fot. pixabay.com

[Jestem w Kościele] Kościół to nie sala koncertowa!

Ostatnio głośno było o koncercie muzyki żydowskiego kompozytora, który miał się dziś odbyć w kościele farnym we Wrześni. Miał, bo ostatecznie został odwołany za sprawą m.in. europosła Grzegorza Brauna. Powodem kontrowersji był fakt, że muzyka żydowska miała rozbrzmiewać właśnie w świątyni katolickiej, a w planach było wykonanie np. pieśni chanukowej po niemiecku przez chóry dziecięce z Wrześni. Oczywiście to natychmiast ściągnęło dyżurnych tropicieli antysemityzmu, ale skoro już temat żyje, to z tej okazji warto spojrzeć na problem szerzej – czy kościół jest właściwym miejscem do organizowania jakichkolwiek koncertów? Przecież całej afery by w ogóle nie było, gdyby świątynie były wykorzystywane zgodnie ze swoim przeznaczeniem.

Wbrew twierdzeniom Tomasza Terlikowskiego to, że źródła Mszy Świętej są żydowskie, a Jezus, Maryja (uparcie nazywana przez Terlikowskiego Miriam) i apostołowie byli Żydami nie ma tu żadnego znaczenia. Kościół jest miejscem modlitwy i kultu KATOLICKIEGO, a nie judaistycznego. Czy w synagogach są organizowane koncerty muzyki chrześcijańskiej? Nie sądzę. Szacunek do Żydów nie oznacza, że mamy przyklaskiwać każdej katolicko-żydowskiej inicjatywie.

Obecne przepisy kościelne pozwalają na organizację koncertów muzyki sakralnej w kościołach. Naturalnie chodzi o muzykę katolicką, tak więc nie powinno ulegać żadnej wątpliwości, że wspomniany koncert muzyki żydowskiej się pod tę definicję nie łapie, podobnie jeśli chodziłoby o muzykę islamską, buddyjską czy jakąkolwiek inną, choć tzw. ekumeniści i dialogiści religijni zapewne pochwalaliby takie inicjatywy. Powszechne jest również organizowanie koncertów różnej maści muzyki rozrywkowej, choć dokumenty Kościoła mówią jasno, że nie można tego czynić, nawet jeśli chodzi o muzykę o wysokich walorach artystycznych. Jeszcze innym nadużyciem, które można często dostrzec, jest występowanie artystów w prezbiterium, a także wykorzystywanie podczas koncertów np. ambony czy miejsca przewodniczenia. Niekiedy to, co się dzieje podczas takich imprez woła o pomstę do nieba.

Tak więc z jednej strony mamy martwy przepis zabraniający użyczania kościołów na potrzeby muzyki świeckiej, z drugiej zaś przyzwolenie na organizację w nich koncertów religijnych. Czy wobec tego zasadne nie byłoby zakazanie organizacji wszelkiego rodzaju koncertów w świątyniach katolickich? Taką stawiam tezę, wszakże dokument Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów pt. O koncertach w kościołach stanowi, że „są to miejsca święte, przeznaczone wyłącznie i na stałe, od momentu ich konsekracji lub poświęcenia, do sprawowania kultu Bożego”. Wydarzenia artystyczne można przecież z powodzeniem organizować poza świątyniami. Takie też było jeszcze kilkadziesiąt lat temu stanowisko Kościoła. „Miejscem właściwym dla wykonywania muzyki religijnej są sale koncertowe, albo przeznaczone na widowiska i zebrania, a nie kościoły poświęcone czci Bożej” – czytamy w Instrukcji Świętej Kongregacji Obrzędów z 1958 r. pt. O muzyce sakralnej i liturgii.

Jeśli jednak ktoś uważa, że to zbyt stanowcze postawienie sprawy, to uspokajam, że dokument ten w szczególnych przypadkach dawał biskupowi diecezjalnemu prawo do wydania pozwolenia na organizację koncertu (oczywiście muzyki religijnej) w świątyni, jeśli w pobliżu nie ma sali koncertowej lub innej odpowiedniej i uważa się, że koncert przyniesie wiernym duchową korzyść. W czasach postępującego zeświecczenia i utraty poczucia sacrum nawet wśród samych wiernych taki krok jest w moim przekonaniu uzasadniony.

Wojciech Grzywacz

drukuj