fot. arch. E. Zajączkowska-Hernik

[TYLKO U NAS] Red. E. Zajączkowska-Hernik: Rolnictwo zostało bardzo dotknięte przez epidemię koronawirusa. Niektóre firmy już ograniczają produkcję o 50 proc.

Rolnictwo zostało bardzo dotknięte przez epidemię koronawirusa. Niektóre firmy już ograniczają produkcję o 50 procent. To z kolei wpływa np. na poziom zatrudnienia w danym gospodarstwie, więc ma to daleko idące skutki – powiedziała w rozmowie z portalem Radia Maryja red. Ewa Zajączkowska-Hernik, dziennikarka, reporterka portalu wsensie.pl i światrolnika.info.

Epidemia koronawirusa odbija się negatywnie na gospodarce zarówno w Polsce, jak i na świecie. Polski rząd opracował zbiór rozwiązań zawartych w tzw. tarczy antykryzysowej, aby zniwelować straty, które wiążą się m.in. z nałożonymi w kraju obostrzeniami, które mają spowolnić rozprzestrzenianie się patogenu w społeczeństwie.

Stosowne rozwiązania dla rolników przygotowało Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Są to. m.in. zasiłek opiekuńczy na dzieci, zwolnienie z KRUS czy zmiany dotyczące ważności orzeczeń wydanych m.in. na podstawie przepisów o ubezpieczeniu społecznym rolników.

Propozycje resortu są dobrze odbierane przez zainteresowanych, jednak są to rozwiązania doraźne – zwrócił uwagę Ewa Zajączkowska-Hernik.

– Rolnictwo zostało bardzo dotknięte przez epidemię koronawirusa. Są branże w rolnictwie, które praktycznie z dnia na dzień straciły możliwość eksportu swoich produktów, a to spowodowało, że niektóre firmy w poszczególnych sektorach rolnych już np. ograniczają o 50 proc. swoją produkcję. To z kolei wpływa np. na poziom zatrudnienia w danym gospodarstwie, więc ma to daleko idące skutki. Pamiętajmy także, że zamknięcie granic w celu ochrony naszego zdrowia przed rozprzestrzenieniem się epidemii koronawirusa spowodowało, że rolnicy, którzy eksportowali swoje produkty do państw Europy Zachodniej, Wschodniej, czy do krajów trzecich, stracili możliwość zbywania swoich produktów. To wpływa na poziom rentowności produkcji i samych gospodarstw. Sytuacja w rolnictwie jest dramatyczna – akcentowała dziennikarka.

Najlepszym rozwiązaniem byłoby, aby zostały ponownie otwarte granice, ale teraz jest to niemożliwe. Natomiast dobrym rozwiązaniem byłoby, gdyby rolnicy nie musieli w tym okresie płacić podatków – wskazała reporterka portalu wsensie.pl.

– To, na co zwracają uwagę rolnicy to również obciążenie podatkowe. Jeżeli rolnicy, którzy ponoszą konsekwencje ekonomiczne w związku z epidemią koronawirusa, mieliby anulowane podatki od nieruchomości, gruntów, budynków i budowli związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, to na pewno pomogłoby to w utrzymaniu rentowności gospodarstwa. Rozwiązania typu zasiłek dla rodziny, która przebywa na kwarantannie – pamiętajmy, że to są dosyć drobne pieniądze – 210 zł na osobę w rodzinie objętej kwarantanną przez okres dwóch tygodni, czy zasiłek opiekuńczy na dzieci do 8 r.ż. lub do 18 r.ż., jeżeli dziecko jest niepełnosprawne  w kwocie ponad 32 zł/dzień, są rozwiązaniami doraźnymi. Jeżeli gospodarstwo zatrudnia pracowników, to bardzo często koszty zatrudnienia są wyższe niż wynosi zaproponowany zasiłek. Zwolnienie ze składki emerytalnej KRUS też jest dobrym rozwiązaniem bez wątpienia, ale właśnie jak najmniejsze opodatkowanie rolników w tym momencie mogłoby im pomóc – oceniła rozmówczyni Radia Maryja.

Zamknięcie granic przez państwa Europy spowodowało kolejny problem – niedobór pracowników sezonowych, co ma miejsce nie tylko w Polsce, ale również m.in. w Niemczech – zauważyła redaktor.

– Problemy z pracownikami sezonowymi w dobie epidemii koronawirusa nie występują jedynie w Polsce. Musimy wiedzieć, że są w kraju sektory rolne, które głównie opierają się na pracownikach sezonowych, którzy przyjeżdżają do Polski z Ukrainy czy Białorusi. W chwili, gdy granice są zamknięte ci pracownicy nie mogą do nas przyjechać ze względu na obowiązujące obostrzenia, a poza tym po prostu boją się przemieszczać między państwami. Branże, które są głównie dotknięte brakiem pracowników sezonowych, to są branże z sektora owocowo-warzywnego, a zwróćmy uwagę na to, że rozpoczyna się kwiecień, rozpoczyna się sezon zbioru owoców czy warzyw, tzw. nowalijek, i producenci, gospodarze, będą mieli po prostu problem z rękami do pracy – zaznaczyła publicystka.

Ewa Zajączkowska-Hernik w rozmowie z portalem Radia Maryja odniosła się również do wyborów prezydenckich w Polsce, które zaplanowano na 10 maja. W związku z epidemią koronawirusa, Prawo i Sprawiedliwość przygotowało zmiany w Kodeksie wyborczym, które przewidują możliwość głosowania korespondencyjnego przez wszystkich uprawnionych Polaków. Jednocześnie nie będzie konieczności udawania się do lokalów wyborczych. Za takim rozwiązaniem opowiedział się Sejm. Teraz projekt trafił do Senatu, gdzie większość ma opozycja [więcej]

– Sam rząd powiedział, że szczytu zachorowań możemy spodziewać się pod koniec kwietnia, na początku maja, co już powinno być czynnikiem nakłaniającym do przełożenia wyborów. Osobiście uważam, że wybory prezydenckie powinny odbyć się w innym terminie. Przy całej wyrozumiałości dla zawiłości prawnych związanych z takim krokiem, wybory przeprowadzone w sposób korespondencyjny mogą naruszyć tajność głosowania oraz może się okazać, że mniejsza liczba uprawnionych do oddania głosu Polaków weźmie w tych wyborach udział. Miejmy na uwadze to, że nie wszyscy odbiorą przesyłkę, nie wszyscy wezmą w tych wyborach udział, a nawet jeżeli pobiorą kartę do głosowania, to będą musieli udać się na pocztę, żeby tę kartę ze swoim oddanym głosem wysłać. To będzie również powodowało niebezpieczeństwo związane chociażby z zarażaniem koronawirusem, jeżeli do tego czasu nie uporamy się z epidemią – podkreśliła dziennikarka.

Rząd w ostatnich tygodniach – w związku z koronawirusem – wprowadził i nadal wprowadza kolejne obostrzenia, aby ograniczyć możliwość rozprzestrzeniania się patogenu. Zdaniem rozmówczyni Radia Maryja, niektóre zakazy wydają się być pozbawione logiki.

– Ludzie rozumieją konieczność wprowadzania obostrzeń typu obowiązek pozostania w domach, czy zakaz zgromadzeń w miejscach publicznych. To są obostrzenia, które prowadzą do spłaszczenia krzywej zachorowań na koronawirusa w Polsce, a taki jest cel rządu, dzięki czemu służba zdrowia jest w stanie sobie poradzić z ilością osób chorych. Natomiast obostrzenie, że nagle wszyscy musimy nosić maseczki, gdzie niedawno minister Szumowski mówił o ich nieskuteczności, wydaje się dość absurdalne. Tak samo jak wyznaczenie godzin dla seniorów, którzy i tak robią zakupy przez cały dzień i wlepienie mandatów handlowcom, którzy obsłużą kogoś w wieku poniżej 65 r.ż. w godzinach 10.00-12.00 również wywołuje frustrację w społeczeństwie. Sama zastanawiam się jak długo uda się utrzymać dyscyplinę i jaki to będzie miało wpływ na wybory prezydenckie – podsumowała reporterka portalu wsensie.pl.

radiomaryja.pl

drukuj