fot. PAP/ Jerzy Ochoński

[FELIETON] Kult Bożego Miłosierdzia – zdany „test Gamaliela”

Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie sytuację, kiedy modlitwa Koronką albo lektura „Dzienniczka” św. Faustyny jest zabroniona? Pewnie nie, bo to dziś dla nas oczywiste formy religijności. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że droga do oficjalnego uznania przez Kościół kultu Bożego Miłosierdzia była długa i wyboista. Nie tylko chodzi o samą św. Faustynę, która za życia była przez wielu uważana za chorą psychicznie lub nawet opętaną, a jeszcze inni twierdzili, że jest oszustką. Nie wierzyły jej nawet siostry ze zgromadzenia. Po jej śmierci trudności się nie zakończyły i trzeba było jeszcze wiele cierpliwości, aby doszło do potwierdzenia przez Kościół orędzia Jezusa skierowanego do tej prostej zakonnicy.

Zanim tak się stało, był taki czas, kiedy kult Bożego Miłosierdzia był zakazany. W 1959 r. Święte Oficjum (czyli dzisiejsza Kongregacja Nauki Wiary) wydało dekret, w którym zabroniono propagowania obrazów i pism przedstawiających kult Miłosierdzia Bożego w formie przekazanej przez siostrę Faustynę. Watykan powierzył również roztropności biskupów usunięcie tych obrazów Jezusa Miłosiernego, które już się pojawiły w kościołach.

To orzeczenie obowiązywało przez blisko 20 lat. Młyny kościelne mielą wszakże powoli. Jednak jak widać z perspektywy czasu, decyzja ta wpłynęła pozytywnie na kształt kultu Bożego Miłosierdzia, który przez ten czas dojrzał. Jak wyjaśniła Kongregacja Nauki Wiary w dokumencie odwołującym swoją notyfikację z 1959 r., w czasie wydania tych zakazów nie były znane wszystkie oryginalne dokumenty. Ponadto brakowało również jednoznacznego stanowiska polskiego episkopatu w tej sprawie. Stąd taka, a nie inna była decyzja Świętego Oficjum, która wtedy mogła jawić się jako niseprawiedliwa. Kościół bowiem doskonale rozumie, że trudno o coś gorszego w takich sprawach niż pochopność.

No dobrze, ale o co chodzi z tym Gamalielem z tytułu? Otóż był to faryzeusz, który zapisał się na łamach Dziejów Apostolskich jako ten, który wybronił apostołów sądzonych przez Sanhedryn. Powiedział wówczas do swoich towarzyszy: „Odstąpcie od tych ludzi i puśćcie ich! Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem”. To właśnie dlatego kult Bożego Miłosierdzia przetrwał próbę czasu i wszystkie przeciwności, bo pochodzi od samego Boga – zdał owy „test Gamaliela”. Dlatego też nie musimy się obawiać, kiedy jakaś słuszna sprawa jest dziś w Kościele ignorowana, pomijana czy nawet zwalczana. Pan Bóg w tylko sobie znany sposób to prędzej czy później wyprostuje. I z drugiej strony – kiedy patrzymy z obawą na różnego rodzaju błędne nauki czy praktyki, które przecież nie raz pojawiały się, pojawiają i niewątpliwie będą się pojawiać w Kościele, możemy mieć pewność, że przeminą lub upadną.

Sprawa kultu Bożego Miłosierdzia to tylko jeden z wielu przykładów objawiającego się w taki sposób działania Opatrzności. Wspomnieć można choćby życie św. o. Pio, który doświadczył wiele cierpienia od swoich zwierzchników i współbraci. Nieufny był wobec niego nawet papież Jan XXIII. Wszystko jednak znosił z pokorą, zaufaniem Bogu i posłuszeństwem wobec Kościoła, który wyniósł go potem na ołtarze. Tych samych postaw nie zabrakło również u św. Faustyny, a potem wśród czcicieli Bożego Miłosierdzia. Mogli przecież obrazić się na Kościół, jak to jest dziś modne, dokonać apostazji i stworzyć jakiś własny związek wyznaniowy. Nie zrobili jednak tego i doczekali się w końcu sprawiedliwości.

Podobnie można przytoczyć przykład z drugiej strony. Jedną z najpopularniejszych herezji w Kościele był arianizm, wedle którego Chrystus nie jest równy Bogu Ojcu, tylko przez Niego stworzony, co oznaczało odrzucenie dogmatu o Trójcy Świętej. W pewnym momencie, już po potępieniu arianizmu przez Sobór Nicejski, herezja ta była rozpowszechniona tak bardzo, że uznawała ją większość biskupów. Jako arianin zmarł także cesarz Konstantyn – ten sam, który wcześniej zwołał sobór i wygnał Ariusza. I chociaż wszystko wskazywało na to, że herezja ta zostanie oficjalnie przyjęta przez Kościół, Bóg nie dopuścił do tego, m.in. poprzez postawę takich ludzi jak św. Atanazy. Historia potwierdza więc, że tego, co pochodzi od Boga, żadną ludzką siłą nie da się zniszczyć, natomiast to, co ma ludzkie pochodzenie, Bóg może zdmuchnąć niczym świeczkę.

Wojciech Grzywacz/radiomaryja.pl

drukuj
Tagi: ,

Drogi Czytelniku naszego portalu,
każdego dnia – specjalnie dla Ciebie – publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła i naszej Ojczyzny. Odważnie stajemy w obronie naszej wiary i nauki Kościoła. Jednak bez Twojej pomocy kontynuacja naszej misji będzie coraz trudniejsza. Dlatego prosimy Cię o pomoc.
Od pewnego czasu istnieje możliwość przekazywania online darów serca na Radio Maryja i Tv Trwam – za pomocą kart kredytowych, debetowych i innych elektronicznych form płatniczych. Prosimy o Twoje wsparcie
Redakcja portalu radiomaryja.pl