fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] Dr K. Kawęcki: W dużym stopniu przegraliśmy młode pokolenie, które wychodzi na ulice. Obyśmy nie przegrali Polski

Można powiedzieć, że w dużym stopniu przegraliśmy młode pokolenie, które wychodzi na ulice. Obyśmy nie przegrali Polski. Wraz z postulatami proaborcyjnymi pojawiają się postulaty polityczne (dymisji rządu czy wcześniejszych wyborów parlamentarnych). Myślę, że to nie jest istota protestów. Są ważne dla protestujących, ale są przy okazji – mówił dr Krzysztof Kawęcki, historyk i politolog, w poniedziałkowym programie „Rozmowy niedokończone” na antenie TV Trwam i Radia Maryja.

Gościem „Rozmów niedokończonych” był także dr Tomasz Rzymkowski, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

W wielu miejscach w Polsce odbyły się protesty zwolenników zabijania nienarodzonych dzieci. Manifestacje stają się coraz bardziej wulgarne. Dochodzi do zniszczeń, m.in. kościołów i symboli religijnych. [czytaj więcej]

Rozmówca TV Trwam i Radia Maryja zwrócił uwagę, że to, co widzimy na polskich ulicach. Tę „rebelię, bo chyba jeszcze nie rewolucję”, można rozpatrywać w trzech obszarach.

– Pierwszy to obszar międzynarodowy. W 2016 r. rozpoczął się rozwój ruchu feministycznego, kiedy powstała organizacja pod nazwą >>Międzynarodowy strajk kobiet<<. Ta fałszywa, nieprawdziwa nazwa, którą posługują się protestujący w Polsce, że jest to Strajk Kobiet, też nie jest nazwą oryginalną. To jest zapożyczenie od >>Międzynarodowego Strajku Kobiet<<. Jest taka strona internetowa i jest taka struktura. Bardzo skoordynowane są działania międzynarodowe. W 2016 r. przeszła fala strajków feministycznych w zasadzie przez wszystkie kraje Ameryki Południowej, a następnie dotarła również do niektórych krajów Europy. Najpierw było to w Hiszpanii, a teraz ma to miejsce w Polsce. Postulaty wszystkich demonstracji, strajków kobiet, bo wszędzie jest taka sama uniwersalna nazwa, są także te same, są tożsame. W pierwszym rzędzie jest nieograniczone prawo to tzw. aborcji na życzenie. Mówi się o aborcji bez granic. I później pojawiają się kolejne postulaty związane z tzw. prawami kobiet, bo to jest w wydaniu skrajnie lewicowej ideologii. Są także inne postulaty związane z hasłami środowisk nazywanych LGBT. To jest wymiar międzynarodowy. Nawet nazwy, które towarzyszą tym manifestacjom np. >>czarna środa<< czy >>czarny poniedziałek<< to powielanie nazewnictwa, które pojawiło się podczas protestów w krajach Ameryki Południowej – powiedział historyk.

Dr Krzysztof Kawęcki wskazał, że drugi z obszarów manifestacji odbywających się na polskich ulicach dotyczy kwestii cywilizacyjnej.

– Jest to starcie cywilizacyjne. W Polsce mamy do czynienia z próbą wzniecenia rewolucji neomarksistowskiej. Rewolucji, której Europa Zachodnia doświadczyła w 1968 r. za sprawą ideologów tzw. nowej lewicy, którzy wraz z Marksem głosili hasło śmierci Boga i wywrócenia dotychczasowego porządku społecznego i wprowadzenia na jego miejsce nowego porządku – bez Boga. Początkiem przemian miało być pełne wyzwolenie człowieka, czyli te wszystkie postulaty, które pojawiają się w tej chwili. To jest drugi wymiar – ideologiczny. Trzecia kwestia to aspekt krajowy. Manifestacje bezpośrednio są związane z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. To oczywiście był pretekst. Każde inne wydarzenie, które lewica mogłaby uznać za przydatne do tego typu działań, mogło zostać po prostu przyjęte do realizacji zamierzeń i celów. Wydarzenia, które w tej chwili mają miejsce, mają swoje wcześniejsze odniesienia. To są kwestie zaniedbań wychowawczych w rodzinach, w edukacji. Można powiedzieć, że w dużym stopniu przegraliśmy młode pokolenie, które wychodzi na ulice. Obyśmy nie przegrali Polski. Wraz z postulatami proaborcyjnymi pojawiają się postulaty polityczne (dymisji rządu czy wcześniejszych wyborów parlamentarnych). Myślę, że to nie jest istota protestów. Są ważne dla protestujących, ale są przy okazji – podkreślił politolog.  

Gość programu „Rozmowy niedokończone” dodał, że same hasła proaborcyjne nie byłby w stanie zmobilizować takiej liczby osób, która protestuje na polskich ulicach.

Nauki humanistyczne będą wzmacniane – zadeklarował minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. Zapowiedział także zakończenie „pedagogiki wstydu”, wprowadzenie do kanonu lektur dzieł Jana Pawła II i przyjrzenie się kwestiom dekomunizacji na uczelniach. [więcej]

Historyk zaznaczył, że konsekwencją żądań protestujących, którzy chcą tzw. aborcji na życzenie, będzie później eutanazja. To ma miejsce na Zachodzie –  dodał.

– Nam się wydawało, że obrazki, które widzimy z krajów Europy Zachodniej, postulaty, które pojawiały się często formułowane przez najważniejsze partie polityczne na Zachodzie, to coś odległego od naszej rzeczywistości. Myślę, że większość z nas nie zdawała sobie sprawy, że może to również dotknąć nas, Polaków, nasze rodziny, nasze dzieci. Dlaczego tak się dzieje? Niewątpliwie jedną z przyczyn jest kryzys rodziny i musimy się uderzyć mocno w piersi, bo ta sytuacja nie wzięła się z niczego. To jest wynik zaniechań wielu rodzin, wielu rodziców. Przecież od wielu lat trwa próba przenikania przez środowiska polityczne ruchu homoseksualnego do szkół. To, że to przenikanie częściowo okazało się skuteczne, to na pewno jest też wynik pewnych niedoskonałości, pewnego niezdecydowania ze strony władz oświatowych w przeszłości – szczególnie w okresie rządów Platformy Obywatelskiej, gdzie było wręcz przyzwolenie na tego typu działania. Później również wydaje się, że nie zostały stworzone skuteczne mechanizmy, które by przeciwstawiły się temu zjawisku. Nie bez winy są rodzice. Wiele środowisk prorodzinnych pokazywało zagrożenia, apelowało do rodziców o to, żeby wzięli sprawy w swoje ręce, żeby byli aktywni, żeby działali w radach rodzicielskich w szkołach, by wywierali wpływ na to, co jest w szkole zgodnie z zapisami Prawa o oświacie, a nie tylko obowiązkami, które ciążą na rodzicach – powiedział politolog.

– Mieliśmy do czynienia w dużej części z biernością ze strony większości rodziców. Większość rodziców zachowywała się w sposób bierny, bagatelizowała zagrożenia, traktując je jako zjawiska marginalne, niestanowiące zagrożenia. Musimy reagować nawet na mało znaczące wydarzenia pojawiające się w przestrzeni publicznej, które zagrażają procesom wychowawczym – podsumował dr Krzysztof Kawęcki.  

radiomaryja.pl

drukuj