fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] Dr M. Szołucha: Wchodzimy w fazę spowolnienia w cyklu koniunkturalnym. To zupełnie naturalne zjawisko

Wchodzimy w fazę spowolnienia w cyklu koniunkturalnym. Ona jest czymś zupełnie naturalnym. W rytm cykli koniunkturalnych żyje każda gospodarka rynkowa, nie wyłączając polskiej, czyli w rytm następujących po sobie na zmianę lat ożywienia, czyli szybszego i nieco wolniejszego wzrostu, ale wzrostu – mówił dr Marian Szołucha, ekonomista z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, w środowym wydaniu „Polskiego punktu widzenia” na antenie Telewizji Trwam.

W tym tygodniu przedstawiono dane dotyczące wzrostu gospodarczego Polski i Niemiec. Polska w tej klasyfikacji wypada na lidera z 5-procentowym wzrostem gospodarczym.

– Wchodzimy w fazę spowolnienia w cyklu koniunkturalnym. Ona jest czymś zupełnie naturalnym. W rytm cykli koniunkturalnych żyje każda gospodarka rynkowa, nie wyłączając polskiej, czyli w rytm następujących po sobie na zmianę lat ożywienia, czyli szybszego i nieco wolniejszego wzrostu, ale wzrostu. O recesji można mówić wtedy, kiedy mamy regres, czyli ujemne tempo wzrostu gospodarczego i takie właśnie odnotowali Niemcy za drugi kwartał bieżącego roku – wyjaśnił dr Marian Szołucha.

Gość Telewizji Trwam wskazał na sytuacje, które mogą nałożyć się ze spowolnieniem naturalnym, a to z kolei może doprowadzić do kryzysu gospodarczego.

– Jeśli na naturalne spowolnienie gospodarki wynikające z cyklu nałożą się zdarzenia nadzwyczajne, w negatywnym tego słowa znaczeniu, takie jak: niekontrolowany brexit, eskalacja wojny handlowej Stanów Zjednoczonych z Chinami, załamanie finansów publicznych któregoś z ważnych krajów na świecie, tąpnięcie na giełdzie albo w innym segmencie rynku finansowego, (…) jeśli któryś z tych czynników wystąpi w sposób gwałtowny i nałoży się w czasie ze spowolnieniem naturalnym, to wtedy zawiśnie nad nami ryzyko kryzysu – tłumaczył ekonomista.

Dr Marian Szołucha zaznaczył, że mimo wyższego wzrostu gospodarczego Polska cały czas jest biedniejsza od Niemiec, a co za tym idzie – wartość złotego jest nadal niższa.

– Musimy sobie zdać sprawę z tego, że dzisiaj Polska jest ciągle biedniejsza od Niemiec i z krajów biedniejszych, nawet jeśli one sobie w danym momencie radzą lepiej, kapitał odpływa w pierwszej kolejności, kiedy zaczyna się dziać na świecie coś niepokojącego. Tego należy się w polskim przypadku obawiać i to już widzimy od kilku dni, obserwując kurs złotego do najważniejszych światowych walut. Frank szwajcarski znowu urósł na wartości i przebił psychologiczną barierę czterech złotych, rośnie euro i dolar amerykański – podkreślił gość Telewizji Trwam.

Zdaniem ekonomisty, rosnący dług publiczny w Polsce ma obecnie mniejsze znaczenie, gdyż jego odsetek w stosunku do PKB maleje.

– W ujęciu nominalnym dług publiczny rósł w ostatnich latach regularnie, choć wolniej niż w latach poprzednich. Na szczęście jeszcze szybciej od długu publicznego rosła polska gospodarka. W ujęciu względnym, proporcjonalnym dług do PKB – odsetek ten procentowo malał. Dla gospodarki Polski dług publiczny – mimo że większy niż cztery lata temu – ma znaczenie mniejsze – powiedział dr Marian Szołucha. 

Gość Telewizji Trwam zaznaczył, że polski rząd planuje waloryzację kosztów uzyskania przychodu, a to ma wpłynąć na to, że więcej zarobionych przez nas pieniędzy pozostanie w naszych kieszeniach.

– Polacy zarabiają coraz więcej, a ten próg podatkowy nie jest waloryzowany. (…) Nie wystarczy powiedzieć, że w Polsce stawki podatkowe są niższe albo wyższe niż w innym kraju. Pytanie, od przekroczenia jakiego poziomu dochodu daną stawkę zaczyna się płacić. Powinniśmy te stawki zacząć waloryzować. Myślę, że do tego dojdziemy, bo rząd zapowiedział już waloryzację kosztów uzyskania przychodu. (…) Chodzi o obniżenie podstawy opodatkowania, czyli faktycznie o to, by więcej zarobionych przez Polaków pieniędzy zostawało w ich własnych kieszeniach – zauważył ekonomista.

RIRM

drukuj