fot. pixabay.com

Bułeczki z lukrem i jabłka od Niemca, czyli święta w czasie okupacji

W czasie II wojny światowej były zaledwie dziećmi. W tych trudnych czasach obie zostały ciężko doświadczone przez los. Oto jak wspominają niemiecką okupację  Krystyna Piwańska i  Gizela Wierzbicka.

Niemcy nie mieli litości wobec polskich cywili już od pierwszego dnia wojny, kiedy to Luftwaffe zbombardowało z zaskoczenia Wieluń, niszcząc niemal 75 proc. miasta i zabijając wielu Polaków. Zbrodnie i prześladowania wcale nie osłabły z czasem, ale przybrały na sile.

Ofiarą hitlerowskich represji była Krystyna Piwańska z Poznania. Jako kilkuletnie dziecko, wraz z rodzicami i rodzeństwem trafiła do niemeickiego obozu przejściowego poznańskiej dzielnicy Główna  (niem. Lager Glowna). Zaczęło się od nagłego aresztowania.

– Niemcy zaczęli rąbać w drzwi. „Aufmachen! Aufmachen!”. Tato otworzył – bo musiał otworzyć. W dziesięć minut musieliśmy być ubrani. Nic nam nie wolno było zabierać, nawet poduszki – wspomina Krystyna Piwańska.

Później cała sześcioosobowa rodzina trafiła do obozu.

– Skierowano nas na Główną. Tam byliśmy przez miesiąc. Warunki straszne. Z tego, co pamiętam, był tylko beton i cienka warstwa słomy – na tym leżeliśmy- opowiada represjonowana.

Z racji, że Lager Glowna był tylko obozem przejściowym, rodzina Krystyny Piwańskiej, wraz z wieloma innymi miała zostać przesiedlona. Wszyscy trafili do bydlęcego wagonu.

– Nie mogłam usiąść ani nóżek wyciągnąć – twierdzi Krystyna Piwańska.

Transport, w którym stłoczona była niewiarygodna liczba osób, jechał bardzo długo.

– Przez tydzień jechaliśmy do Ostrowca Kieleckiego (obecnie Ostrowiec Świętokrzyski – przyp. red.) – wspomina ofiara hitlerowskich represji.

Krystyna Piwańska nie potrafi dokładnie określić, jak długo przebywała w Ostrowcu Kieleckim. Wkrótce jednak ojciec ciężko zachorował i niedługo potem zmarł. Matka zaś została zesłana do niemieckiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück. Tam też miało miejsce zdarzenie, które córka więźniarki określa mianem cudu – matka niezauważona odłączyła się od kolumny skierowanej do komory gazowej. Udało jej się umknąć uwadze esesmanów z psami.

Krystyna z rodzeństwem trafiła pod opiekę starszego brata z pierwszego małżeństwa ojca. Sam brat stanowi ciekawą postać. Jego siostra wspomina go jako osobę dobrą, zaradną i – przede wszystkim – jako wielkiego patriotę.

– Kiedy Niemcy się dowiedzieli, że jego matka była Niemką, chcieli go na volksdeutscha. Brat powiedział „Nein! Nie i koniec”. Jak dostał za to od pięścią od esesmana, to wyleciały mu wszystkie zęby – opowiada siostra.

Z pobytu u brata i jego żony, Krystyna Piwańska pamięta świąteczny nastrój mimo panującej nędzy.

– Bratowa, która się nami opiekowała, robiła to, co mogła. Nie mieliśmy w kuchni szafek, tylko takie półeczki. Bratowa zrobiła z papieru wycinanki, koronki, żeby wyglądało to ładniej. Sama umiała piec bułeczki. Czasem udawało jej się polać je lukrem, żebyśmy mieli coś lepszego do jedzenia – wspomina ofiara niemieckich represji.

Inną osobą, która jako dziecko przetrwała koszmar okupacji, była Gizela Wierzbicka, której starszy brat, podejrzewany przez Niemców o działalność konspiracyjną, został zgilotynowany w areszcie przy ul. Młyńskiej.

Kiedy jej matkę aresztowano w 1940 roku za nielegalny handel ubraniami, dzieci (łącznie z ośmioletnią wówczas Gizelą było ich dziesięcioro) zabrali pod opiekę sąsiedzi. Matka została osadzona w więzieniu we Wronkach, skąd wróciła po prawie 2,5 roku. W tym czasie rodzina pozostawała rozdzielona i pozbawiona dachu nad głową. Dzieci spały u wspomnianych sąsiadów, zaś ojciec tułał się po Poznaniu. Po powrocie matki wszyscy zamieszkali w bunkrach między poznańskim Górczynem a Dębcem. Aby przetrwać w surowych warunkach, dziesięcioletnia wówczas Gizela pracowała w domu niemieckiej rodziny.

– Pracowałam u Niemki przy dzieciach. Wzięła mnie, bo podobało jej się moje imię – wyjaśnia ofiara represji.

Gospodyni była surowa i okrutna. W przeciwieństwie do niej, jej mąż, lotnik Luftwaffe, był przykładem jednego z owych nielicznych „dobrych Niemców”. Tak przynajmniej został zapamiętany przez pomagającą wówczas w jego domu dziewczynkę.

– Kiedy wrócił na wakacje, była gwiazdka. Zapytał mi się, ile mam rodzeństwa. Powiedziałam mu, że mam dwóch młodszych braci. Uszykował dwa jabłuszka i jeszcze jakieś owoce i powiedział, że jutro jest święto – wspomina Gizela Wierzbicka.

Jednak żona Niemca nie pozwoliła na obdarowanie polskiego dziecka.

– On mnie wypuścił, a ona drugim wyjściem wyszła i mi zabrała z powrotem te jabłuszka dla moich braci. Nic nie dała – opisuje podłość gospodyni jej dawna służąca.

Najwięcej o historii zdają się mówić nie opisy kampanii zbrojnych czy politycznych dążeń ,ale właśnie historie z życia ludzi, którzy znaleźli się w okolicznościach, na które nie mieli żadnego wpływu. Są to losy tych, którzy najbardziej ucierpieli z powodu chorych ideologii i totalitaryzmów. Warto mieć w pamięci historie tułaczki, nędzy i strachu wielu polskich rodzin – niekiedy tak bardzo podobne do prześladowań, jakie  spotkały nowo narodzonego Chrystusa i Świętą Rodzinę.

Świadectwa p. Krystyny Piwańskiej i p. Gizeli Wierzbickiej mogliśmy poznać dzięki uprzejmości Stowarzyszenia Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych na czele z p. prezes Elżbietą Rybarską.

Strona internetowa stowarzyszenia znajduje się [tutaj].

 

radiomaryja.pl

drukuj