Walka Berlina z katolicyzmem. Prof. G. Kucharczyk: Jeżeli zastanawiamy się, skąd wzięły się takie zachowania wobec katolików, to niestety nie jest to nic nowego jak fala XIX-wiecznych antykatolickich kulturkampfów

Kulturkampf i antykatolicka polityka Berlina. W „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam, prof. Grzegorz Kucharczyk, historyk i doradca prezydenta RP, wyjaśniał na czym polega to zjawisko i jak przekłada się ono na obecne czasy. 

Prof. Grzegorz Kucharczyk zwracał uwagę, że kulturkampf, czyli „walka o kulturę” nie zaczęła się od Ottona von Bismarcka, z którym to ten ruch jest kojarzony. Zaczęła się znacznie wcześniej.

– Otto von Bismarck nie wymyślił i nie on był projektodawcą tych idei, które stały za tym, co nazywamy właśnie „Kulturkampfem”, czyli walką państwa pruskiego, Rzeszy Niemieckiej także przeciwko Kościołowi katolickiemu, przeciwko katolicyzmowi też jako pewnej wizji kultury i przeciwko katolikom, ludziom świeckim. Można powiedzieć, że bismarckowski Kulturkampf w tym kontekście to była konsekwencja, a nie przyczyna. […] Ja zaczynam […] od XVIII wieku. Od epoki oświecenia, gdzie rzeczywiście ci niemieccy oświeceniowcy, głównie pochodzenia protestanckiego, traktowali katolików, czy też katolickie części Rzeszy, tej pierwszej Rzeszy, czyli Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego jako coś obcego, jako coś dziwnego, jako coś ekstrawaganckiego. […] Katolickie regiony Niemiec, jawią się jako coś dziwnego. […] Oni relacjonują jakieś dziwne zachowania ludności tubylczej, które mają jakieś swoje rytuały, jakiś szamanów, dziwne obrzędy: dziwne, bo katolickie. […] Te opisy oczywiście są podszyte bardzo mocno pogardą, bo w ten sposób relacjonowano procesje katolickie. […] Ta antykatolicka propaganda, o której tutaj mówiłem w przypadku XVIII wieku, to są właśnie wcześniejsze jeszcze fazy kulturkampfu – zauważa historyk.

Prof. zwracał uwagę, że naród niemiecki ma tendencję do ulegania i tworzenia różnych prądów ideologicznych.

– Jak popatrzymy na historię Niemiec od epoki nowożytnej, właśnie od reformacji, to mamy kolejne fazy rewolucji, które rodzą się w Niemczech czy w krajach niemieckich, bo to jeszcze nie było zjednoczone państwo, ale konsekwencje są daleko idące, daleko wykraczające poza obszar niemieckojęzyczny. Na przykład reformacja protestancka, niemiecka filozofia idealistyczna, czyli Kant i Hegel, marksizm, który też się rodzi w krajach niemieckich, liberalizm w postaci niemieckiej, narodowy socjalizm, który jakby miał straszliwe konsekwencje, nie tylko dla Niemiec. I wreszcie to, co można nawet nazwać rewolucją 1968 roku, czy też niestety to, co się odbija, to co widzimy w Kościele niemieckim, ja to nazywam rewolucją współcześniactwa, to są procesy rewolucyjne, które sięgają konsekwencjami daleko poza obszar niemieckojęzyczny. […] Historycy nazywają to takim ciągiem antykatolickich wojen o kulturę, które przetaczają się przez XIX-wieczną Europę, tak głównie po wiośnie ludów – przypomina historyk.

Jak zaznaczył, proces walki z katolicyzmem był przygotowywany przez dziesięciolecia i obejmował nie tylko politykę, ale także kulturę, edukację i propagandę.

– Wystarczy sobie tylko przypomnieć te chwyty propagandowe, dzisiaj się mówi narracje propagandowe, wymierzone w katolików. Chociażby przy okazji Gietrzwałdu, gdzie pątników zdążających do miejsca objawień w Gietrzwałdzie właśnie starano się odrzeć z godności. W prasie liberalnej niemieckiej pisano, że to są przede wszystkim prości, niewykształceni, starsi, ludzie. Pojawia się figura starszej kobiety. Pytanie, w jakim berecie? To wszystko przecież my znamy. Dobrze to znamy z XX-XXI wieku u nas – dodaje gość „Rozmów niedokończonych”.

Wielokrotnie pojawiał się też proces systemowego wypychania katolików z życia publicznego.

– Ta historia długiego trwania, także gdy chodzi o strategię odzierania katolików z godności, strategię wykluczania w sensie społecznym, to co św. Jan Paweł II nazywał wielokrotnie próbą spychania katolików do jednego wielkiego getta, czyli odseparowania – żyjcie sobie, ale we własnym kręgu. Wy nie macie prawa być społecznością, która oddziałuje w tym przypadku na ogólnoniemiecką kulturę czy politykę. My was ewentualnie będziemy tolerować. To podejście jest naznaczone z jednej strony poczuciem wyższości, bo nasz duch Wittenbergi, jak mówili liberałowie niemieccy w XIX wieku, jest oczywiście wyższy. Oni nawet na poważnie pisali w swojej prasie, mówię o tej prasie liberalnej, XIX-wiecznej, niemieckiej, cytując, że nawet w lokomotywie jest coś z ducha protestanckiego – zauważył prof. Grzegorz Kucharczyk.

Katolicy byli traktowani jako obywatele drugiej kategorii. Z tym mamy do czynienia również dzisiaj.

– Katolik to jest oczywiście „człowiek zacofany”, który z tej racji, że jest katolikiem, to on już strukturalnie jest na niższym poziomie kulturowym niż reszta Niemiec. […] Mówimy teraz o gruncie przygotowywanym, gruncie w umysłach i sercach. Najpierw elit, ale także tych szerokich kręgów niemieckiej opinii publicznej, która tym nasiąkała przez dekady, żeby oni przyzwyczaili się do tego, że państwo bierze sprawy w swoje ręce i tych katolików odsuwa, na przykład usuwa z urzędów. Bo przecież Kulturkampf, ten bismarckowski, to nie tylko są aresztowania biskupów. Znamy to z naszej historii, arcybiskup Mieczysław Halka-Ledóchowski, osadzony w więzieniu, bo trwał w łączności z papieżem, potępił ustawodawstwo kulturkampfowe – przypominał historyk.

Jak zauważono, wypieranie katolików z życia publicznego, umniejszanie im, wiąże się z rosnącą rolą państwa w kontrolowaniu życia społecznego i religijnego.

– Tak, to unieważnianie poprzez naigrywanie się, ośmieszanie, odzieranie z godności, karykaturalne przedstawianie osób duchownych, zwłaszcza w tej propagandzie XIX-wiecznej, liberalnej w Niemczech, ale nie tylko w krajach niemieckich. Na celowniku były zakony katolickie, których domy zakonne przedstawiano jako siedlisko próżności, lenistwa, ciemnych sprawek, zniewolenia, rozwiązłości. To, zwłaszcza ten ostatni aspekt, wiele więcej mówi o autorach niż o stanie faktycznym, bo to raczej by dawali upust swoim niezdrowym fantazjom, tak to mówmy najogólniej – dodał.

Gość „Rozmów niedokończonych” zwrócił również uwagę, że stosowane dziś metody wobec katolików, często przypominają te znane z XIX-wiecznego kulturkampfu.

– Jeżeli zastanawiamy się, skąd wzięły się takie zachowania, które całkiem niedawno obserwowaliśmy, niestety, także na ulicach naszych miast, tak zwane czarne marsze, napaści na ludzi modlących się, to przecież jeszcze pamiętamy to. Ale to nie jest nic nowego niestety, bo właśnie ta cała fala XIX-wiecznych antykatolickich kulturkampfów, także ten w wydaniu prusko-niemieckim, to było przygotowanie tego, że my mówimy o tolerancji, my mówimy o rozdziale Kościoła od państwa, ale jeżeli katolicy korzystają z tej tolerancji i rozbudowują na przykład swoje stowarzyszenia, tworzą nowe domy zakonne, a nie, no to wtedy już wolność ma swoje granice – zauważa.

Bismarckowskie działania spotykały się ze sprzeciwem i oporem katolików – przypomina historyk.

– Polegało to najkrócej mówiąc na tym, że papież – w tym przypadku jeden z wielkich papieży, błogosławiony Pius IX – zdecydowanie ostro, na zasadzie ewangelicznej rady; tak, tak, nie, nie – odrzucił i potępił ustawodawstwo kulturkampfowe.  I teraz była pełna zgodność między papieżem, jedność między papieżem a biskupami na terytorium Rzeszy Niemieckiej i była jedność i zgodność między biskupami a wiernymi. Czyli była ta ciągłość w jedności i w tym wzajemnym porozumieniu na linii papież – biskup – wierny. Ta struktura hierarchiczna Kościoła po prostu wtedy funkcjonowała i to była tajemnica sukcesu, w tym sensie, że opór Kościoła, rozumianego nie tylko hierarchicznie, ale jako ludzi na serio wierzących w Chrystusa, był skuteczny. Była ta jedność zachowana – dodał.

Dziś – jak zauważył – ta jedność nie do końca jest zauważana.

– Porównajmy to, co się dzieje na przykład w naszych czasach, w trzeciej dekadzie XXI wieku, gdzie słyszymy wypowiedzi, jak ważni hierarchowie niemieccy mówią: my nie jesteśmy filią Watykanu. Czyli tak nie do końca my z Rzymem, bo musimy brać pod uwagę potrzeby współczesnego człowieka. A potem wierni świeccy też idą swoją drogą, bo uważają, że wzorem swoich pasterzy, że można w „reformować” dekalog i doktrynę katolicką. To jest recepta na klęskę. Trzeba patrzeć na historię – przypomina gość „Rozmów niedokończonych”.

radiomaryja.pl

drukuj