Poruszył świat, a my byliśmy tego świadkami

Z Marią Mazan, absolwentką malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, oraz jej mężem dr. Andrzejem Mazanem, wykładowcą w Instytutucie Studiów nad Rodziną na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rodzicami ośmiorga dzieci: Teresy (31), Adama (30), Natalii (28), Kazika (27), Marysi (23), Janka (21), Dominika (15) i Zosi (12) – rozmawia Justyna Wiszniewska

W jakich okolicznościach zaczęła się Państwa przygoda z Ojcem Świętym Janem Pawłem II?
Maria Mazan: – Poznaliśmy się podczas studiów w Krakowie. Oboje uczęszczaliśmy do „Beczki” do dominikanów. Będąc narzeczonymi, spotkaliśmy się z ks. kard. Karolem Wojtyłą w lutym 1977 r. na opłatku studenckim w kapitularzu dominikanów. Przedstawiliśmy się podchodzącemu kolejno do każdego ze studentów kardynałowi. Karol Wojtyła przygarnął nas, uczynił nad nami znak krzyża, pobłogosławił i powiedział coś, co zupełnie mnie zdumiało i czego wtedy jeszcze nie mogłam zrozumieć: „Pracujcie z rodzinami!”. Byliśmy wtedy dopiero kształtującymi się młodymi ludźmi, którzy zadeklarowali, że chcieliby zostać małżeństwem. To było niesamowite doświadczenie.
Andrzej Mazan: – Dla mnie było to spotkanie z kimś niezwykle ciepłym i bliskim. To specyficzne oddziaływanie Karola Wojtyły na innych, ta Jego serdeczność miały dużo głębszy wymiar niż nawet bliska serdeczność rodzinna. Od Karola Wojtyły płynęło coś wyjątkowego.

Czy rzeczywiście to wskazanie późniejszego Papieża Jana Pawła II zrealizowało się w Państwa życiu?
M.M.: – Przede wszystkim sami staraliśmy się być dobrą rodziną, a związany był z tym ogrom pracy. Przez cały czas przebywaliśmy w duchowym oddziaływaniu Karola Wojtyły, czuliśmy się przez Niego posłani. Kiedy nasza najstarsza córka miała 8 miesięcy, 16 października 1978 r. Karol Wojtyła został Papieżem. Było to dla nas ogromną radością.
A.M.: – Do tej pory pamiętam, jak następnego dnia poszedłem ze łzami w oczach do kościoła podziękować za tę łaskę. Miałem wrażenie, jakby się dokonało jakieś wielkie poruszenie świata i że dotknęła nas łaska uczestniczenia w tym poruszeniu. Oczywiście wtedy jeszcze nie zdawaliśmy sobie w pełni sprawy z konsekwencji tego wydarzenia.
M.M.: – W 1981 roku przeprowadziliśmy się do Łomianek pod Warszawą. Rodzina szybko się powiększała i dziś mamy ośmioro dzieci. I mimo że potem nigdy już nie widzieliśmy się bezpośrednio z Janem Pawłem II, nie czuliśmy się od Niego oddzieleni, cały czas byliśmy w nurcie Jego nauczania, w orbicie tego, czego Ojciec Święty od nas oczekiwał. Uczestniczyliśmy fizycznie i duchowo we wszystkich pielgrzymkach papieskich do Polski, nawet gdy dzieci były jeszcze zbyt małe, by zrozumieć słowa Papieża. Ilekroć uczestniczyliśmy w Eucharystii z Ojcem Świętym, stojąc te 200-400 m od niego, zawsze nawiązywała się bezpośrednia łączność osobowa, pomimo fizycznego oddalenia. Myślę, że to jest kolejny ewenement związany z Papieżem Janem Pawłem II.
A.M.: – Rzeczywiście z perspektywy czasu okazało się, że zaangażowaliśmy się w pracę z rodzinami. Ja wykładam w Instytucie Studiów nad Rodziną na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, razem z żoną prowadzimy kursy przedmałżeńskie, już od 15 lat uczestniczymy w duszpasterstwie rodzin we Wspólnocie Świętej Rodziny w Łomiankach. Jestem również dyrektorem łomiankowskiego liceum im. Karola Wojtyły – patrona wybrała młodzież razem z nauczycielami. Uważaliśmy, że życie rodzinne wymaga obecności mamy w domu, jej poświęcenia i ofiary. Z tego powodu moja żona nigdy nie podjęła pracy zawodowej. Dzięki temu stała się sercem naszej rodziny i naszego domu. Nigdy nie dążyliśmy do nadmiaru dóbr materialnych, żyjemy dość skromnie, lecz w obfitości korzystaliśmy z daru słowa Jana Pawła II. Można powiedzieć, że On nas niejako prześwietlił i przemienił tymi treściami, zarówno naszą umysłowość, jak i nasze uczucia czy nasze postępowanie. Nawet trudno sobie wyobrazić, co by było z nami, gdyby Jego nie było. Ile On nam dodał wartości, ile On nam dodał blasku, ile On nam dodał godności, wytrwałości, cierpliwości w tych wszystkich dobrych rzeczach, które dzięki Jego obecności, dzięki Jego wsparciu się zrealizowały. Za łaskę poczytuję sobie możliwość pracy ze studentami w oparciu o teksty Jana Pawła II dotyczące rodziny.

Na co szczególnie zwróciłby Pan uwagę w nauczaniu Ojca Świętego dotyczącym rodziny, co miało znaczenie dla Państwa i mobilizowało do tego, aby o tym mówić innym?
A.M.: – Ojciec Święty mówił o źródłach miłości małżeńskiej: duchowych i cielesnych. Bóg tak stworzył człowieka, aby on realizował swoją miłość do Niego poprzez miłość małżeńską. Człowiek stworzony do miłości małżeńskiej, wiernej, oblubieńczej, wyraża ją poprzez ciało, które nabiera w tym kontekście ogromnej wartości miłościotwórczej i osobotwórczej. Myślę, że to jest najcenniejsze przesłanie Jana Pawła II, który dowartościował i podkreślił wartość ciała kobiety i mężczyzny w tym – można powiedzieć – kompletnie zbrukanym, manichejskim świecie, który oddziela ciało od człowieczeństwa, od osoby i twierdzi, że nie ma ono takiej wartości w formowaniu się osoby. Właściwie rozumiana rodzina jest podstawą właściwie realizowanego życia społecznego. Rodzina oparta na zamyśle Bożym, na tym, co Bóg wlał w naturę człowieka, jest najlepszą realizacją życia społecznego, daje najgłębsze perspektywy i przysparza najwięcej dobra. W filmie o Janie Pawle II „Człowiek, który został papieżem”, zawarta jest myśl, że jeżeli nie sprzeciwimy się złu, to ono się odrodzi. I nie chodzi o to, iż odrodzi się jako nazizm, ale w innej postaci, jako zło, które znowu zawładnie człowiekiem. I myślę, że przesłanie Jana Pawła II mówi nam o tym, żebyśmy w każdej chwili swojego życia budowali dobro po to, żeby nie było miejsca dla zła, zwłaszcza w życiu małżeńskim, w życiu rodzinnym, społecznym. Najgłębszą odpowiedzią na to, by zło nie mogło nami zawładnąć, jest nasza wierność wobec zamiarów Pana Boga i spełnianie tych zamiarów w życiu małżeńskim i rodzinnym.

Jak na co dzień obecny jest Jan Paweł II w Państwa rodzinie?
M.M.: – Na jednej ze ścian w naszym domu wiszą zdjęcia ślubne naszych dzieci: Adam i Kazik są już żonaci, a Marysia zaręczyła się. Również na tej właśnie ścianie wisi zdjęcie promiennie uśmiechniętego ks. kard. Karola Wojtyły w sutannie. On patronuje temu miejscu poświęconemu małżonkom i narzeczonym. Nie wstydzę się powiedzieć, że traktujemy Go jako członka naszej rodziny, który oręduje za nami w niebie, który pomaga tym młodym odnajdywać właściwy kształt małżeństwa.

Dziękuję za rozmowę.
drukuj