fot. twitter.com/szczepan_wojcik

[TYLKO U NAS] Sz. Wójcik o ministerialnym projekcie nakazującym regularne badanie norek na obecność SARS-CoV-2: To są ogromne koszty i nawet ludzie nie są tak często badani, jak mają być zwierzęta futerkowe   

Przygotowane jest przez resort rolnictwa rozporządzenie, które będzie nakazywało minimum co 6 tygodni przeprowadzenie badań na każdej z ferm futerkowych w Polsce celem stwierdzenia, czy wirus występuje. Przypomnę, że to są ogromne koszty i nawet ludzie nie są tak często badani, jak mają być zwierzęta futerkowe. Zastanawiające jest dla nas, dlaczego tyczy się to tylko zwierząt futerkowych. Inne zwierzęta, a mamy ich około 50 gatunków, takim badaniom podlegać nie będą. Na przykład koty, psy czy zwierzęta gospodarcze mają większy dostęp do człowieka aniżeli norki – mówił Szczepan Wójcik, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej, w rozmowie z Redakcją Informacyjną Radia Maryja.

Szczepan Wójcik odniósł się do przeprowadzonych na norkach badań na obecność koronawirusa SARS-CoV-2.

– Dla hodowców bardzo dobrą informacją jest to, że wyniki badań przeprowadzonych na fermach na obecność koronawirusa okazały się negatywne. To bardzo dobra informacja dla całej branży. Mocno zastanawia fakt, w jaki sposób badania zostały wykonane. Chciałbym przypomnieć, że Uniwersytet Gdański, który je przeprowadzał, robił to w sposób nielegalny, nie informując hodowcy, na jakie choroby owe badania będą wykonane. Związek hodowców przygotowuje zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez Uniwersytet Gdański, ponieważ nieznane są nam intencje, w jaki sposób i dlaczego badania zostały przeprowadzone – mówił hodowca.

Z tego co mi wiadomo, zostały one zlecone przez inne jednostki, które mieszczą się w Helsinkach, czyli u naszej bezpośredniej konkurencji – kontynuował.

– Chcielibyśmy, żeby ta sytuacja została bardzo mocno wyjaśniona. Sama historia z domniemaną chorobą wśród zwierząt odbiła się bardzo negatywnie na całej branży z racji tego, że jej postrzeganie uległo negatywnemu odbiorowi. Ludzie po prostu zaczęli się bać, że skoro zwierzęta w Polsce są chore, to prawdopodobnie stanowią zagrożenie. Już spotkaliśmy się z atakami, hejtem w internecie. To wszystko potęgowane jest przez naszych wrogów, czyli organizacje antyhodowlane, które tę fałszywą informację zaczęły wykorzystywać – powiedział prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

Bardzo się cieszymy, że pan minister, Ministerstwo Rolnictwa, Państwowa Inspekcja Weterynaryjna zajęły się sprawą i w sposób rzetelny przeprowadziły badania – stwierdził.

– To pokazuje, że tylko państwowe służby powinny działać w zakresie kontroli ferm zwierząt futerkowych, ale także ogólnie kontroli jako takich. Jeśli chodzi o samych hodowców, to cały czas obawiają się o swoją przyszłość. Ataki na branżę są nieustannie przeprowadzane. Wykorzystywane są wszelkie, prawdziwe i nieprawdziwe, argumenty jak w przypadku choroby na Pomorzu, po to, by oczernić branżę, obrzydzić ją w oczach opinii publicznej, doprowadzając ostatecznie do jej zamknięcia. Przygotowane jest rozporządzenie przez resort rolnictwa, które będzie nakazywało minimum co 6 tygodni przeprowadzenie badań na każdej z ferm futerkowych w Polsce celem stwierdzenia, czy wirus występuje. Przypomnę, że to są ogromne koszty i nawet ludzie nie są tak często badani, jak mają być zwierzęta futerkowe – mówił Szczepan Wójcik.

Zastanawiające jest dla nas, dlaczego tyczy się to tylko zwierząt futerkowych – podkreślił.

– Inne zwierzęta, a mamy ich około 50 gatunków, takim badaniom podlegać nie będą. Na przykład koty, psy czy zwierzęta gospodarcze mają większy dostęp do człowieka aniżeli norki, które są hodowane w systemie zamkniętym przy wykorzystaniu podwójnych ogrodzeń. Obawiamy się, że sytuacja pandemiczna wciąż będzie wykorzystywana do ataku na branżę, iż będzie to nie tyle sprawa zdrowotna obywateli, co sprawa polityczna – podsumował Szczepan Wójcik.

radiomaryja.pl

drukuj