[TYLKO U NAS] Dr J. Wiśniewski: Musimy patrzeć na sojusz polsko-amerykański krytycznie; nie wszystko jest dobre dla Polski

Musimy patrzeć na politykę amerykańską krytycznie. USA uzyskały w naszych oczach bardzo duże uznanie, ale nie wszystko, co robią, jest dla nas korzystne i musimy uważać i rozważać, czy to jest dla państwa polskiego dobre – powiedział w rozmowie z redakcją portalu RadioMaryja.pl historyk, ekspert ds. bezpieczeństwa dr Jan Wiśniewski.

W Deklaracji prezydenta Thomasa Woodrowa Wilsona z 8 stycznia 1918 roku o warunkach zakończenia I wojny światowej znalazł się punkt 13. mówiący o konieczności stworzenia niepodległego Państwa Polskiego. Był to milowy krok w 123-letniej historii walki Polaków o odzyskanie niepodległości. Było to także wylanie fundamentów pod sojusz polsko-amerykański, który – ze wzlotami i upadkami – trwa bez mała 100 lat.

– Kiedy Polska ogłosiła niepodległość, rząd amerykański uznawał działający w Paryżu Komitet Narodowy, na czele którego stał Roman Dmowski. Dużo dla tych dobrych stosunków – u samego źródła – zrobił szczególnie Ignacy Jan Paderewski. Dzięki niemu te stosunki na samym początku były bardzo dobre. Chodziło o to, że ówczesny prezydent USA Woodrow Wilson traktował Paderewskiego jak bardzo dobrego znajomego. W czasie kiedy Polski nie było na mapach, amerykańscy decydenci wiedzieli o Polsce właśnie dzięki działalności Paderewskiego oraz Polonii amerykańskiej – podkreślił dr Jan Wiśniewski.

– Na pewno bardzo ważne jest to, że Stany Zjednoczone uznały niepodległość Polski. Jeden z czternastu punktów Wilsona mówił o tym, że państwo polskie powinno być niepodległe, z dostępem do morza. Rzeczywiście, Stany Zjednoczone wspierały Polskę. Prezydent Wilson swoim autorytetem narzucił pewne rozwiązania krajom europejskim, choć pod koniec zaczął działać z Wielką Brytanią przeciwko Francji i nasze nadzieje na korzystniejszy przebieg granicy z Niemcami zostały ograniczone – dodał.

Pokój, jaki zawarto w Europie po I wojnie światowej, pozwolił Stanom Zjednoczonym wycofać się z polityki europejskiej i zadbać o rozwój kraju od wewnątrz. Stąd XX-lecie międzywojenne było niejako okresem zapomnienia.

– Po zawarciu traktatu wersalskiego Stany Zjednoczone wycofały się z polityki europejskiej. To powrót do doktryny izolacjonizmu. Stany Zjednoczone koncentrowały się tylko na kontynencie amerykańskim i nie brały udziału w obradach Ligi Narodów. Ten okres – dwudziestolecie międzywojenne – jest trochę „martwy”. Oczywiście, mamy dwustronne kontakty, ale te stosunki są raczej gospodarcze – wskazał historyk.

Wszystko zmieniło się, kiedy historia zatoczyła koło i Europa po raz drugi stała się świadkiem wojny. Stany Zjednoczone zdecydowały się na włączenie do konfliktu. Interesy amerykańskie nie szły jednak do końca w parze z naszymi. Prezydent Roosvelt w zamian za pomoc Sowietów w konflikcie z Japonią zdecydował o pozostawieniu Polski w radzieckiej strefie wpływów.

– Te relacje nabierają tempa po wybuchu II wojny światowej, a szczególnie wtedy, kiedy Stany Zjednoczone włączają się do konfliktu w 1941 roku. W tym czasie nasze kontakty są dość intensywne, ale trudno powiedzieć, że są dobre. Trzeba pamiętać, że Stany Zjednoczone bardziej dbały w tamtym czasie o dobre relacje ze Związkiem Radzieckim, najbliższym sojusznikiem USA w walce z Niemcami i Japonią. My, jako Polacy, nie możemy być zadowoleni z polityki prezydenta Roosvelta, który na konferencjach pokojowych, szczególnie w Teheranie i Jałcie, zgodził się na tak niekorzystną granicę i na to, że Polska stała się radzieckim obszarem wpływów – przypomniał dr Jan Wiśniewski.

Polska stała się zatem państwem komunistycznym, co było powodem kolejnego ochłodzenia relacji.

– Po II wojnie światowej Stany Zjednoczone zaczęły wspierać polską emigrację. Stosunki z ówczesnym PRL-em były bardzo chłodne. PRL należał do bloku państw komunistycznych, więc był przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych. Ale sympatia ze strony USA dla Polski była widoczna, na przykład podczas wyboru Karola Wojtyły na papieża czy w czasie „Solidarności” – powiedział historyk.

Przełomem w relacjach i podwaliną pod budowę nowego mocnego sojuszu były przemiany ustrojowe w Polsce.

– Od początku przemian politycznych i gospodarczych te relacje układały się bardzo dobrze. USA zaproponowały Polsce pomoc. Bardzo szybko doszło też do wzajemnych wizyt i odwiedzin Polski przez prezydentów USA. Bardzo ważnym momentem było pokazanie Polsce otwartych drzwi do NATO i rozwój Amerykańskiej Koncepcji Partnerstwa dla Pokoju zakładającej rozwój współpracy między NATO a państwami postkomunistycznymi – wskazał.

Dzięki wyjściu z systemu komunistycznego i dążeniu do pełnej demokracji przed Polska otworzyły się także drzwi do NATO.

– Można powiedzieć, że właśnie rozwój Amerykańskiej Koncepcji Partnerstwa dla Pokoju był momentem, w którym realnie rozpoczął się ten sojusz. Po przemianach w 1989 roku Stany Zjednoczone powoli przekonywały się do Polski. Taką datą graniczną może być utworzenie Amerykańskiej Koncepcji Partnerstwa dla Pokoju w 1993 roku – zaznaczył historyk.

– Później bardzo ważną datą było przyjęcie Polski do NATO 12 marca 1999 roku. Wtedy Polska była uważana za jednego z największych sojuszników USA. Współpracowała ze Stanami w promocji praw człowieka, a po zamachu na World Trade Center natychmiast wsparła USA w działaniach z zakresu zwalczania terroryzmu. Zaangażowała się też w operacje wojskowe w Afganistanie i jako jeden z nielicznych krajów europejskich wsparła też USA w Iraku – dodał.

Ważną kwestią była też planowana budowa tarczy antyrakietowej w Polsce. Nie doszła ona do skutku. Podczas kadencji Donalda Trumpa podpisano jednak umowę o budowie Fort Trump.

– Istotnym etapem było zaproponowanie Polsce rozmieszczenia na jej terytorium elementów tarczy antyrakietowej. Polska zainteresowała się tą propozycją z nastawieniem na długotrwałą współpracę. Te plany od początku spotkały się z nieprzychylną reakcją Rosji. Ta propozycja wyszła od rządu George’a Busha. Niestety, zostało to zatrzymane podczas pierwszej kadencji prezydenta Baracka Obamy. Nie chciał on iść w stronę polityki konfrontacji z Rosją. Ta koncepcja doprowadziła do tego, że Stany Zjednoczone wycofały się z tego pomysłu. To zmieniło się podczas jego drugiej kadencji USA ponownie zmieniły politykę ze względu na sytuację w Syrii i współpracę Rosji z Iranem – wskazał.

Sojusz polsko-amerykański to jednak nie tylko współpraca militarna.

– Szczególnie po 2016 roku można odnotować wysoką dynamikę wymiany handlowej. Przekroczyła ona blisko 10 mld dolarów. To był wzrost o blisko 10 proc. Nasze kontakty są dzięki temu lepsze, szczególnie w kontekście zakupu surowców energetycznych – powiedział dr Jan Wiśniewski.

Interesy Polski w USA wzmacnia przekaz Polonii, która jest słyszana i widziana na scenie politycznej w USA.

– Polonia amerykańska zawsze wspierała rząd polski. Tutaj pojawia się jednak nierozwiązana kwestia tych nieszczęsnych wiz. Stany Zjednoczone już od dłuższego czasu, ustami różnych polityków, zapewniają, że zostaną one zniesione, ale do dzisiaj tego nie uczyniły – podkreślił.

Przy wielu okazjach prezydenci Stanów Zjednoczonych mówią o tym, że Polska jest jednym z największych sojuszników Stanów Zjednoczonych. Mówi się tak jednak nie tylko o Polsce.

– To jest język dyplomacji i trzeba się do niego przyzwyczaić. Polska, organizując konferencję w Warszawie, naraziła się Iranowi i jego sojusznikom, ale my uzyskaliśmy coś w zamian; coś, o czym się głośno nie mówi. Myślę, że musimy patrzeć na politykę amerykańską krytycznie. USA uzyskały w naszych oczach bardzo duże uznanie, ale nie wszystko, co robią, jest dla nas korzystne i musimy uważać i rozważać, czy to jest dla państwa polskiego dobre – zaznaczył dr. Jan Wiśniewski.

RIRM

drukuj