Diakonat kobiet – czy to możliwe?
„Patriarchat Aleksandrii wznawia starożytny diakonat kobiet” – głosiły ostatnio nagłówki mediów (także katolickich) w związku ze święceniami diakonisy Angelic Molen w tej prawosławnej wspólnocie. Tę informację z radością przyjęły środowiska, które forsują wprowadzenie podobnego rozwiązania w Kościele katolickim. Część zapewnia, że chodzi im tylko o diakonat i na tym koniec, natomiast dla innych byłby to zaledwie kolejny krok w walce o dopuszczenie kobiet do kapłaństwa, w myśl sprawdzonej taktyki salami.
Faktem jest, że w Piśmie Świętym jest wzmianka na temat kobiet – diakonów, jednak na podstawie znanych nam faktów najprawdopodobniej nie można mówić w tym przypadku o sakramencie święceń. Do zadań diakonis należało m.in. udzielanie Chrztu innym kobietom, czego nie wypadało czynić mężczyznom z uwagi na nagość ciała chrzczonych. Kluczowe było również spełnianie przez nie posługi charytatywnej. Pamiętajmy, że w czasach, kiedy powstało i rozwijało się chrześcijaństwo, kobiety-kapłanki w innych religiach nie były niczym nadzwyczajnym, dlatego wydaje się, że brak sakramentalnej posługi kobiet w Kościele nie jest wynikiem przypadku albo braku jakichś dowodów historycznych, ale celowym zamysłem.
Niekiedy ironicznie mówi się, że niektórzy teolodzy są w stanie uzasadnić niemal wszystko. Modelowy przykład stanowi tu pamiętna deklaracja „Fiducia supplicans”, w której dokonując istnej akrobatyki teologicznej usiłowano „przepchnąć” błogosławieństwa par homoseksualnych i nieregularnych. Podobnie dzisiaj niektórzy argumentują, że nie ma dogmatycznych przesłanek, które uniemożliwiałyby wprowadzenie diakonatu dla płci żeńskiej, a nieprzekraczalną granicą są święcenia kapłańskie. Oczywisty jest jednak fakt, że postulaty dotyczące otwarcia diakonatu dla kobiet są jedynie preludium do dalszej walki o pełne „sakramentalne równouprawnienie”, tak aby kobiety mogły być również „prezbiterkami” i „biskupkami” (a skoro tak, to kto wie, może i „papieżycami”?). Niektórzy mówią otwarcie, że za tymi dążeniami stoją argumenty feministyczne, a jeśli Magisterium Kościoła na to nie pozwala, to – parafrazując klasyka – tym gorzej dla Magisterium.
W moim przekonaniu wprowadzenie diakonatu kobiet w rozumieniu sakramentalnym, choć niemające umocowania na gruncie Tradycji i Pisma Świętego oraz niepoparte wystarczającymi dowodami historycznymi, nie jest niestety wykluczone. Obecny pontyfikat przyzwyczaił nas do tego, że zawsze znajdzie się jakaś okrężna droga do wprowadzenia kontrowersyjnych rozwiązań (najdelikatniej mówiąc). Świadczą o tym chociażby słowa najbliższych współpracowników Papieża, m.in. sekretarza generalnego Synodu o synodalności, ks. kard. Mario Grecha, który stwierdził, że diakonat kobiet „jest naturalnym pogłębieniem woli Pana”. Niepokojącym sygnałem była również wypowiedź jednej z sióstr zakonnych domagających się realizacji tego postulatu, która uczestniczyła w obradach Rady Kardynałów. Stwierdziła ona, że Ojciec Święty jest zwolennikiem wprowadzenia diakonatu kobiet. Aby być uczciwym trzeba jednak przypomnieć, że w 2019 r. Franciszek wypowiedział następujące słowa: „Nie można ustanawiać posługi sakramentalnej dla kobiet, jeśli nie chciał tego Pan Jezus. W tym momencie wiadomo jedynie, że ustanowienie tak zwanych diakonis nie miało charakteru sakramentalnego”.
Jednocześnie musimy pamiętać, że na przekór „czcigodnej tradycji” (jak to ujął św. Paweł VI) Papież Franciszek zdecydował o udostępnieniu posług lektoratu i akolitatu wszystkim ochrzczonym niezależnie od płci, co wbrew twierdzeniom entuzjastów tych zmian było wielkim wyłomem w rzeczywistości kościelnej, gdyż kobiety nigdy nie sprawowały czynności kultycznych w Kościele. Tak więc istnieje uzasadniona obawa, że nawet mimo swoich sceptycznych wypowiedzi nt. diakonatu kobiet, Ojciec Święty Franciszek zdecyduje się dokonać tej rewolucji.
Wojciech Grzywacz


