(fot. PAP)

Unijna dyrektywa dot. tytoniu uderzy w polskie interesy

Wprowadzone ostatnio zmiany do dyrektywy tytoniowej uderzą w interesy Polski równie mocno, co szeroko komentowany dotychczas zakaz papierosów mentolowych oraz slimów – alarmują przedstawiciele handlu i rolnictwa.

Chodzi o przyjęty przez Parlament Europejski pomysł wprowadzenia tzw. pozytywnej listy dodatków do tytoniu.

– Istnieje takie zagrożenie, że odpowiednia odmiana tytoniu – dotyczy to tytoniu Burley – jest w Polsce tak wysunięta na północ, że bez dodatku cukru, tytoń ten jest nieprzydatny do produkcji papierosów. Istnieje takie zagrożenie, że można tylnymi drzwiami wyprowadzić odmianę Burley ’a, tak, że ta odmiana w Polsce w ogóle nie będzie mogła być uprawiana – a jest to 40% tytoniu produkowanego w Polsce. Zagraża to plantatorom uprawiającym Burley, zagraża ich bytowi, bo są to rubieże przeważnie wschodnie. Głównie są to małe, rodzinne gospodarstwa, które uprawiają w granicach od hektara do dwóch hektarów tytoniu typu Burley – mówi Lech Ostrowski, wiceprezes Krajowego Związku Plantatorów Tytoniu.

Lech Ostrowski dodaje, że niepokój budzi także wprowadzenie systemu i urządzeń śledzących obrót legalnymi papierosami, co może kosztować nawet 500 mln zł.

Tak się dziwnie dzieje, że firmy, które legalnie produkują papierosy i płacą ogromne podatki, muszą ponosić jeszcze dodatkowy nakład na znakowanie paczek. To jest wyposażenie wszystkich punktów sprzedaży w skanery, które będą odczytywać z tych paczek kody. Problem jest taki, że tych drobnych punktów sprzedaży nie stać na kupno skanerów. Jest też drugi problem. Gdy ktoś ma sieć sklepów a dana marka papierosów w jednym sklepie będzie się sprzedawała bardzo dobrze, w drugim zaś słabiej – i jeśli przeniesie kilka paczek papierosów do innego sklepu będzie uważany za przestępcę – podkreśla Lech Ostrowski.

PE prowadzi obecnie negocjacje z państwami członkowskimi dotyczące kształtu unijnej dyrektywy tytoniowej. Ostateczna wersja dokumentu ma być przyjęta 9 grudnia w Brukseli.

RIRM

drukuj