fot. pixabay.com

Synod – nadzieje i obawy

Synod. To słowo odmieniane jest ostatnimi czasy przez wszystkie przypadki. Nic w tym dziwnego, bo Synod o synodalności zapoczątkowany niedawno przez papieża Franciszka jest wyjątkowy. Chociaż to nie pierwsze tego typu wydarzenie w historii Kościoła, to jednak różni się ono znacząco od poprzednich. Przede wszystkim dlatego, że będzie mógł w nim wziąć udział każdy ochrzczony. 

Takie podejście, które angażuje świeckich w proces synodalny może rzeczywiście przynieść Kościołowi błogosławione owoce. Nie raz zdarzało się, że wiara przetrwała w trudnych czasach za sprawą świeckich. Również i dzisiaj zdarza się, że to laikat bardziej trzyma się zdrowej doktryny Kościoła aniżeli duchowni i teologowie. Wiara, świadectwo i działalność świeckich mogą niekiedy być iskrą dla całej wspólnoty, a ich pomysły – pomocą w walce z masową sekularyzacją.

Kluczowym apektem pozwalającym na zaangażowanie świeckich w synod jest sensus fidei Ludu Bożego. Najkrócej mówiąc oznacza to nadprzyrodzony zmysł wiary wszystkich wierzących, będący darem Ducha Świętego. Za sprawą sensus fidei Lud Boży posiada wyczucie, czy dane nauczanie lub praktyka jest zgodna z wiarą katolicką. A więc zarazem ów zmysł wiary nie może służyć do wdrażania nowinek lub zmieniania nieomylnego nauczania Kościoła, do czego zapędy widać np.  w Niemczech. Tak sensus fidei nie działa, bo jego zadaniem jest ochrona depozytu wiary.

Synod polega na wysłuchaniu każdego. Siłą rzeczy jednak niektóre z głosów powinno się uwzględniać bardziej, a inne mniej. Synod to nie głosowanie w parlamencie, gdzie każdy głos ma jednakową wagę. To prawda, że każdy powinien móc się wypowiedzieć, nawet człowiek z totalnych obrzeży Kościoła i niekiedy taka oraz podobne opinie mogą wiele wnieść. Jednak najbardziej powinno się słuchać tych, którzy są najbliżej Chrystusa i Kościoła, którzy prowadzą sakramentalne życie etc. Niektórych z kolei nie powinno się w ogóle słuchać. Z jakiej racji należałoby np. uwzględniać opinie ludzi nieznających lub wręcz nienawidzących Kościoła?

Ważne jest to, że synod nie ma uprawnień do zmiany prawd wiary. Jego celem zatem powinno być wysłuchanie głosów wiernych po to, aby bardziej zrozumieć ich problemy, ewentualnie inaczej rozłożyć akcenty, ale nigdy nie może chodzić o dostosowanie doktryny do wymagań świata. W wyścigu na przypodobanie się ludziom Kościół jest z góry skazany na porażkę, bo zawsze świat będzie w stanie zaproponować więcej rozrywki i przyjemności.

Różne wypowiedzi i atmosfera wokół synodu nakazuje jednak także uwzględnić wątpliwości i niepokoje, których przecież nie brakuje. Z jednej strony są to drobnostki takie jak logo synodu, które wydaje się być najdelikatniej mówiąc kontrowersyjne. Z drugiej są to poważne obawy o sam przebieg całego procesu synodalnego. Nie brakuje w Kościele środowisk takich jak większość niemieckich biskupów, którzy pod pretekstem synodu chcieliby w zasadzie stworzyć Kościół na nowo. Niebezpieczeństwo takie zauważa papież Franciszek, który podczas wizyty ad limina przekazał polskim biskupom, że synod biskupów w żadnym razie nie może przypominać niemieckiej drogi synodalnej.

Na podstawie najnowszej historii Kościoła wiadomo, że szczytne idee mogą zostać wykorzystane zupełnie inaczej. Wystarczy wspomnieć Sobór Watykański II, który przez wielu został odczytany jako narodziny nowego Kościoła, a wszystko, co było przed nim, ich zdaniem należałoby odrzucić. Taką hermeneutykę zerwania stanowczo odrzucał przez cały swój pontyfikat papież Benedykt XVI. Oczywiście synod nie ma takiej władzy jak sobór, jednak niektóre środowiska z pewnością będą chciały go wykorzystać jako narzędzie do realizacji własnej, wypaczonej wizji Kościoła.

Nie trzeba jednak sięgać aż do Vaticanum II, wystarczy wspomnieć Synod o Rodzinie sprzed kilku lat. Wtedy otwarta została furtka do udzielania Komunii Św. osobom rozwiedzionym i żyjącym w nowych związkach. Od tego czasu panuje niebywałe zamieszanie na temat tego, czy nauka Kościoła została w tej materii zmieniona. Prośba czterech kardynałów do papieża o rozwianie wątpliwości w tej sprawie do dzisiaj pozostaje bez odpowiedzi. W samym Kościele panuje zamęt – w jednym kraju takie osoby mogą przyjmować Komunię Św., a w innym nie. To pokazuje, jak ważna w dokumentach teologicznych jest precyzja, a tej wówczas zabrakło.

Ks. abp Fulton Sheen dał kiedyś wskazówkę do tego, jak można rozpoznać ciemne czasy w Kościele. Jego zdaniem charakteryzują się one przede wszystkim odchodzeniem od krzyża Chrystusa. Krzyża, a więc tego, czemu współczesny świat najbardziej się sprzeciwia. Jeśli więc na synodzie zostanie utracona ta perspektywa, wówczas niewątpliwie zabraknie dobrych owoców. Należy jednak dać szansę Duchowi Świętemu działać. Miejmy tylko nadzieję, że tym, którzy bardziej słuchają ludzi niż Boga, nie uda się Go zagłuszyć.

Wojciech Grzywacz/radiomaryja.pl

drukuj