fot. facebook.com/wojewodaCzarnek/

Dr hab. P. Czarnek o profanacji obrazu Matki Bożej: Środowisko LGBTQ jest zderzakiem środowisk lewackich usiłujących spacyfikować Kościół

Środowisko LGBTQ jest, można powiedzieć, takim zderzakiem środowisk lewackich usiłujących spacyfikować Kościół. Dzisiaj walka z Kościołem idzie przez tzw. walkę o równość gejów, lesbijek, homoseksualistów w ogóle, transwestytów i dziwaków, czyli queer. Stosuje się tu swoistą argumentację, że równość oznacza również tzw. związki małżeńskie tych homoseksualistów, adopcję przez nich dzieci – wskazał wojewoda lubelski dr hab. Przemysław Czarnek.

Z dr. hab. nauk prawnych Przemysławem Czarnkiem, wojewodą lubelskim, rozmawia Adam Kruczek z „Naszego Dziennika”.

***

Profanacja ikony Matki Boskiej Częstochowskiej, bluźniercze wystąpienie Leszka Jażdżewskiego na Uniwersytecie Warszawskim to najnowsze odsłony coraz ostrzejszego ataku kierowanego na Kościół już od ponad roku. Czy mamy tu do czynienia z polityczną taktyką związaną ze zbliżającymi się wyborami, czy raczej z elementami strategii obliczonej na długofalowe efekty?

– Niestety jest to element strategii obliczonej na długofalowe efekty. Jako taktyka na wybory byłoby to mało groźne, a wręcz śmieszne. Ale to jest strategia, która oparta jest o prześladowanie Kościoła, wyszydzanie chrześcijan, drwienie z wartości chrześcijańskich po to, żeby doprowadzić do wykorzenienia chrześcijaństwa z Polski. Polska jest taką zieloną wyspą na mapie Europy, gdzie chrześcijaństwo jest rzeczywiście głęboko przeżywane przez większość społeczeństwa i w związku z powyższym przekłada się to również na wyniki wyborów. Społeczeństwo, które jest głęboko zakorzenione w chrześcijaństwie i w związku z tym trwa przy prawdzie, jest mniej skore do głosowania na partie lewicowe i lewackie, które wszystko, co związane z chrześcijaństwem, chciałyby zrzucić gdzieś do społecznych piwnic. Dlatego, jak słyszymy pana Jażdżewskiego czy panią Scheuring-Wielgus, to jednoznacznie wynika z ich wypowiedzi, że dążą do tego, żeby kościoły w Polsce były puste czy zamieniły się w muzea, tak jak to się stało na Zachodzie.

Czy polskie prawo pozwala na tego rodzaju akty jak bezczeszczenie przedmiotu kultu czy obrażanie i wyszydzanie ludzi z powodu wyznawanej przez nich wiary?

– Nie. Istnieją przepisy prawa karnego realizowane obecnie przez policję, a konkretnie przepis art. 196 Kodeksu karnego, który stanowi jednoznacznie, że każdy, kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Wszyscy są wobec prawa równi i nikt nie ma prawa bezcześcić symboli religijnych. A założenie Matce Boskiej Częstochowskiej aureoli z tęczą środowisk gejowskich i lesbijskich to po prostu szydzenie z naszej wiary, i na to przepisy prawa karnego nie pozwalają. Dlatego policja na podstawie tych przepisów prawa karnego podjęła odpowiednie działania, natomiast każdy, kto czuje się jeszcze dodatkowo obrażony, może skierować prywatny akt oskarżenia do sądu przeciwko tym, którzy w ten sposób bezczeszczą symbole naszej wiary i symbole chrześcijaństwa.

Jakie sankcje karne grożą za obrażanie uczuć religijnych i obrażanie ludzi ze względu na wyznawaną religię, np. przez porównywanie ich do świń taplających się w błocie, do czego doszło 3 maja na UW?

– To jest to kwestia przede wszystkim prywatnych aktów oskarżenia, które mogą poszczególni kapłani kierować przeciwko panu Jażdżewskiemu, bo to było skierowane wprost do nich. I tutaj sankcje są oczywiście takie, jakich będą żądać w tym prywatnym akcie oskarżenia. To jest najczęściej grzywna i konieczność przeproszenia, ewentualnie także zadośćuczynienie. Nie wykluczałbym jednak także możliwości kierowania takich aktów oskarżenia przez świeckich.

Dlaczego ludzie odpowiedzialni za te ataki czują się i faktycznie są w Polsce bezkarni?

– Dlatego, że w stosunkowo wielu przypadkach, niestety, sądy stoją po ich stronie i nie zauważają, że jest to absolutne wyjście poza granice wolności słowa, poza granice wolności nauki i twórczości artystycznej. Przekroczenie tych granic oznacza po prostu łamanie wolności i praw innych osób, a niekiedy także przestępstwo. Sądy tego często nie dostrzegają. Podobnie jest zresztą z tzw. marszami równości, które powinny być zakazywane przez włodarzy poszczególnych miast, a sądy powinny ten zakaz podtrzymać ze względu na demoralizację na ulicach miasta. Jest taka przesłanka w prawie o zgromadzeniach. Wywoływanie zgorszenia w miejscach publicznych, czyli demoralizacja, jest karane w przepisach prawa karnego, konkretnie jest wykroczeniem, i ze względu na to zgromadzenie może być zakazane. Ale sądy na to nie przystają, bo stoją na gruncie niemal nieograniczonej wolności zgromadzeń. Tyle że wolność ta także ma swoje ograniczenia, tak jak każda wolność, i nie może prowadzić do demoralizacji młodzieży.

Rok temu feministki przeprowadziły pełną nienawiści pikietę pod siedzibą Radia Maryja w Toruniu. W 2017 r. usiłowano tam spalić kukłę o. Tadeusza Rydzyka, lecz toruńska prokuratura nie dopatrzyła się podstaw do zainicjowania postępowania karnego. Choć urzędnicy podlegli wojewodzie kujawsko-pomorskiemu próbowali zapobiec kolejnej prowokacji pod siedzibą Radia Maryja w tym roku, toruński sąd unieważnił ich decyzję. Jak Pan ocenia stan ochrony praw katolików w Polsce? Dlaczego za spalenie kukły Żyda grozi w Polsce więzienie, a kukłę katolickiego księdza można palić bezkarne?

– Dla mnie jest to ewidentny, kolejny dowód na to, że gruntowna reforma wymiaru sprawiedliwości w Polsce jest absolutnie konieczna, tak jak poddanie sędziów jakiejś formie kontroli społecznej. Bo to, co robią niektórzy sędziowie, tak jak sąd, który unieważnił zgodną z prawem decyzję pana wojewody Mikołaja Bogdanowicza, mojego kolegi z Bydgoszczy, to jest po prostu skandal, to jest w moim przekonaniu nieprzestrzeganie przepisów prawa. I to jest powód, dla którego rzeczywiście katolicy i chrześcijanie mogą czuć się zagrożeni w Polsce. Oczywiście w dużo mniejszym zakresie niż na Zachodzie i w innych częściach świata, niemniej jednak takie poszczególne decyzje sądów, które nie respektują prawa powszechnie obowiązującego, mogą budzić nasze obawy i są kolejnym dowodem na to, raz jeszcze powtarzam, że gruntowna reforma wymiaru sprawiedliwości jest konieczna.

Ikonę Jasnogórską sprofanowano za pomocą symboliki środowiska LGBTQ. Jaką rolę odgrywa to środowisko w walce z Kościołem?

– Środowisko LGBTQ jest, można powiedzieć, takim zderzakiem środowisk lewackich usiłujących spacyfikować Kościół. Dzisiaj walka z Kościołem idzie przez tzw. walkę o równość gejów, lesbijek, homoseksualistów w ogóle, transwestytów i dziwaków, czyli queer. Stosuje się tu swoistą argumentację, że równość oznacza również tzw. związki małżeńskie tych homoseksualistów, adopcję przez nich dzieci, wspólne rozliczanie się podatkowe, nie wiem, co tam jeszcze mogą wymyślić. W każdym razie dzisiaj nie walczy się z Kościołem w sposób prosty, tak jak Jażdżewski, bo to jest rzeczywiście prymitywne. Natomiast walczy się za pomocą szczytnych, ale zafałszowanych haseł tolerancji i równości, tak jakby Kościół w Polsce, chrześcijanie w Polsce byli nietolerancyjni i nie przestrzegali zasad równości. Tę równość lewica i lewactwo pojmuje jako prymitywy egalitaryzm – wszyscy są równi bez względu na to, co robią, i nikt nie może być wykluczany z jakiejkolwiek przyczyny. To przepraszam bardzo, z przyczyny tej, że demoralizuje młodzież, też nie może być wykluczany np. z udziału w zgromadzeniach? Nie, nie ma czegoś takiego w naturze. Zła nie można równać z dobrem, i koniec. A tymczasem to środowisko prze dziś jak taran na pierwszej fali walki z Kościołem, ale nie pod tytułem walki z Kościołem, ale pod tytułem tzw. walki o równouprawnienie i tolerancję, do której zasad tak naprawdę się nie stosuje.

Jak Pan ocenia skręt w lewo władz samorządowych wielkich polskich miast? Czy podpisana przez prezydenta Rafała Trzaskowskiego „Deklaracja LGBT+” i zapowiedzi podobnych decyzji przez niektórych lewicowo zorientowanych samorządowców to próba polskiej wersji „długiego marszu przez instytucje” – strategii komunisty Antonio Gramsciego zakładającej wyeliminowanie chrześcijaństwa i przejęcie władzy politycznej przez neomarksistów?

– Oczywiście że tak, bo tak jak Gramsci kiedyś mówił, tak i oni dzisiaj wychodzą z założenia, że aby skutecznie zrewolucjonizować Polskę, wprowadzić tu rewolucję kulturową i seksualną, to trzeba po prostu zacząć od szkół, zacząć od przedszkoli, stąd wprowadzanie ideologii gender, ideologii LGBT do szkół przez lewicowych czy wręcz lewackich prezydentów naszych miast, głównie związanych z Platformą Obywatelską. To jest absolutnie element strategii komunisty Antonia Gramsciego. Z tym trzeba twardo walczyć. Musimy to robić wszyscy – także biskupi naszego Kościoła, Episkopat. Tu nie ma żartów i miejsca na milczenie, obojętność czy jakieś uniki. Mamy mówić „tak, tak, nie, nie, a co inne od złego pochodzi”.

Paweł Rabiej, wiceprezydent Warszawy, naszkicował plan działania środowisk LGBT wspieranych przez polityków totalnej opozycji, zakładający najpierw legalizację związków partnerskich, następnie tzw. małżeństw jednopłciowych, aż do adopcji przez pary homoseksualne dzieci. Do czego finalnie zmierzają te działania? Jak Pan ocenia szanse wprowadzenia tego planu w Polsce?

– Jestem przekonany, że w Polsce ten plan się nie powiedzie. Taktyka tych środowisk jest jednak identyczna z tą, która była realizowana we wszystkich innych częściach świata. Rewolucja kulturowa i seksualna zawsze wchodzi etapowo. Najpierw homoseksualiści stwierdzili: „Nie wstydźmy się, że jesteśmy homoseksualistami”. Następnie w etapie drugim zaczęli krzyczeć: „To wy się wstydźcie, że nas nie rozumiecie i nie traktujecie nas równo z wami, i wytykacie nam nasze zboczenie”. W trzecim etapie zaczęli wychodzić na ulice i za pomocą tych szczytnych haseł równości i tolerancji, a tak naprawdę nierówności i dyskryminacji chrześcijan, zaczęli przekonywać do siebie zwłaszcza młode pokolenia, które często są w naturalny sposób rewolucyjnie nastawione. A czwarty etap takiej rewolucji to już jest wprowadzenie do przepisów prawa karnego – co mamy już w niektórych krajach na świecie – sankcji wymierzonych w tych, którzy poddają krytyce środowiska homoseksualne i rewolucję seksualną.

Czy Pana kazus sądowy to przedsmak panującego już na Zachodzie homoterroru? Lubelski aktywista homoseksualny, który poczuł się urażony Pana opinią na temat marszu równości, wytoczył Panu proces sądowy.

– Nie mam co do tego wątpliwości. Na szczęście w czwartek moja sprawa została umorzona, bo organizator marszu równości zrozumiał, że nie ma szans na zwycięstwo. Odrzuciłem ugodę, którą przedstawił oskarżyciel i w której domagał się stwierdzenia, że mówiłem nieprawdę o homoseksualizmie i LGBT. Przyjął on natomiast, ku mojemu lekkiemu zaskoczeniu, ugodę, którą ja mu podsunąłem. Powtarzam w niej wszystko to, co do tej pory mówiłem: nie było moją intencją obrażanie kogokolwiek, do nikogo personalnie moich słów nie adresowałem, natomiast oddzielam osoby od czynu – osób nie potępiam, a czyny z uwagi na jasne nauczanie Pisma Świętego i Katechizmu Kościoła Katolickiego w żaden sposób nie mogą być zaaprobowane, bo są zboczeniem, jak mówi św. Paweł, bo są sprzeczne z prawem naturalnym, jak pisze Jan Paweł II w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Natomiast wszystkich tych, którzy moje intencje źle odczytali, zostali wprowadzeni w błąd co do moich jednoznacznych intencji, oczywiście zawsze mogę przeprosić, przepraszanie nie jest żadną ujmą. Nie za słowa, tylko za to, że ktoś źle zrozumiał moje intencje, co w żaden sposób nie zmienia mojego absolutnie jednoznacznego, negatywnego stosunku zarówno do całej ideologii LGBT, jak i do tego, co środowiska LGBT robią na ulicach polskich miast. One po prostu demoralizują młodzież.

Wiadomo, jak wiele zależy od właściwego głosowania w nadchodzących wyborach, ale jak katolicy powinni na co dzień reagować na ekspansję środowisk LGBTQ?

– Nie siedzieć z założonymi rękami, tylko walczyć o prawdę, bo przy prawdzie mamy stać. Dotyczy to tak samo świeckich, jak i duchownych, także biskupów, Episkopatu. I jak będą organizowane następne tego rodzaju marsze, to powinniśmy wszyscy wyjść na ulice i modlić się za tych biednych ludzi, a nie odwracać głowę na zasadzie: „Nie zajmujmy się tym, bo to nie jest nasz problem”. Siedzenie w domu z założonymi rękami jest tak naprawdę grzechem, bo bierność w tym wypadku jest akceptacją i afirmacją tego zła, które widzimy na co dzień. Katolicy powinni na bieżąco edukować swoje dzieci, tłumaczyć im, czym jest LGBTQ, czym są zboczenia, czym są dewiacje, czym są wynaturzenia, i jednoznacznie reagować na każdy akt demoralizacji na polskich ulicach.

Dziękuję za rozmowę.

Adam Kruczek/Nasz Dziennik/RIRM

drukuj