fot. PAP/EPA

Leon XIV – budowniczy mostów

Kardynałowie i Duch Święty zrobili nam niezłą niespodziankę, gdy po „Habemus Papam” usłyszeliśmy nazwisko Prevost. Śmiało można powiedzieć, że o istnieniu tego człowieka dowiedziała się wówczas znakomita większość katolików na świecie. Znamienne jest jednak przede wszystkim to, że wieść o jego wyborze zjednoczyła w radości i wdzięczności ludzi wierzących reprezentujących różne nurty w Kościele. To dobry zwiastun misji, którą postawił sobie już na samym początku Leon XIV – misji budowania mostów. Wszakże samo łacińskie słowo Pontifex, którym tytułuje się Papieży, oznacza dosłownie budowniczego mostów.

Będzie to niezwykle trudne zadanie. Niejednokrotnie pisałem, że jedność Kościoła i wiary wisi dziś niemal na włosku. Jak zatem Papież Leon pogodzi dążenie do jedności z wiernością prawdzie Ewangelii? Czas pokaże. Jedno jest pewne – Ojciec Święty potrzebuje naszej modlitwy. Często sprowadzamy bowiem papiestwo do wielkiego zaszczytu, zapominając jak ciężkim krzyżem jest wypełnianie misji Następcy św. Piotra.

Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że Papież Leon wyprowadzi Kościół na spokojniejsze wody, aniżeli w ostatnich 12 latach. Po doktorze prawa kanonicznego (którym jest Ojciec Święty) możemy spodziewać się z pewnością bardziej precyzyjnego nauczania. Jego dobroduszne i koncyliacyjne usposobienie daje z kolei nadzieję, że nie będzie kontynuował odtrącania choćby wiernych przywiązanych do tradycyjnej liturgii. Wydaje się, że trudno będzie zawłaszczyć Ojca Świętego przez jakiekolwiek „kościelne stronnictwa” (choć już niektórzy próbują to czynić). I bardzo dobrze, bo jako Wikariusz Chrystusa musi dbać jednakowo o każdego powierzonego sobie wiernego.

Jaskółek wiosny jest jednak więcej. Nowy Papież wykazał się pokorą, przywdziewając tradycyjne papieskie szaty – czerwony mucet i stułę. Również wyborem imienia Ojciec Święty zaskoczył na plus. Jak wytłumaczył w przemówieniu do Kolegium Kardynalskiego, chciał w ten sposób podkreślić m.in. konieczność stawienia czoła rewolucji związanej z rozwojem sztucznej inteligencji, tak jak Papież Leon XIII odpowiedział na wyzwania rewolucji przemysłowej.

Duże wrażenie zrobiła na mnie także pierwsza homilia Ojca Świętego. Położone w niej akcenty nasuwają mi na myśl nauczanie Benedykta XVI. Leon XIV mówił chociażby, jak rozumie posługę władzy w Kościele – „zniknąć, aby pozostał Chrystus, stać się małym, aby On był poznany i uwielbiony, poświęcić się do końca, aby nikomu nie zabrakło możliwości poznania Go i kochania”.

Nieprzypadkowe jest również to, że Następcą św. Piotra został misjonarz. Z dotychczasowych wypowiedzi Ojca Świętego wynika, że ewangelizacja będzie jednym z Jego priorytetów. Jak sam wspomniał w pierwszej homilii, trzeba dziś odważnie głosić Chrystusa zwłaszcza tam, gdzie chrześcijanie są wyśmiewani i pogardzani jako mniej inteligentni czy słabi. Papież Leon przestrzegał zarazem przed faktycznym ateizmem wśród ludzi teoretycznie wierzących, którzy traktują Chrystusa jak wyjątkowego, ale jednak człowieka.

Oczywiście jest jeszcze wciąż mnóstwo niewiadomych, ale musimy po prostu uzbroić się w cierpliwość. Pozwólmy odnaleźć się Ojcu Świętemu w nowej roli, wszak nie od razu Rzym zbudowano. Z pewnością sporo stanie się jasne już za tydzień, podczas uroczystej Mszy Świętej inaugurującej pontyfikat. Może się mylę, może jestem zbytnim optymistą, ale wierzę, że pontyfikat Leona XIV może przynieść naprawdę dobre owoce. Jeśli wzorem swojej pierwszej homilii będzie zawsze w centrum stawiać Chrystusa, to jestem o to całkowicie spokojny.

Wojciech Grzywacz

drukuj