fot. FB/Robert Derewenda

Dr R. Derewenda o ludobójstwie wołyńskim: Z retoryką konfliktu polsko-ukraińskiego nie można się zgodzić – zwłaszcza, że Polacy nie byli zdolni do obrony na tamtym terenie

Kiedy kościoły, miejscowości są otaczane, a ludność jest tam mordowana, to nie mamy do czynienia z konfliktem, tylko z zaplanowaną rzezią. Tym bandom ukraińskim, nacjonalistom ukraińskim, zależało na tym, żeby z jednej strony zamordować Polaków, ale z drugiej strony, żeby zadać nam ból. Tak mordowano, aby zadawać celowo najbardziej okrutne tortury, aby śmierć jak najbardziej wydłużać w czasie, aby zastraszyć wszystkich innych, aby Polacy, którzy jeszcze żyją, opuścili swoje tereny, opuścili swój dobytek, aby po prostu uciekli, mało tego, aby nigdy nie mieli odwagi wrócić na te tereny. Tak więc z retoryką konfliktu polsko-ukraińskiego nie można się zgodzić – zwłaszcza, że Polacy nie byli zdolni do obrony na tamtym terenie – mówił dr Robert Derewenda, dyrektor lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, w piątkowym „Polskim punkcie widzenia” na antenie TV Trwam poświęconym tematowi rzezi wołyńskiej.

11 lipca po raz pierwszy obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. Ta data odnosi się do „krwawej niedzieli” – apogeum masowych ukraińskich mordów na Polakach zamieszkujących Kresy Wschodnie trwających – jak przyjęło się mówić – od lutego 1943 r. do roku 1945. Historycy zwracają jednak uwagę, że zbrodnie banderowskie na ludności polskiej zaczęły się już w 1939 r. i zakończyły w 1947 roku. Rzeź była efektem długotrwałego zaszczepiania w Ukraińcach skrajnie nacjonalistycznej antypolskiej ideologii.

– Właściwie można powiedzieć, że ta ideologia stała u podstaw tej tragedii, która wydarzyła się w czasie II wojny światowej – tej bestialskiej zbrodni, z jaką mamy do czynienia od roku 1943 na tych dawnych terenach wschodnich II Rzeczypospolitej. A gdybyśmy mieli powiedzieć, co mogło wyzwolić bezpośrednio właśnie taką agresję, czy co mogło doprowadzić do takiej bezpośredniej agresji? Niewątpliwie bezkarność ukraińskich band, bowiem był to okres okupacji. Od września 1939 r. Polacy pozbawieni byli ochrony państwowej, ochrony państwa polskiego. Rozpoczęła się najpierw okupacja niemiecka na tych terenach, na zachodzie może bardziej, ale na wschodzie okupacja sowiecka. Potem mamy do czynienia z okupacją niemiecką już na całym tym terenie – mówię tutaj nie tylko o terenie wschodniej Lubelszczyzny, a również o terenie przede wszystkim Wołynia czy tzw. Małopolski Wschodniej (część przecież włączono nawet do Generalnego Gubernatorstwa, dystrykt Galicja I) – i przyzwolenie Niemców na to, czego dokonywali Ukraińcy, czyli na te bestialskie mordy, jakich dopuszczały się bandy ukraińskie czy nawet formacje paramilitarne czy militarne współpracujące z Niemcami – mówił dr Robert Derewenda.

Brutalność zbrodni szokuje nawet w kontekście całej II wojny światowej.

– O tyle jest to trudne dzisiaj do zrozumienia, że w wielu tych mordach uczestniczyli właściwie sąsiedzi, uczestniczyli przyjaciele tych, którzy byli mordowani, czyli tych polskich rodzin. Bardzo często Polacy, którzy byli mordowani, znali tych katów, wcześniej z nimi współpracowali, wcześniej z nimi żyli na tych samych ziemiach, często się przyjaźnili, często nawet były to mieszane rodziny i doszło do tak poważnej tragedii. Dzisiaj najbardziej wstrząsające są bezpośrednie relacje, bezpośrednie świadectwa tych, którzy przeżyli rzeź wołyńską. Mamy do czynienia na przykład z dokumentami zachowanymi chyba w cudowny sposób, współcześnie wydawanymi przez Instytut Pamięci Narodowej, ponieważ właśnie w ostatnich latach zostały wydane dwa tomy. Przygotowujemy trzeci ton dokumentów zbrodni wołyńskiej, dokumenty, które powstały w taki sposób, że Polacy uciekający z tej pożogi, uciekający z tych terenów, które były objęte rzezią wołyńską, docierają do Lwowa, tam proszą o pomoc w Radzie Głównej Opiekuńczej i tam jedna z osób – młoda historyk, pani Urszula Szumska – zadbała o to, aby relacje tych osób były spisane. To są krótkie relacje: kto, gdzie, kiedy, kogo mordował, relacje, które zostały podpisane przez naocznych świadków, relacje, z którymi dzisiaj ciężko podjąć dyskusję, dlatego że są to relacje na bieżąco, na gorąco tych, którzy przeżyli, którzy byli naocznymi świadkami tych wydarzeń – zwrócił uwagę dyrektor lubelskiego oddziału IPN.

Spora część tych świadków przeżyła tylko dlatego, że zostali ostrzeżeni przez tzw. sprawiedliwych Ukraińców, którzy wiedząc, że ich rodacy planują dokonać czystek, ostrzegali polskich sąsiadów, przyjaciół czy członków rodzin. Wielu z nich przypłaciło życiem zachowanie człowieczeństwa. Tym osobom poświęcone zostało specjalne upamiętnienie w Parku Pamięci Narodowej w Toruniu.

Rzeź wołyńska, choć minęło już ponad 80 lat, nadal jest niedomkniętą kartą tragicznej historii XX-wiecznej Polski. Spowodowane jest to nieprzychylnym nastawieniem strony ukraińskiej. Władze w Kijowie blokują ekshumacje lub w najlepszym wypadku działają w tej kwestii w sposób opieszały, a tamtejsi historycy, politycy i dyplomaci nierzadko rozmydlają odpowiedzialność za zbrodnie. Usłyszeć można m.in., że tragiczne wydarzenia na Kresach były tak naprawdę symetrycznym konfliktem polsko-ukraińskim.

– Jeśli chcielibyśmy utrzymywać, że był to konflikt, to jak można nazwać sytuację, kiedy wieś zostaje otoczona przez około 1,5 tys. osób, w tym uczestniczą po stronie ukraińskiej kobiety, również wyrostki; grupa wchodzi w Wielki Czwartek do wsi, morduje ludność, morduje również małe dzieci? Nie mamy do czynienia z konfliktem. Jeśli mówimy o 11 lipca, o „krwawej niedzieli”, to jaki konflikt, kiedy Polacy są w kościołach, kiedy się modlą? [Kiedy – radiomaryja.pl] kościoły, miejscowości są otaczane, a ludność jest tam mordowana, to nie mamy do czynienia z konfliktem, tylko z zaplanowaną rzezią. Tym bandom ukraińskim, nacjonalistom ukraińskim, zależało na tym, żeby z jednej strony zamordować Polaków, ale z drugiej strony, żeby zadać nam ból. Tak mordowano, aby zadawać celowo najbardziej okrutne tortury, aby śmierć jak najbardziej wydłużać w czasie, aby zastraszyć wszystkich innych, aby Polacy (…), którzy jeszcze żyją, opuścili swoje tereny, opuścili swój dobytek, aby po prostu uciekli, mało tego, aby nigdy nie mieli odwagi wrócić na te tereny. Tak więc z retoryką konfliktu polsko-ukraińskiego nie można się zgodzić – zwłaszcza, że Polacy nie byli zdolni do obrony na tamtym terenie. Wielu z tych, którzy się bronili, to były kobiety, starcy, dzieci. Po prostu zabrakło tam mężczyzn, zabrakło tam Wojska Polskiego. Był to czas okupacji. Dopiero potem tworzono obronę i próbowano się bronić przed ukraińskimi nacjonalistami i wtedy rzeczywiście dochodziło do akcji odwetowych. Natomiast zasadniczo nie sposób było obronić się, bowiem Ukraińcy mieli chociażby przyzwolenie ze strony Niemców, (…), ale również jeśli Ukraińcy dysponowali bronią palną, to mieli ją przecież od Niemców. Jeśli patrzymy na główne narzędzia zbrodni, to w roku 1943 często są to narzędzia rolnicze: widły, siekiery, jakieś tępe narzędzia. Natomiast w roku 1944 (…) – wynika z relacji – ponad 80 proc. morderstw (…) było dokonywanych już z użyciem broni palnej – tłumaczył historyk.

Polskie Państwo Podziemne nie zdołało obronić mieszkańców Wołynia i Małopolski Wschodniej.

– Nie spodziewano się aż takiej eksplozji nienawiści, okrucieństwa ze strony nacjonalistów ukraińskich. (…) Rząd polski w Londynie wysłał przedstawicieli do rozmów z Ukraińcami, a oni zostali po prostu zamordowani przez Ukraińców, więc tych rozmów z ukraińskimi nacjonalistami nie sposób było prowadzić. To było najtrudniejsze, że tak naprawdę z punktu widzenia Polaków, którzy znaleźli się na tamtym terenie, oni byli właściwie pozostawieni samymi sobie. Państwo polskie było pod okupacją. Wojska Polskiego w tym czasie na tym terenie nie było. Partyzantka również nie mogła funkcjonować na tym terenie tak, jak funkcjonowała gdzie indziej, bo Polacy po prostu stanowili na tym terenie zdecydowaną mniejszość – wskazywał dr Robert Derewenda.

Ukraińskie ludobójstwo na Polakach nie może zostać zapomniane. W zachowaniu pamięci o tych tragicznych wydarzeniach kluczową rolę odgrywa Instytut Pamięci Narodowej. Stale publikuje on relacje świadków i opracowania naukowe, a także przygotowuje wystawy. W jego ramach powstaje również wielka [baza danych] dotycząca rzezi wołyńskiej i jej ofiar.

radiomaryja.pl

drukuj