Ideologia gender jest zaprzeczeniem antropologii chrześcijańskiej

Poprosiłem o wyjaśnienia rektora uczelni dlatego, że ideologia gender jest sprzeczna z nauczaniem Kościoła. Kojarzenie tej ideologii w jakimkolwiek sensie z Uniwersytetem katolickim jest dla mnie bolesne. 

Wypowiedź ks. bp Wiesława Meringa, pasterza diecezji włocławskiej

To dla mnie bolesne dlatego, że sam jestem absolwentem tej uczelni. Tam uczyłem się rozumienia chrześcijaństwa. Spotykałem wielkich mistrzów; począwszy od kard. Wyszyńskiego, który z czułością odnosił się do KUL, skończywszy na wielkich postaciach humanistyki i filozofii. Teraz nagle, kiedy te rozmaite „genderciotki” – jak słusznie nazywa je jeden z tygodników – zawracają ludziom głowę. Ja nie twierdzę, że wprowadza się jakieś zajęcia aprobujące te poglądy. To nie o to chodzi. Ale jednak podejmuje się badania z niezbyt chrześcijańskimi współpartnerami.

Otóż, dlaczego mi się to nie podoba? Ks. Rektor odpowiada dość sztampowo. To jest dokładnie tak jak odpowiedziała mi Kancelaria Prezydenta. To są dokładnie te same teksty rozsyłane jedynie ze zmianą adresata. Ks. Rektor mówi, że badania nad ideologią gender są obowiązkiem uniwersytetu. Zgodziłbym się z tym zdaniem gdyby dodać – krytyczne badania. Co znaczą same badania? Mogę je podejmować z sympatią, z przekonaniem, z wolą rozszerzania, ale mogę zachować zdrowy dystans. Nie widzę woli zdrowego dystansu i krytycznego podejścia do całego problemu. To jest pierwsza moja uwaga w odniesieniu do tekstu Ks. Rektora.

Druga uwaga: Ks. Rektor pisze, że obowiązkiem Uniwersytetu katolickiego jest analizowanie ważnych wątków dyskursu publicznego. Być może jestem starozakonny, ale dla mnie rolą i zadaniem Uniwersytetu katolickiego jest przede wszystkim trwanie w duchu wierności Ewangelii i głoszenie zdrowej nauki Kościoła. To jest pierwsze zadanie. Być może krytyczne podejście do gender nie wyklucza się z drugim celem. Trzeba to jasno i precyzyjnie sformułować, żeby nie wprowadzać ludzi w błąd. To był powód napisania mojego listu. Nie twierdziłem, że KUL będzie teraz głosił ideologię gender. Pytałem jedynie, czy to jest dostatecznie roztropne, żeby w ogóle budzić tego typu skojarzenia. Ta ideologia jest absolutnym zaprzeczeniem antropologii chrześcijańskiej. Tu nie ma najmniejszych wątpliwości.

Z kolei w oświadczeniu Instytutu Filologii Polskiej czytam, że trzeba humanistę uczyć zdolności do podjęcia odpowiedzialnej dyskusji ze zwolennikami poglądów, które nie znajdują jego aprobaty. Nie mam nic przeciwko temu, żeby uczyć rozmawiać. Sam jestem gotów i rozmawiałem w życiu z najrozmaitszymi ludźmi, ale nie wolno mi sprawiać wrażenia, że pogląd przeciwnika Kościoła  jest mi bliższy, niż pogląd Ewangelii. Wtedy to stajemy się jak uniwersytety amerykańskie, które aborcjoniście jakim jest prezydent Stanów Zjednoczonych wręczają swoje wyrazy uznania, dyplomy, tytuły itd. Już od momentu zapoczątkowania tej problematyki coś było nie w porządku.

Mówią, że ten wstępny program wykładu pozostaje do wglądu w sekretariacie. Prosiłem, żeby mi go przesłano. Prawie co tydzień dostaje jakieś informacje poszczególnych wydziałów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego z bardzo dokładnymi danymi związanymi z wykładami, wykładowcami danego przedmiotu itp. Jednak nikt nie zdecydował się, żeby odpowiedzieć na moją prośbę. Widocznie jakieś niezręczności zostały popełnione.

Jeżeli określa się kategorię gender jako kategorię społeczno-kulturową, to tym samym daje się do zrozumienia, że jest to do przyjęcia. Jak płeć człowieka może być kategorią społeczno-kulturową; zmienną, tworzącą się w czasie? Wcale nie twierdzę, że trzeba wszystkich, którzy są dotknięci takimi problemami wieszać, czy stawiać pod ścianą.

Chciałbym przypomnieć, że jedno z pierwszych zdań Biblii mówi: Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę. Żadne zaklęcia genderowe, żadne tzw. krytyczne studia, dialogi nie są w stanie tego zmienić. Gdyby te principia były zachowane to może bez problemu byśmy się porozumieli. Nie widzę nawet woli wyjaśnienia sytuacji biskupowi, który jest nią zaniepokojony. To jest Uniwersytet katolicki. Utożsamiałem się z nim przez długie lata. Byłem dumny z tego, że go ukończyłem. Widocznie coś się tam znowu łamie. To nie jest kwestia mojej niechęci, tylko mojego niepokoju.

Instytut Filologii Polskiej tłumaczy mi, że trzeba kształcić młodych ludzi, aby rozumieli zarówno tradycję jak i współczesność. Nigdy bym się tego nie domyślił. To jest takie nowatorskie, wyjątkowe i jedyne, że podpisani profesorowie powinni dostać Medal Podwiązki. We współczesności nie powinno się widzieć zagrożeń, ale powołanie. Jest to drugie niesłychanie odkrywcze stwierdzenie. Zupełnie nowa perspektywa. Co to znaczy, że widzę we współczesności zagrożenia? Współczesność jest różna, kultura jest rozmaita. Kryzys dotyczy właśnie kultury. Gazeta Wyborcza jest oczywiście nieustannie zatroskana o kryzys w Kościele. Ten kryzys jest o wiele szerszy. Dotyczy podstaw kultury, tego co człowiek myślał o sobie przez wieki oraz tego, co widział jako zadanie kultury, czyli służbę dobru, pięknu i prawdzie.

Dzisiaj za kulturę uchodzi obieranie ziemniaków, czy przybijanie genitaliów do krzyża. Dla mnie nie jest to żadna kultura. Wiem, że ludzi myślących podobnie jest bardzo wielu. Współczesna kultura to również muzyka Wojciecha Kilara, której słucham z poruszeniem i najwyższym przejęciem. Czuję w niej ogromną tradycję, która od wieków tworzyła nasz kontynent, służąc dobru i pięknu. Ciągle straszy się nas tym, że musimy być ludźmi dialogu. Powtarzam, że chcę być człowiekiem dialogu, ale z kim mam dialogować? Dlaczego dialog ma być nieustającym ustępowaniem ze swojego stanowiska? Nie bardzo rozumiem. Dlaczego wyznając dialog, mam z góry uznawać za prawdziwe stanowisko tych, którzy są przeciwni Ewangelii i tradycji? Dla mnie jest to niezrozumiałe. Wejść w dialog to wystawić na próbę swoje stanowisko z obu stron, nie tylko z jednej. Kościół nieustająco ma się bić w piersi i przepraszać za samo istnienie? Jest przecież instytucją zbrodniczą, instytucją skandaliczną i niedobrą. Wszystko to, co mówią nam w imię dialogu, mamy z pokłonem przyjmować za prawdę, uznawać za wielkie odkrycie.

Św. Piotr w jednym ze swoich listów mówi: „Bądźcie gotowi do obrony tej nadziei, która jest w was”. To nie jest takie proste, że z jednej strony mamy durni, którzy nie rozumieją, co znaczy dynamicznie zmieniająca się współczesność i samodzielne inicjatywy, co znaczy być człowiekiem dialogu, rozumieć współczesną kulturę, nie narzucać żadnych swoich wartości, a przyjmować tylko te inne. To wszystko kończy się bardzo pięknym zdaniem Jana Pawła II, że człowiek jest drogą Kościoła.

Wiem, że dla człowieka jedyną szansą jest dzisiaj Kościół, Ewangelia i nauka Jezusa. Jeżeli będziemy odcinać te chrześcijańskie korzenie i zapomnimy o nich, staniemy się jak puste, usychające drzewa. Doskonale to rozumiem. Nie widzę jednak ani w oświadczeniu instytutu, ani w liście Jego Magnificencji, zwykłego powiedzenia, że gdzieś popełniliśmy błąd w przygotowywaniu tego cyklu wykładów i niedostatecznie precyzyjnie zaznaczyliśmy swoje odniesienie do tej złowrogiej ideologii, jaką jest gender. Mam prawo wyjawić moje zdanie, nazwać rzeczy po imieniu, jak ci którzy myślą dokładnie odwrotnie.

Niestety żadne z moich wątpliwości nie są mniejsze, niż przed otrzymaniem tego tekstu. Mówiąc o Bramie Grodzkiej i Teatrze NN oraz o współpracy niektórych  osób z Krytyką Polityczną, czy Gazetą Wyborczą, powoływałem się bardzo wyraźnie na informacje prasowe.

W odpowiedzi przypominają mi, że ks. abp św. p. Józef Życiński bardzo często te ośrodki odwiedzał, współpracował, powoływał tam różnych ludzi na członków Rady Konsultacyjnej Centrum Jana Pawła II w archidiecezji. Jeżeli ktoś jest odpowiedzialny i nadaje się do tego, aby wejść do rady, to bardzo dobrze.

Mojego niepokoju nie łagodzi jednak sytuacja, w której pojawia się współpracownik Gazety Wyborczej i Krytyki Politycznej, propagujący przecież teksty Marksa, czy Lenina. Jeżeli dzieje się coś takiego powinno zapalić się światło ostrzegawcze. Dialog nie polega na tym, że nieustannie ustępuję ze swoich racji i bardziej kłaniam się temu, który chce się ze mną kłócić. Bronię stanowiska, które jest moim stanowiskiem. Jeżeli chwali nas Gazeta Wyborcza, czy ludzie Krytyki Politycznej, to powinniśmy się poważnie zaniepokoić.

Nie mówię, że nie można czasami znaleźć wartościowych i godziwych myśli w tych środkach przekazu, ale z reguły są to środowiska nieprzyjazne Kościołowi. Dla mnie Kościół jest domem. W nim się wychowałem, jemu chcę być wierny. Chcę umrzeć jako taki chrześcijanin, jakim byłem zawsze. Nie jako chrześcijanin, który podpowiada mi taki, czy inny wydział teologiczny; taki, czy inny uniwersytet; taką czy inną redakcję gazety.

RIRM

drukuj