Homilia papieża Benedykta XVI wygłoszona podczas Mszy św. Niedzieli Palmowej


flowplayer(„player”, „https://www.radiomaryja.pl/flowplayer/flowplayer-3.1.5.swf”,{
clip : { // Clip is an object, hence '{…}'
autoPlay: false,
autoBuffering: true,
},

});

Drodzy bracia i siostry,

Droga młodzieży!


Ewangelia z poświęcenia palm, której wysłuchaliśmy zgromadzeni na Placu świętego Piotra, zaczyna się od tego zdania:
„Jezus ruszył na przedzie, zdążając do Jerozolimy” (Łk. 19,28). Już na samym początku liturgii dzisiejszego dnia, Kościół antycypuje w daniu odpowiedzi na Ewangelię, mówiąc: „Pójdźmy za Panem.. „. Tym sposobem temat Niedzieli Palmowej jest jasno wyrażony. Jest nim pójście za Chrystusem.


Być chrześcijanami, oznacza uznać drogę Jezusa za tę odpowiednią dla ludzi, jako drogę, która prowadzi do celu, ku ludzkości prawdziwej i w pełni zrealizowanej. W sposób szczególny pragnąłbym powtórzyć wszystkim chłopcom i dziewczętom podczas tego 25 Światowego Dnia Młodzieży, że bycie chrześcijaninem oznacza pewną drogę, albo lepiej; pielgrzymkę, wyruszenie w drogę razem z Jezusem Chrystusem. Pójście w tym kierunku, który On nam wskazał i wciąż wskazuje.


Ale o jaki kierunek tutaj chodzi? Jak się go odnajduje? Fragment dzisiejszej Ewangelii podaje dwie wskazówki w tym względzie. Na pierwszym miejscu mówi, że chodzi tu o drogę rozumianą jako wspinaczkę. To nade wszystko posiada bardzo konkretne znaczenie. Jerycho bowiem, które było początkiem ostatniej pielgrzymki Jezusa, wznosi się na wysokości 250 metrów poniżej poziomu morza, -podczas, gdy Jerozolima – cel wędrówki -leży na wysokości 740-780 metrów nad poziomem morza: to więc zakłada wspinaczkę, prawie do tysiąca metrów. Ale ta zewnętrzna droga jest przede wszystkim obrazem egzystencjalnego, wewnętrznego poruszenia, które dokonuje się w pójściu za Chrystusem; jest to wspinaczka na prawdziwy poziom bycia człowiekiem. Człowiek może wybrać drogę łatwą i uniknąć wszelkiego trudu. Może również zejść na niskości, na poziom przeciętności. Może zatracić się w bagnie kłamstwa i nieuczciwości.


Jezus wędruje przed nami i zmierza ku wysokościom. On nas prowadzi ku temu, co jest wielkie i czyste, prowadzi nas ku uzdrawiającemu w górze powietrzu: ku życiu zgodnemu z prawdą; ku odważnej postawie, która nie daje się zastraszyć plotkarstwu dominujących opinii; ku tej cierpliwości, która znosi i wspiera drugiego.


On prowadzi ku dyspozycyjności na rzecz chorych, opuszczonych; ku wierności, która stoi po stronie drugiego, nawet wtedy, gdy sytuacja staje się coraz trudniejsza. Prowadzi ku dyspozycyjności niesienia pomocy; na rzecz dobra, które nie daje się rozbroić nawet przez niewdzięczność. On; prowadzi ku Miłości – prowadzi nas ku Bogu.


„Jezus ruszył na przedzie, zdążając do Jerozolimy” (Łk. 19,28). Jeśli czytamy to słowo Ewangelii w kontekście całej drogi Chrystusowej – drogi, która prowadzi aż do skończenia świata- to możemy odkryć we wskazaniu Jerozolimy jako celu, kilka płaszczyzn. Oczywiście najpierw należy zrozumieć najzwyczajniej znaczenie miejsca, jakim jest Jerozolima: jest to miasto, w którym znajdywała się świątynia Boga, której niepowtarzalność nawiązywała do niepowtarzalności samego Boga. To miejsce ogłasza nam przede wszystkim dwie prawdy: z jednej strony mówi, że Bóg jest jeden w całym świecie i przewyższa wszystkie nasze czasy i świątynie, jest tym Bogiem, do którego przynależy całe stworzenie. Jest to Bóg, którego w głębi swojego serca szukają wszyscy ludzie i którego w jakiś sposób wszyscy znają. Bóg ten posiada także imię. Pozwolił się nam poznać, rozpoczął wspólną historię wraz z człowiekiem. Wybrał Abrahama – jako punkt wyjścia w tej historii. Nieskończony Bóg jest jednocześnie Bogiem bliskim. Nie można go zamknąć w jakimkolwiek budynku, chce jednak mieszkać pośród nas, być całkowicie z nami.


Jeżeli Jezus, wraz z pielgrzymującym Izraelem wstępuje do Jerozolimy, idzie tam, aby celebrować wraz z Izraelem Paschę: wspomnienie wyzwolenia Izraela – wspomnienie, które w tym samym czasie jest nadzieją definitywnej wolności, którą podaruje Bóg. Jezus idzie na to święto ze świadomością, że to On jest Barankiem w którym wypełni się to, co Księga Wyjścia mówi na ten temat: baranek bez skazy, samiec, który o zmierzchu będzie zabijany przez „wszystkie pokolenia”
(Wj. 12,5-6.14). Jezus wie, że Jego życie sięga dalej: nie zakończy się na krzyżu. Wie, że Jego droga zerwie zasłonę pomiędzy tym światem, a światem Boga. Wstąpi On aż do tronu Boga i pojedna człowieka w Jego ciele z Bogiem. Wie, że Jego zmartwychwstałe ciało będzie nową ofiarą i nową Świątynią, że wokół Niego, wraz z zastępem Aniołów i Świętych, utworzy się nowe Jeruzalem, które jest w niebie, ale również już tu na ziemi, ponieważ w swojej męce otworzył On granicę między niebem i ziemią. Jego droga prowadzi o wiele dalej niż szczyt góry na której stoi Świątynia, prowadzi do wysokości samego Boga. Jest to wielka wspinaczka, do której zaprasza nas wszystkich. Pozostaje on zawsze pośród nas na ziemi i zawsze już w pełni zjednoczony z Bogiem. Prowadzi on nas na ziemi i poza jej granice.


W ten sposób, w całej rozciągłości Jezusowego wstępowania stają się widzialne wymiary naszego pójścia za Panem – cel do którego On nas pragnie doprowadzić: aż do wysokości samego Boga, do zjednoczenia z Bogiem, do bycia -z- Bogiem. To jest prawdziwy cel, zjednoczenie z Nim jest drogą. Zjednoczenie z Chrystusem jest byciem w drodze, nieustannym wstępowaniem ku prawdziwym wyżynom naszego powołania. Kroczenie wraz z Jezusem jest jednocześnie zawsze kroczeniem we „wspólnocie” tych, którzy chcą Go naśladować. On nas wprowadza w tę wspólnotę. Ponieważ droga do prawdziwego życia, do tego, aby stać się ludźmi podobni na wzór Syna Bożego Jezusa Chrystusa przewyższa nasze własne siły, kroczenie to jest również doświadczeniem bycia niesionymi. Można powiedzieć, że jesteśmy przywiązani liną do Jezusa Chrystusa – wraz z Nim na drodze wchodzenia ku wyżynom Boga. On nas podnosi i nas wspiera. Częścią więc pójścia za Chrystusem jest, pozwolić połączyć się takimi więzami, i przyjąć prawdę, iż sami nie jesteśmy w stanie tego uczynić. Częścią tego jest również gest pokory, aby wejść w „my” Kościoła, uchwycić się tej liny, odpowiedzialność za jedność – aby nie zerwać jej poprzez zacięty upór lub zarozumialstwo. Pokorna wiara razem z Kościołem, to jakby uwiązanie do liny wspinającej się ku Bogu, które jest podstawowym warunkiem pójścia za Chrystusem. To bycie złączonym z innymi domaga się takiej postawy, aby nie zachowywać się jak właściciele Bożego Słowa, by nie powracać za błędnym pragnieniem emancypacji. Dla wspinaczki czymś bardzo istotnym jest pokora „bycia-z”. Częścią pójścia za Chrystusem jest również pozwolić na to, by w Sakramentach Pan nas wziął za rękę; oczyścił nas i umocnił, jak również, abyśmy zachowali dyscyplinę wspinaczki, nawet wtedy, gdy jesteśmy zmęczeni.


Musimy w końcu jeszcze powiedzieć: do tej wspinaczki ku wysokościom Jezusa Chrystusa, wspinaczki ku wysokości samego Boga przynależy również i krzyż. Tak jak w sprawach tego świata niemożliwe jest osiągnięcie wielkich sukcesów bez wyrzeczenia i ciężkiej pracy, jak radość z wielkiego odkrycia poznawczego lub radość z nabycia pewnej umiejętności działania jest związana z dyscypliną, co więcej, z trudem uczenia się; tak droga wiodąca ku samemu życiu, ku realizacji własnego człowieczeństwa związana jest ze zjednoczeniem z Tym, który wstąpił na wysokości Boga poprzez Krzyż. Krzyż jest wyrazem tego, co miłość oznacza: tylko ten, kto utraci siebie, odnajdzie się.


Podsumujmy: pierwszym krokiem, jakiego domaga się pójście za Chrystusem, to obudzenie się z letargu nostalgii do bycia w pełni człowiekiem i przez to obudzenie się również dla Boga. Domaga się ono wejścia na linę z tymi, którzy wspinają się w jedności z Kościołem. Poprzez „my” oznaczające Kościół, wchodzimy w zjednoczenie z „Ty”, którym jest Jezus Chrystus, osiągając w ten sposób drogę wiodącą u Bogu. Pożądane jest ponadto, aby słuchać Słowa Jezusa Chrystusa i żyć nim: w wierze, nadziei i miłości. W ten sposób będziemy w drodze ku ostatecznemu Jeruzalem i już od teraz w jakiś sposób tam się znajdujemy, zjednoczeni z wszystkimi Świętymi Boga.


Nasza pielgrzymka pójścia za Chrystusem nie zmierza do jakiegoś ziemskiego miasta, lecz ku nowemu Miastu Boga, które wzrasta pośród tego świata. Jednakże pielgrzymka ku ziemskiemu Jeruzalem może być również dla nas chrześcijan ważną częścią tej znacznie większej podróży. Ja sam nadałem mojej ubiegłorocznej podróży do Ziemi Świętej trzy znaczenia. Pomyślałem przede wszystkim, że może się nam zdarzyć przy takiej okazji to, co św. Jan mówi na początku swojego Pierwszego Listu: to, co usłyszeliśmy, możemy to w pewien sposób widzieć i dotykać naszymi rękami (por. 1 J 1, 1). Wiara w Jezusa Chrystusa nie jest wymyśloną legendą. Opiera się ona na historii, która naprawdę się wydarzyła. Tę historię, możemy kontemplować i dotykać. Jest czymś bardzo wzruszającym znaleźć się w Nazaret, w miejscu, w którym Anioł ukazał się Maryi i przekazał jej zadanie, aby stała się Matka Odkupiciela. To coś bardzo wzruszającego być w Betlejem, w miejscu, w którym Słowo, stając się ciałem, przyszło zamieszkać wśród nas, postawić stopę na świętym miejscu, w którym Bóg zechciał stać się człowiekiem i dzieckiem. Jest czymś bardzo wzruszającym wejść po schodach na Kalwarię aż do miejsca, w którym Jezus zmarł za nas na krzyżu. Stanąć w końcu przy pustym grobie; modlić się tam, gdzie spoczywało Jego święte ciało i gdzie trzeciego dnia dokonało się zmartwychwstanie. Pielgrzymowanie po ziemskich śladach Jezusa winno nam pomóc w radośniejszym i pewniejszym pójściu drogą wewnętrzną, którą On nam ukazał, a którą jest On sam.


Kiedy wybieramy się jako pielgrzymi do Ziemi Świętej, udajemy się tam także – i to jest ten drugi aspekt – jako posłańcy pokoju, z modlitwą o pokój, z zaproszeniem skierowanym do wszystkich, by uczynili w tym miejscu, które nosi w nazwie słowo „pokój”, wszystko co jest możliwe, aby ono stało się naprawdę miejscem pokoju. W ten sposób pielgrzymka staje się jednocześnie – jako trzeci aspekt – zachętą dla chrześcijan do pozostania w Kraju ich korzeni i intensywnego zaangażowania się na rzecz pokoju.


Wróćmy jeszcze raz do liturgii Niedzieli Palmowej. W modlitwie poświęcenia palm modlimy się, „abyśmy zjednoczeni z Chrystusem przynosili owoce dobrych uczynków”. Na podstawie błędnej interpretacji słów św. Pawła rozwinęła się i była powtarzana w ciągu historii a także i obecnie opinia, jakoby dobre uczynki nie były istotne dla bycia chrześcijaninem, a w każdym razie jakoby nie miały znaczenia dla zbawienia człowieka. Ale gdy Paweł mówi, że uczynki nie mogą usprawiedliwić człowieka, tym samym nie stoi w opozycji do godziwego postępowania, a gdy mówi o przeznaczeniu Prawa, to wcale nie ogłasza Dziesięć Przykazań jako przestarzałych i nic nieznaczących. Nie ma potrzeby czynić teraz refleksji nad tą szeroką kwestią, która interesowała Apostoła. Czymś bardzo ważnym jest podkreślenie, że pod pojęciem „Prawo” nie rozumie on tylko Dziesięć Bożych Przykazań, ale całościowy styl życia, dzięki któremu Izrael musiał bronić się przed pokusami pogaństwa. Teraz jednak Chrystus przyniósł Boga poganom. Im nie zostaje nałożona taka forma rozróżnienia. Jako Prawo zostaje im dany jedynie Chrystus. Ale to oznacza miłość do Boga i do bliźniego i wszystko, co się z tym łączy. Część tej miłości stanowią przykazania odczytywane w nowy i głębszy sposób w oparciu o Chrystusa, te przykazania, które nie są niczym innym, jak podstawowymi regułami prawdziwej miłości: przede wszystkim jako zasada podstawowa oddawanie czci Bogu i prymat Boga, co wyrażają trzy pierwsze przykazania. Mówią nam one: bez Boga nic się nie udaje. Kim jest taki Bóg i jaki On jest, wiemy to w oparciu o osobę Jezusa Chrystusa. Następują potem: świętość rodziny (czwarte rozkazanie), świętość życia (piąte przykazanie), ład małżeński (szóste przykazanie), porządek społeczny (siódme przykazanie) i wreszcie nienaruszalność prawdy (ósme przykazanie). Wszystko to ma dzisiaj bardzo wielkie znaczenie i to właśnie zgodnie z duchem św. Pawła – jeśli czytamy w całości jego Listy. „Przynosić owoce dobrych uczynków”: na początku Wielkiego Tygodnia prośmy Pana, aby podarował nam wszystkim coraz więcej tych owoców.


W zakończeniu Ewangelii towarzyszącej błogosławieństwu gałązek palmowych słyszymy aklamację, którą pielgrzymi pozdrawiają Jezusa u bram Jerozolimy. Są to słowa Psalmu 118 (117), który pierwotnie kapłani wypowiadali w Mieście Świętym wobec pielgrzymów, ale który, w międzyczasie, stał się wyrazem nadziei mesjańskiej: „Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie”. Pielgrzymi widzą w Jezusie Oczekiwanego, który przychodzi w imię Pana, co więcej, według Ewangelii św. Łukasza, wstawiają jeszcze jedno słowo: „Błogosławiony, który przychodzi, Król, w imię Pana”. A dalej następują słowa aklamacji, która nawiązuje do orędzia Aniołów w dniu Bożego Narodzenia, ale zmodyfikowanej w sposób, który daje do myślenia. Aniołowie mówili o chwale Boga na wysokościach i o pokoju na ziemi ludziom, w których Bóg ma upodobanie. Pielgrzymi, którzy wkraczają do Miasta Świętego mówią: „Pokój na niebie i chwała na wysokościach niebieskich”. Zbyt dobrze wiedzą, że na ziemi nie ma pokoju. I wiedzą, że miejscem pokoju jest niebo – wiedzą, że istotę nieba stanowi to, że jest ono miejscem pokoju. W ten sposób ta aklamacja staje się wyrazem głębokiej udręki, a zarazem modlitwą nadziei: Ten, który przychodzi w imię Pańskie przynosi na ziemię to, co jest w niebie. Jego królewskość stanie się królowaniem Boga, obecnością nieba na ziemi. Kościół, przed konsekracją eucharystyczną, wyśpiewuje słowa Psalmu, którym Jezus był pozdrawiany przed swoim wkroczeniem do Miasta Świętego: pozdrawia Jezusa, jako Króla, który przychodząc od Boga i w imię Boże, przychodzi by zamieszkać pośród nas. Także dzisiaj to radosne pozdrowienie jest zarazem błaganiem i wyrazem nadziei. Prosimy Pana, by przyniósł pośród nas niebo: chwałę Boga i pokój dla ludzi. Pojmujemy to pozdrowienie w duchu modlitwy Ojcze Nasz: „Bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi!”. Wiemy, że niebo jest niebem, miejscem chwały i pokoju, ponieważ tam króluje całkowicie wola Boża. I wiemy, że ziemia nie jest niebem, dopóki nie wypełni się na niej wola Boga. Pozdrawiajmy więc Jezusa, który przychodzi z nieba i prośmy Go, by pomógł nam rozpoznawać i wypełniać wolę Boga. Niech królowanie Boga wkracza na świat, a w ten sposób niech napełnia się on blaskiem pokoju. 

Amen.

drukuj