fot. Monika Bilska

[NASZ TEMAT] Red. M. Miśko: Chcemy, żeby minister rolnictwa zaczął poważnie traktować problem hodowców zwierząt futerkowych, a nie tylnymi drzwiami wprowadzał „Piątkę dla zwierząt”

W przypadku odnalezienia jednej chorej norki na fermie, wybija się 40 tys. innych zwierząt i to bez odszkodowań. Chcemy, żeby minister rolnictwa zaczął poważnie traktować problem, a nie tylnymi drzwiami wprowadzał „Piątkę dla zwierząt”. Jeżeli norka amerykańska jest tak niebezpieczna dla człowieka i w ogóle dla ludzkiej populacji, to pojawia się pytanie: Dlaczego wpuszcza się państwowych pracowników na fermy bez odpowiednich szczepień? Czy minister chce szafować życiem tych ludzi i przy okazji życiem polskich rolników i hodowców? Na to pytanie cały czas nie odnajdujemy odpowiedzi, nie tylko urzędowej, ministerialnej, ale i logicznej – mówił dla portalu Radia Maryja redaktor Marek Miśko, członek fundacji Polska Ziemia.

Hodowcy zwierząt futerkowych sprzeciwiają się, by na fermy wchodzili niezaszczepieni weterynarze w celu pobrania od ich zwierząt próbek do badania w kierunku koronawirusa. Apelują także do ministra rolnictwa, Grzegorza Pudy, o spotkanie dotyczące ewentualnych odszkodowań. [czytaj więcej]

Red. Marek Miśko zwrócił uwagę, że na piątkowej konferencji przed Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi wystąpili przedstawiciele największych organizacji związkowych, które skupiają wszystkich producentów i hodowców zwierząt futerkowych w Polsce.

– Konferencja miała na celu dwie rzeczy. Pierwsza to nasze żądanie, aby państwo polskie potraktowało bardzo poważnie sprawę, o której mówi od wielu miesięcy. Jeżeli rzeczywiście na fermach zwierząt futerkowych występują możliwości zarażenia się wirusem SARS-CoV-2 u norek, to bardzo byśmy chcieli, aby państwo polskie zatroszczyło się również o nasze rodziny w ten sposób, aby lekarze i wszyscy inspektorzy państwowi, którzy są wysyłani na kontrole do konkretnych ferm, byli zaszczepieni przeciwko koronawirusowi. Nie tylko boimy się o nasze zwierzęta, które mogą zostać zarażone przez obce osoby, a lekarze są obcymi osobami, które wchodzą na tereny sterylnej fermy, ale jednak są obcy. Boimy się również o swoje rodziny, o swoje dzieci, żony i nie możemy jako dorośli ludzie akceptować sytuacji, że ktoś, kto nie ma badań, kto nie ma szczepień, wchodzi na naszą fermę i może zarazić nas samych, nasze rodziny oraz nasze zwierzęta. Mamy nadzieję, że pan minister weźmie nasz apel głęboko do serca i zatroszczy się o nas tak, jak o innych obywateli – powiedział.

Członek [fundacji Polska Ziemia] podkreślił, że hodowcy zwierząt apelują także do ministra zdrowia, by wymógł postępowanie dotyczące szczepień lekarzy i inspektorów państwowych przeciw koronawirusowi na ministrze rolnictwa.  

– Drugi apel, który powtarzamy nieustannie od grudnia 2020 roku, to to, aby minister zgodził się i spotkał z przedstawicielami hodowców zwierząt futerkowych w Polsce, żeby doprowadził do „okrągłego stołu”, w którym w końcu wybierzemy właściwą drogę albo dla pełnych odszkodowań, pełnych rekompensat, pieniędzy, które może państwo polskie przeznaczyć na przebranżowienie się branży futerkowej, albo żebyśmy ustalili zasady, według których będziemy mogli postępować na fermach w razie wykrycia koronawirusa. Tak, jak w innych krajach np. w Hiszpanii, w Grecji, na Łotwie, Litwie, gdzie nie wybija się zwierząt zdrowych tak, jak w Polsce ma to miejsce, ale żeby wprowadzić kwarantannę. W ministerstwie rolnictwa pracuje ok. jednego tysiąca osób i nie chce mi się wierzyć, że minister spośród tych tysiąca osób nie jest w stanie, chociaż sam nie ma czasu, wydelegować jednej osoby, która mogłaby się spotkać, zorganizować „okrągły stół” i powiedzieć polskim rolnikom, na czym stoją. Patowa sytuacja, która trwa od kilku lat, doprowadza do tego, że banki nie chcą nam np. dawać kredytów, a rozpoczęliśmy inwestycje. Jesteśmy w szachu, a to powoduje, że w dobie pandemii i potężnego kryzysu gospodarczego coraz więcej gospodarstw upada i przestaje istnieć, a to nie są zwykłe numery, tylko to są ludzie, którzy mają imiona, nazwiska, rodziny i liczymy, że państwo polskie również zajmie się nami i naszym bezpieczeństwem. A bezpieczeństwo powinno polegać na tym, że każdy inspektor, który wchodzi na teren gospodarstwa hodowli norek czy innej, powinien być zaszczepiony podwójną dawką szczepień, żebyśmy czuli się bezpiecznie wskazał red. Marek Miśko.

Rozmówca Radia Maryja zaznaczył, że hodowcy mogą liczyć tylko na samych siebie, dlatego że „zostali pozbawieni całkowicie opieki ze strony państwa, a szczególnie ministra rolnictwa”.

– W naszej ocenie minister nie informuje premiera Mateusza Morawieckiego o prawdziwych konsekwencjach, skutkach i przede wszystkim kosztach likwidacji hodowli zwierząt na futra w Polsce. [czytaj więcej] Polska jest obecnie liderem światowej produkcji (również jakościowym), jeżeli chodzi o skalę. Jesteśmy na pierwszym miejscu w kwestii produkcyjnej na całym świecie. Nie możemy liczyć w ogóle na ministerstwo rolnictwa, które wprowadziło rozporządzenia w grudniu 2020 roku, mówiące o wybijaniu zwierząt, całych stad bez względu na to, czy jest to 500 tys. zwierząt, czy kilka tysięcy czy 20 tys. zwierząt, jeżeli chociaż u jednej norki zostanie wykryty koronawirus. W innych krajach stosuje się różnego rodzaju asekuracje, bioasekurację oraz szczenienia. W Polsce mówi się tylko o wybijaniu zwierząt. W naszym przekonaniu jest to wprowadzenie tylnymi drzwiami „[Piątki dla zwierząt]”, czyli doprowadzenie do likwidacji hodowli zwierząt na futra w naszym kraju pod płaszczykiem COVID-19 zaznaczył członek fundacji Polska Ziemia.

Jak zwrócił uwagę red. Marek Miśko, w Polsce ustawa o ochronie zwierząt nie uwzględnia norek amerykańskich jako zwierzęcia, za którego w przypadku wybicia należałoby się odszkodowanie. Np. w Danii są miliardowe odszkodowania za wybicie norek w ramach walki z pandemią koronawirusa. [więcej]

– Polscy hodowcy zostają dzisiaj z zerem. W Holandii w podobnym przypadku płacono ok. 800 zł za sztukę zwierzęcia, w Czechach 1137 zł, w Danii ok. 800 zł i podobnie było w Norwegii. Skąd takie kwoty? Jest to średnia, którą wyliczyli tamtejsi eksperci na podstawie bazowej ceny rynkowej światowego bilansu, eksportu i wartości zwierząt. W Polsce nie ma nic. Doprowadzenie do sytuacji, w której hodowle zostaną unicestwiane ze względu na wykrycie koronawirusa, sprawia, że dzisiaj ok. 900 gospodarstw może zniknąć w ciągu kilku miesięcy i to jest tragedia konkretnych ludzi – podkreślił.

Na przebadanych dotychczas 18. fermach, na jednej z nich wykryto liczne zakażenia norek wraz ze współistniejącym zakażeniem człowieka – powiedział w piątek po południu PAP szef resortu rolnictwa, Grzegorz Puda. Dodał, że badania wykonano w imię nadrzędnego celu, jakim stała się ochrona zdrowia publicznego.

Red. Marek Miśko odnosząc się do słów ministra rolnictwa, podkreślił, że nie ma żadnych badań, które wskazywałyby, „że człowiek jest w stanie zarazić się od norki amerykańskiej”.

– To są tylko i wyłącznie przypuszczenia, więc jeżeli mamy tworzyć prawodawstwo, które tak dalece ingeruje i wpływa w gospodarkę narodową, w jej poszczególne sektory na podstawie przypuszczeń i naukowych spekulacji niepopartych żadnymi badaniami, to wolę w takim kraju nie żyć. Musimy się zastanowić, kiedy pojawia się komunikat, nawet ze strony ministerialnej, czy jest on oparty na faktach. Wysłaliśmy do ministra rolnictwa kilkadziesiąt pytań, jedno z nich brzmi: Jak wiele osób (pracowników), które mają bezpośredni kontakt z norkami amerykańskimi na fermie, zaraziło się wirusem SARS-CoV-2 od norek? Takich badań i takich wyników nie ma. Odpowiedź brzmi: „Nie wiemy”. Minister musi odpowiedzieć: nie wiem, bo takich badań nigdy nie przeprowadził, ale jest pierwszy do wybijania zwierząt – zauważył rozmówca Radia Maryja.   

Odnosząc się do zarzutu hodowców zwierząt futerkowych, że kontrole na fermach norek pod kontem COVID-19 przeprowadzają osoby niezaszczepione szef resortu rolnictwa powiedział, że na jego polecenie Inspekcja Weterynaryjna wykonała liczne kontrole na fermach norek, a Główny Lekarz Weterynarii wdrożył diagnostyczny program pilotażowy obejmujący badania tych zwierząt.

Wdrożenie diagnostycznego programu pilotażowego to bardzo skomplikowana sprawa związana z polskim ustawodawstwem. Jeżeli jest [Ustawa o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt], to ona musi być również według rozporządzeń wydanych przez ministra podjęta monitoringowi. To nie oznacza, że w przypadku odnalezienia jednej chorej norki na fermie, wybija się 40 tys. innych zwierząt i to bez odszkodowań. Chcemy, żeby minister rolnictwa zaczął poważnie traktować problem, a nie tylnymi drzwiami wprowadzał „Piątkę dla zwierząt”. Jeżeli norka amerykańska jest tak niebezpieczna dla człowieka i w ogóle dla ludzkiej populacji, to pojawia się kolejne pytanie: Dlaczego wpuszcza się państwowych pracowników na fermy bez odpowiednich szczepień? Czy minister chce szafować życiem tych ludzi i przy okazji życiem polskich rolników i hodowców? Na to pytanie cały czas nie odnajdujemy odpowiedzi, nie tylko urzędowej, ministerialnej, ale i logicznej – podsumował red. Marek Miśko.

Karolina Gierat/radiomaryja.pl

drukuj