „Komentarza Tygodnia”.

– Ryzyko powikłań, z którym liczy się Pfizer, jest jak jeden do tysiąca. To jest bodaj jedna dziesiąta procenta. Gdyby przyjąć to ryzyko, to można łatwo policzyć, że przy 30 milionach zaszczepionych Polaków będziemy mieć 30 tysięcy niepożądanych odczynów szczepiennych. Mówiąc krótko, 30 tysięcy powikłań. Nie jest to wcale mało. Ale jak weźmiemy pod uwagę wyniki pierwszych szczepień z Wielkiej Brytanii, to okazuje się, że powikłań jest dużo więcej, właściwie 27 razy więcej – akcentował.

Publicysta skomentował także inicjatywę „Góralskie Veto” – akcję przedsiębiorców z Podhala, którzy postanowili otworzyć biznesy pomimo lockdownu.

– Byłem w Zakopanem i sprawdzałem, jak rozwija się „Góralskie Veto”. Bardzo ślamazarnie, jak to u nas w Polsce. Szybko zdążymy się pokłócić, zanim coś jeszcze zdziałamy. Ten nie lubi tego, ten nie lubi tamtego; ja otworzę, ty nie otworzysz; ja się boję. Trochę interesów jest otwartych, na Krupówkach życie kwitnie. Zobaczymy, jak będzie się to rozwijało w innych częściach Polski, czy będzie to narastało. To będzie istotne dla naszego samopoczucia i wolności, ale także dla postawy rządu, który musi zrozumieć, że forsowanie bezsensownych ograniczeń musi przynieść upadek autorytetu i pewien rodzaj rebelii – zaznaczył Witold Gadowski.  

radiomaryja.pl

drukuj