fot. pixabay.com

[Jestem w Kościele] Kapłaństwo na celowniku

Sakramenty są największym darem Chrystusa dla Kościoła i pewną drogą do zbawienia. Klasyczna definicja mówi, że są to widzialne znaki niewidzialnej łaski. Niektóre z sakramentów są jednak szczególnie narażone na atak i to nie tylko ze strony sił jawnie wrogich Kościołowi, ale również z samego jego wnętrza. Wśród nich z pewnością jest kapłaństwo, które z jednej strony jest podważane za sprawą kryptoprotestanckiej narracji, jakoby było ono obce Ewangelii, a z drugiej strony poprzez usiłowanie dopuszczenia kobiet do święceń. Oba te działa wymierzone w kapłaństwo, mimo powierzchownych różnic, są jednak jak dwie strony tego samego medalu.

Zacznijmy od pierwszej kwestii, a więc całkowitego odrzucenia kapłaństwa urzędowego. Do niedawna kwestia ta wydawała się raczej marginalna, zwłaszcza w naszym kraju, jednak sytuacja zmieniła się wraz z publikacją książki niemieckiego biblisty ks. Martina Ebnera pt. „Czy Kościół potrzebuje księży?”. Postulaty w niej zawarte nie odbiły się początkowo większym echem poza środowiskami takimi jak „Tygodnik Powszechny”. Dyskusję nt. zasadności kapłaństwa rozpromował jednak ostatnio o. Adam Szustak, którego dywagacje skrytykowałem w jednym z ostatnich felietonów pt. „Zatrute wino w nowych bukłakach, czyli o szkodliwej działalności o. Szustaka”. Żeby nie być gołosłownym należy wyjaśnić, dlaczego tego rodzaju twierdzenia są całkowicie błędne, a wręcz heretyckie.

Zgodnie z nauczaniem Kościoła wyrażonym na Soborze Trydenckim, dogmatem wiary jest ustanowienie wszystkich sakramentów przez Chrystusa. Już z tej perspektywy negowanie sakramentalnego kapłaństwa zdaje się być bardzo poważnym błędem, jeśli nie herezją. Również Nowy Testament wielokrotnie mówi o kapłaństwie urzędowym czyli służebnym. Pisze o tym o. prof. Jacek Salij w tekście „Skąd się bierze kapłaństwo?”.

Przede wszystkim jednak niezwykle przekonującej analizy źródeł kapłaństwa m.in. w świetle Pisma Świętego dokonał ks. kard. Joseph Ratzinger w przemówieniu pt. „O naturze kapłaństwa”. Wskazuje on, że błędem jest interpretowanie Biblii w oderwaniu od Tradycji, a także przeciwstawianie sobie Nowego i Starego Testamentu, gdyż nie ma to nic wspólnego z ortodoksją. Za zachętę niech posłuży ten krótki cytat: „Pod koniec okresu apostolskiego w pismach Nowego Testamentu pojawia się jasno sformułowana nowotestamentalna teologia kapłaństwa, która powierzona zostaje wiernym dłoniom Kościoła i stanowi odtąd przez wieki niezbędny element wszelkiej chrześcijańskiej teologii kapłaństwa” .Warto przeczytać ten tekst jako odtrutkę na protestancko-modernistyczną papkę, którą niestety zaserwował swoim widzom o. Adam Szustak.

Przejdźmy jeszcze do drugiej armaty wymierzonej w kapłaństwo, a więc do żądań dopuszczenia kobiet do tego sakramentu. Także i tu mamy do czynienia z całkowitą ignorancją wobec Pisma Świętego i Tradycji Kościoła oraz oczywistymi wpływami teologii protestanckiej. Kiedy słyszę, że ktoś mówi – „chodzi tylko o diakonat” to od razu nasuwają mi się analogiczne słowa środowisk LGBT – „nam chodzi tylko o odwiedzanie się w szpitalach”. Mechanizm jest ten sam – małymi krokami do celu, którym bynajmniej nie jest diakonat dla kobiet, ale całkowite przeorganizowanie Kościoła na modłę nowoczesności.

Znamienne jest to, że oba te postulaty wychodzą tak naprawdę z tego samego – nazwijmy to postępowego – środowiska. Jak udaje im się godzić jednoczesną likwidację kapłaństwa z udostępnieniem go kobietom? Pozostaje to dla mnie wielką tajemnicą. Tak czy inaczej, mamy tu do czynienia ze wspólnym mianownikiem polegającym na zanegowaniu fundamentów katolicyzmu pod przykrywką powrotu do źródeł, walki z klerykalizmem i synodalności. Efekty takich eksperymentów są przecież doskonale znane i nie powiedziałbym, że pozytywne.

Wojciech Grzywacz

drukuj