Św. s. Faustyna – apostołka Bożego Miłosierdzia
Prosta, niewykształcona dziewczyna stała się apostołką Bożego Miłosierdzia. Przypomniała światu, że miłosierdzie Boga jest dla każdego. Dziś Święto Bożego Miłosierdzia; święto, którego zapragnął sam Jezus. I to On sam wybrał sobie narzędzia w wyjątkowej historii, jaką zaplanował.
Św. siostra Faustyna pochodziła z ubogiej rodziny. Nie była wykształcona. Ukończyła tylko trzy klasy.
– Zwykle tak jest, że Pan Bóg do wielkich rzeczy wybiera bardzo proste narzędzia – mówi s. Elżbieta Siepak ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia.
Chcąc wstąpić do klasztoru, Faustyna musiała uzbierać pieniądze na posag. Pracowała jako pomoc domowa. I właśnie tę prostą dziewczynę Pan Jezus wybrał na apostołkę Bożego Miłosierdzia – podkreśla ks. prof. Jan Machniak.
– Bóg powierzył jej misję przypomnienia światu, że Bóg jest Ojcem Miłosierdzia – wskazuje ks. prof. Jan Machniak.
Przychodził do niej sam Jezus. I w tej misji nie pozostawił jej samej. W Wilnie św. Faustyna poznała ks. Michała Sopoćkę – tłumaczy historyk Piotr Boroń.
– Który poradził jej notowanie przeżyć, objawień. W ten sposób powstał dzienniczek – przypomina Piotr Boroń.
To w dzienniczku św. Faustyna spisywała wszystkie słowa Pana Jezusa. Przekazała światu wyjątkowe przesłanie.
– Bóg miłosierny jest dla każdego człowieka – przypomina ks. prof. Jan Machniak.
Św. Faustyna sama poznała miłość Boga.
– Nie można zaufać Bogu, jeśli się Go nie pozna jako Tego, który kocha miłością nieskończoną – podkreśla s. Elżbieta Siepak.
Tej historii nie napisała sama Faustyna, nie napisał jej też ks. Sopoćko. Bez Boga ta historia nie miała prawa się wydarzyć. Iskra zapaliła cały świat.
– Widzimy, że nic tak naprawdę nie jest potrzebne człowiekowi, jak miłosierna miłość Boga, bo w niej mamy trwałe oparcie, bo w niej jest nadzieja – wyjaśnia s. Elżbieta Siepak.
Na prośbę Jezusa Faustyna namalowała obraz. Na prośbę Jezusa modliła się koronką za umierających. I tak, jak mówił jej sam Jezus, ratowała dusze poprzez modlitwę i cierpienie. Jej życie stało się dowodem na to, że miłość Boga nie zawodzi nikogo.
– Jest takim znakiem, dowodem na to, że Bóg jest, że nigdy nie opuścił człowieka, nie zostawił go – wskazuje ks. prof. Jan Machniak.
Faustyna przeżyła 33 lata, ale jej misję kontynuował ks. Michał Sopoćko – już w Białymstoku. Pozostało po nim niewiele: sutanna, dziurawe prześcieradło. Wszystko, co miał, rozdał ubogim. W 1958 roku Stolica Apostolska zabroniła szerzyć kult św. Faustyny. Ks. Sopoćko umierał wtedy, gdy ten zakaz nie był jeszcze zdjęty.
– Umierał ufny w Boże Miłosierdzie, że to wszystko, czemu oddał życie, że zobaczy światło dzienne – zaznacza s. Dominika Steć ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego.
To, co najważniejsze, ks. Sopoćko zostawił na piśmie. Do końca zabiegał o Święto Miłosierdzia.
– W Białymstoku powstało bardzo wiele maszynopisów dotyczących potrzeby tego Święta – dodaje s. Dominika Steć.
Ostatnim, który doprowadził tę sztafetę do końca, był św. Jan Paweł II.
– W 1978 roku to on wystarał się o przywrócenie zgody Rzymu na to, aby rozwijał się kult św. Faustyny – zwraca uwagę Piotr Boroń.
– To jest duchowy testament Jana Pawła II – zawierzyć siebie Bożemu Miłosierdziu – wskazuje ks. prof. Jan Machniak.
W Łagiewnikach, pod koniec swojego pontyfikatu, św. Jan Paweł II zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu. To z tego miejsca płynie przesłanie, że nie spocznie ludzkość, dopóki nie zwróci się do Bożego Miłosierdzia.
TV Trwam News




