Wpisy

Dr L. Popek dla „Naszego Dziennika”: Dzięki ekshumacji wiemy, że sześć osób w Ostrówkach zabito z broni palnej. Natomiast spośród 48 odnalezionych osób w Woli Ostrowieckiej tylko jedną zabito z broni palnej. Pozostałe 47, w tym 22 dzieci, zostało zamordowanych tępymi narzędziami

Dzięki ekshumacji, pracy antropologów wiemy, że sześć osób w Ostrówkach zabito z broni palnej. Świadczą o tym rany postrzałowe. Natomiast spośród 48 odnalezionych osób w Woli Ostrowieckiej tylko jedną zabito z broni palnej. Natomiast pozostałe 47, w tym 22 dzieci, zostało zamordowanych tępymi narzędziami, takimi jak na przykład siekiery (…). Możemy przypuszczać, że dzieci były wprowadzane do dołów przez swoje matki. One, idąc, widziały już ofiary zbrodni… Na pewno płakały, bardzo się bały, bo jak wytłumaczyć dzieciom, że idą na śmierć? Wprowadzano je do dołu w pozycji w kucki. Zasłaniały twarz, żeby nie widzieć, nie słyszeć tego, co się dzieje, i otrzymywały śmiertelne ciosy. Przyznam, że ten widok robił na mnie największe wrażenie. Odnaleźliśmy kilkanaście malutkich czaszek. Świadomość, że tam ginęły dzieci w tak straszny sposób, jest bardzo bolesna – powiedział dr Leon Popek, historyk IPN, badacz Rzezi Wołyńskiej i opiekun polskich miejsc na Wołyniu, w rozmowie z Pauliną Gajkowską z „Naszego Dziennika”.

Sejm rozpatrzy projekty uchwał dot. upamiętnienia ofiar ludobójstwa dokonanego na Polakach przez Ukraińców. Posłowie będą też pracować nad prezydenckim projektem ustawy zrównującej symbole banderowskie z komunistycznymi i nazistowskim

Posłowie zajmą się projektami uchwał dot. upamiętnienia ofiar ludobójstwa dokonanego na Polakach przez nacjonalistów ukraińskich. Będą też kontynuować prace nad prezydenckim projektem ustawy zrównującej symbole banderowskie z komunistycznymi i nazistowskim. Podczas rozpoczynającego się posiedzenia Sejmu poznamy także Rzecznika Praw Obywatelskich.

Dr M. Siekierka dla „Naszego Dziennika”: Negowanie zbrodni ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej jest obecne w ukraińskiej narracji od wielu lat. Trzeba uczciwie przyznać, że Polska przez lata popełniała błąd, ignorując ten problem

Negowanie zbrodni ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej jest obecne w ukraińskiej narracji od wielu lat. Uważam, że stało się to niestety pewnym elementem polityki historycznej. Świadczą o tym określenia takie jak „wojna polsko-ukraińska”, „druga wojna polsko-ukraińska” czy „konflikt polsko-ukraiński” (…). Trzeba też uczciwie przyznać, że Polska przez lata popełniała błąd, ignorując ten problem. Jako państwo przymykaliśmy oko na rozwój kultu OUN i UPA na Ukrainie, nie było wystarczająco stanowczych reakcji na to, że pewne środowiska próbują nadawać tym organizacjom status symboli narodowych. To było zaniechanie ze strony władz – powiedział dr Michał Siekierka, wiceprezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, w rozmowie red. Rafałem Stefaniukiem z „Naszego Dziennika”.

Prezydent K. Nawrocki w Radrużu: Fałszywa historia tworzy fałszywą politykę. My dziś nie oskarżamy całego narodu ukraińskiego, ale oskarżamy banderowską ideologię, tych, którzy mordowali, ale też tych, którzy przywołują czerwono–czarne barwy w XXI wieku

Historia jest jedyną wiedzą, którą wynosimy do budowania naszej przyszłości. A powtórzę jeszcze raz: fałszywa historia tworzy fałszywą politykę. My dziś nie oskarżamy całego narodu ukraińskiego, ale oskarżamy banderowską ideologię, tych, którzy mordowali, ale też tych, którzy przywołują czerwono–czarne barwy w XXI wieku  – mówił prezydent Karol Nawrocki podczas wizyty w Radrużu na Podkarpaciu, gdzie z rodzinami ofiar i mieszkańcami powiatu lubaczowskiego oddał hołd Polakom pomordowanym przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II RP.

Prof. dr hab. K. Dębski dla „Naszego Dziennika” o „Krwawej Niedzieli”: Mój dziadek nie wierzył, że nacjonalizm ukraiński przybierze taką formę. Był lekarzem. Pomagał ukraińskim rodzinom. Miał dobre relacje z sąsiadami i nie wierzył, że może zginąć z rąk ludzi, z którymi żył po sąsiedzku

Mój dziadek nie wierzył, że nacjonalizm ukraiński przybierze tak straszną formę, że dojdzie do mordów i masakr. Był lekarzem. Pomagał ukraińskim rodzinom, leczył ich dzieci, także tych chłopców, którzy później zostali bojownikami UPA. Miał dobre relacje z okolicznymi mieszkańcami i nie wierzył, że może zginąć z rąk ludzi, z którymi przez długie lata żył po sąsiedzku. Moja babcia była Ukrainką, Kozaczką z Kubania. Tym bardziej trudno było uwierzyć, że nasza rodzina może stać się obiektem nienawiści. Dziadkowie mieli na swoim podwórku wykopaną studnię. Sąsiedzi Ukraińcy takiej studni nie mieli, dlatego przychodzili po wodę do dziadków (…). Gdy jednak przyszły mordy, okazało się, że nawet to stało się powodem do zazdrości i argumentem, że moich dziadków trzeba zabić, bo „oni mają studnię, a my nie” – powiedział prof. dr hab. Krzesimir Dębski, muzyk, kompozytor i potomek kresowej rodziny, w rozmowie z Krzysztofem Gajkowskim z „Naszego Dziennika”.