fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] Dr M. Szołucha o podwyżce podatku akcyzowego: Rząd chyba stał się zakładnikiem własnej przedwyborczej obietnicy dotyczącej osiągnięcia w 2020 roku równowagi budżetowej

Rząd chyba stał się zakładnikiem własnej przedwyborczej obietnicy dotyczącej osiągnięcia w 2020 roku równowagi budżetowej, zbilansowania budżetu naszego państwa. Ja ten cel uważam za szczytny, i dobrze, że on padł oraz został przez rząd samemu sobie postawiony, ale zadaję pytanie: „dlaczego akurat w roku 2020?” – powiedział dr Marian Szołucha, ekonomista, w rozmowie z portalem radiomaryja.pl.

Rząd planuje podwyżkę akcyzy na alkohol i wyroby tytoniowe, która ma wygenerować dodatkowe 1,1 miliarda złotych do budżetu państwa. Te pieniądze miałyby posłużyć m.in. do realizacji obietnic przedwyborczych Prawa i Sprawiedliwości. Tymczasem prof. Jerzy Kropiwnicki wskazał, powołując się na tzw. Krzywą Laffera, że dodatkowych wpływów do budżetu po podwyższeniu akcyzy nie będzie.

– Jest niestety takie ryzyko, i w tym zakresie zgadzam się z panem profesorem Kropiwnickim. Wiele zależy jednak od tego, w jaki sposób wprowadza się podwyżkę podatków. Ten sposób, który właśnie obserwujemy, jest delikatnie mówiąc nienajlepszy, bo nie poruszamy się po jakiejś wcześniej ustalonej i w drodze konsensusu społecznego realizowanej mapy. Podwyżka została ogłoszona bardzo późno, bo po wyborach parlamentarnych, które odbyły się przecież w październiku tego roku. Projekt ustawy jest dopiero w Senacie, z którego z powrotem do Sejmu wyjdzie z uwagami bądź bez nich za kilka dni (…) gdzie czas na ponowne przeprocedowanie przez Sejm, podpis prezydenta, opublikowanie i wreszcie przygotowanie się przez realną gospodarkę na te dość poważne zmiany, bo mówimy o wysokiej podwyżce, tego czasu po prostu nie ma – powiedział dr Marian Szołucha.

Ekspert ocenił, że podwyżka akcyzy na używki sama w sobie nie jest zła, ale należy ją logicznie przeprowadzić.

– Ja nie jestem przeciwnikiem podnoszenia poziomu akcyzy na używki takie jak alkohol, papierosy czy inne wyroby tytoniowe, ale trzeba to wcześniej zaplanować, ogłosić i trzeba te podwyżki wprowadzać stopniowo. Radykalne podnoszenie testowała już Platforma Obywatelska i jej rząd w latach 2011-2014 i za każdym razem mieliśmy do czynienia post factum albo z niższym wzrostem wpływów do budżetu państwa niż zaplanowane, albo wręcz ze spadkiem, czyli zjawiskiem dokładnie odwrotnym, a więc z efektem Krzywej Laffera – przypomniał dr Marian Szołucha.

W przypadku podwyżki podatków istotne jest spojrzenie na to, czy podwyżka dotyczy części procentowej czy kwotowej.

– Natomiast ważne są tutaj szczegóły, gdyż istotna jest jeszcze konstrukcja podatku akcyzowego. Przypomnijmy, że podatek akcyzowy w przypadku wyrobów tytoniowych składa się z części kwotowej i części procentowej. To też jest istotne i tutaj również mamy do czynienia z różnicą, czy operujemy tą pierwszą czy drugą częścią. Tutaj wchodzimy w szczegóły, ale one naprawdę są istotne. Ja osobiście jestem zwolennikiem operowania częścią kwotową, a to dlatego, że w przeciwnym wypadku i takim, jaki właśnie proponuje nam rząd, różnica pomiędzy paczką papierosów najtańszych i najdroższych powiększa się, w związku z tym najtańsze stają się jeszcze bardziej relatywnie tanie i tutaj mamy jakby zaprzeczenie drugiego celu, czyli celu zdrowotnego – wyjaśnił rozmówca portalu radiomaryja.pl.

Powinniśmy powrócić do takiego sposobu prowadzenia polityki podatkowej, jaki prezentowała śp. prof. Zyta Gilowska – podkreślił ekonomista.

– Która mając świadomość, że kiedy ona sprawowała swój urząd w roku 2006, znowu zbliżał się szczyt koniunktury, a za nim spowolnienie, dążyła raczej do obniżenia obciążeń podatkowych, bo przecież radykalnie zredukowała choćby składkę zdrowotną i to był jeden z czynników, który Polskę przygotował na kryzys i pozwolił nam przejść przez niego suchą nogą – zauważył ekspert.

Rząd chyba stał się zakładnikiem własnej przedwyborczej obietnicy dotyczącej osiągnięcia w 2020 roku równowagi budżetowej, zbilansowania budżetu naszego państwa – stwierdził dr Marian Szołucha.

– Ja ten cel uważam za szczytny, i dobrze, że on padł oraz został przez rząd samemu sobie postawiony, ale zadaję pytanie: „dlaczego akurat w roku 2020?”. Budżet nie powinien być równoważony koniecznie w okresie danego roku kalendarzowego bez względu na okoliczności, ale powinien być równoważony wraz całymi finansami publicznymi w perspektywie całego cyklu koniunkturalnego, który składa się z fazy wolniejszego i szybszego wzrostu. Każda z nich trwa po kilka lat. Dopuszczam, że w fazie spowolnienia, która właśnie się rozpoczyna, będziemy generowali deficyty, a nawet je pogłębiali po to, żeby pobudzić gospodarkę i zredukować koszty społeczne tego spowolnienia gospodarczego, natomiast w fazie ożywienia będziemy generowali nadwyżki i w rezultacie oba te stany się zrównoważą – podsumował rozmówca portalu radiomaryja.pl.

Jakub Gronczakiewicz/radiomaryja.pl

drukuj