Pielgrzymki pod specjalnym nadzorem

Nie ulega wątpliwości, iż w odróżnieniu od Narodu, który z największą
radością oczekiwał każdej papieskiej pielgrzymki do Ojczyzny, dla władz PRL Jan
Paweł II był niechcianym i kłopotliwym gościem. Jego wizyty najchętniej odłożono
by ad calendas graecas.

Przywódcy PRL przyjmowali Ojca Świętego, gdyż po prostu nie mieli innego wyboru.
Jak bowiem tłumaczył się sowieckim towarzyszom, przed pierwszą pielgrzymką
papieską do Ojczyzny w 1979 r. I sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej
Zjednoczonej Partii Robotniczej Edward Gierek: "Z prawnego punktu widzenia każdy
obywatel ma prawo przyjazdu do swojego kraju. Odmowa mogłaby tworzyć napięcia
społeczne". Notabene o tym, jak się obawiano papieskich pielgrzymek, najlepiej
chyba świadczą słowa wypowiedziane przed kolejną wizytą Jana Pawła II (w 1983
r.) przez roztrzęsionego ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka do
towarzyszy kagiebistów: "Możemy obecnie jedynie marzyć, żeby Bóg powołał go jak
najszybciej na swoje łono". Na szczęście Ojciec Święty nie tylko doczekał
kolejnej pielgrzymki, ale również następnych w wolnej już Polsce.

Propaganda pełną parą

Skoro papieskich wizyt nie można było uniknąć, to zatem należało się do nich
odpowiednio przygotować. I nie chodziło wcale o godne powitanie głowy Kościoła
katolickiego i państwa watykańskiego. Głównym celem władz PRL było z jednej
strony dążenie do maksymalnego ograniczenia przewidywanych negatywnych –
oczywiście dla komunistów – skutków pielgrzymek Jana Pawła II do Ojczyzny, z
drugiej zaś do ich maksymalnego zdyskontowania propagandowego. W razie potrzeby
nie wahano się nawet, jak podczas drugiej papieskiej wizyty w Polsce, oskarżyć
Jana Pawła II o wzywanie do buntu i wojny domowej oraz zagrozić rzeczą
bezprecedensową w przypadku wizyt międzypaństwowych, czyli zmianą jej programu.
Działania propagandowe "dla neutralizacji negatywnego wpływu pielgrzymki"
rozpoczynano już kilka miesięcy przed przyjazdem Jana Pawła II do Ojczyzny:
aktywowi partyjnemu zalecano "studzenie nastrojów", starannie rozplanowywano
transmisje radiowe i telewizyjne oraz poszczególne publikacje prasowe (włącznie
z określeniem daty ich ukazania się). Na przykład w Krakowie w maju 1979 r. w
ramach przygotowań do pielgrzymki wyświetlono film, a właściwie paszkwil
antykościelny zatytułowany "Zmory". W tym samym czasie krakowska cenzura nie
zezwoliła na druk plakatu dotyczącego planowanej wizyty Jana Pawła II.
Oczywiście główną rolę w przygotowaniach odgrywało Ministerstwo Spraw
Wewnętrznych, a szczególnie "tarcza i miecz" partii, czyli Służba
Bezpieczeństwa. Kolejnym operacjom resortu spraw wewnętrznych związanym z
papieskimi pielgrzymkami nadawano kryptonimy: "Lato-79", "Zorza I" (1983 r.) i
"Zorza II" (1987 r.). Działania bezpieki (wspieranej przez milicję, ale też
wojsko, np. Wojskową Służbę Wewnętrzną) rozpoczynano wiele miesięcy przed
przyjazdem Jana Pawła II do Polski. Na przykład, plan "Zorzy II" był gotowy już
na przełomie 1986 i 1987 roku. W ich ramach Departamenty I (wywiad) i IV
("kościelny") MSW próbowały poznać plany i zamierzenia Watykanu związane z
pielgrzymkami Jana Pawła II. Nasilano również rozpoznanie środowisk
wewnętrznych, zwłaszcza "elementów antysocjalistycznych" (jak nazywano
peerelowską opozycję) oraz "kierowniczych kręgów Kościoła katolickiego". Wobec
obu tych środowisk podejmowano tzw. działania neutralizujące i dezintegracyjne
oraz "stymulujące postępowania korzystne z punktu widzenia interesów kraju".
Notabene przed pierwszą papieską pielgrzymką, w kwietniu i maju 1979 r., Służba
Bezpieczeństwa odnotowała i przeanalizowała 829 kazań biskupów.
Starannie kontrolowano też, co się dzieje w zakładach pracy, na uczelniach i w
szkołach, a także w środowiskach naukowych i artystycznych. Osobną kwestią było
zwalczanie nielegalnej produkcji i handlu dewocjonaliami, np. w 1979 r.
zatrzymano w Krakowie grupę pracowników zakładów "Polam", którzy z państwowego
stopu srebra produkowali medaliony z wizerunkiem Papieża.

Agenci w akcji

Nie trzeba dodawać, że bardzo pomocna w tych działaniach okazywała się agentura,
szczególnie te osobowe źródła informacji, które miały "dotarcie do hierarchii
kościelnej oraz grup antysocjalistycznych". Przykładowo, jedynie Wydział IV
Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Gdańsku w związku z trzecią
pielgrzymką Jana Pawła II do kraju wykorzystał kilkudziesięciu swoich tajnych
współpracowników. Wspierali oni tysiące funkcjonariuszy SB (np. podczas
pierwszej pielgrzymki dwa tysiące) zaangażowanych w "zabezpieczenie" kolejnych
pielgrzymek.
W związku z przyjazdem Ojca Świętego profilaktycznie zatrzymywano niektórych
działaczy opozycji (np. w 1987 r. tych uznawanych przez Służbę Bezpieczeństwa za
bardziej radykalnych), innych starano się "jedynie" usuwać ze struktur
zabezpieczających pielgrzymki (np. we Wrocławiu w 1983 r. miano wyeliminować
pięć osób z obsługi medycznej, a dalsze sześć z kościelnych służb porządkowych).
Starano się też nie dopuszczać do kolportażu ulotek opozycji, np. przed pierwszą
pielgrzymką Służba Bezpieczeństwa skonfiskowała 15 tys. egzemplarzy "Apelu do
społeczeństwa" zawierającego informację o powstaniu Ruchu Obrony Praw Człowieka
i Obywatela.

"Bratnia pomoc"

Pilnie śledzono też wypowiedzi Jana Pawła II, zbierano komentarze na temat
przebiegu pielgrzymek, a w ich trakcie bacznie monitorowano nastroje społeczne.
Nie ma w tym nic dziwnego, jeśli uwzględni się, iż w czasie drugiej pielgrzymki
jeden z członków Komitetu Centralnego miał zbudować w domu… ołtarzyk, a
przypadki załatwiania "zaproszeń na Papieża" przez wysokich funkcjonariuszy
partyjnych w terenie nie należały bynajmniej do nielicznych.
Zbierano i analizowano również opinie i oceny zagraniczne dotyczące przebiegu
wizyt papieskich w PRL. I to zarówno te wygłaszane w krajach tzw. demokracji
ludowej i na Zachodzie (w tym oceny Polonii), jak i reakcje Izraela czy nawet
państw arabskich.
Polskiemu Ministerstwu Spraw Wewnętrznych pomocy udzielali oczywiście towarzysze
z "bratnich służb". Przykładowo, wiosną 1983 r. sowieckie KGB przekazało sprzęt
do obserwacji i podsłuchu, miotacze pocisków gumowych, namioty wojskowe oraz
artykuły medyczne. A rezydent wschodnioniemieckiego STASI przy konsulacie NRD we
Wrocławiu zaoferował wypożyczenie kamer filmowych, minifonów i aparatów
fotograficznych ze specjalistycznymi obiektywami. Zresztą towarzysze z "bratnich
służb" nie ograniczali się do pomocy materialnej, ale również bacznie
obserwowali papieskie pielgrzymki. Notabene ze wspomnień Witalija Pawłowa
(byłego rezydenta KGB w Polsce) wynika, iż w 1979 r. kagiebiści obawiali się, że
działacze opozycji i robotnicy spróbują wydrzeć PZPR władzę podczas pielgrzymki.
Obawy te okazały się nadmierne. Tym niemniej, jak stwierdzał Pawłow: "Pierwsza
podróż Jana Pawła II do ojczystego kraju była wielkim triumfem Kościoła
katolickiego. Niewątpliwie dodała sił i otuchy polskiej opozycji". A słowa Ojca
Świętego: "Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi", przyniosły
plon kilkanaście miesięcy później – w sierpniu 1980 roku.
 

Grzegorz Majchrzak

Autor jest pracownikiem Biura Edukacji Publicznej IPN.

********************

Ocena działań resortu spraw wewnętrznych związanych z wizytą Papieża w Polsce
(1979 r.)

Wizyta papieża w Polsce, w dniach 2-10.06.1979 r. przebiegła w dobrym klimacie
politycznym i nie spełniła nadziei, jakie łączyły z nią wrogie socjalizmowi
czynniki zagraniczne oraz wsteczne elementy wewnątrz kraju. W okresie wizyty w
całym kraju panował ład i porządek. Zakłady przemysłowe i instytucje gospodarcze
pracowały w normalnym rytmie. Na trasach przejazdu Papieża i w miejscach jego
wystąpień nie stwierdzono szkodliwych działań politycznych i poważniejszych
naruszeń przepisów prawa.

Ocena wizyty Papieża Jana Pawła II przedstawiona 8.07.1983 r. na naradzie
dyrektorów wydziałów ds. wyznań urzędów wojewódzkich

W początkowej fazie wizyty widać było u papieża zdecydowanie negatywny stosunek
do wydarzeń z 13 XII 1981 roku. Ograniczyliśmy rozpowszechnianie przemówienia
papieża w katedrze warszawskiej 16 VI, gdy m.in. mówił on o Wyszyńskim:
"Opatrzność Boża oszczędziła Mu bolesnych wydarzeń, które łączą się z datą 13
grudnia 1981 r.". Ale potem to negatywne zauroczenie mijało. (…)
Zmieniono też od 19 VI rano zasady kadrowania w transmisji TV, pokazując tylko
papieża, a nie zgromadzonych, wśród których była pewna, niezbyt zresztą wielka,
liczba transparentów opozycyjnych. (…)
Angażując się polsko i patriotycznie, papież we Wrocławiu ponad potrzeby
akcentował pojednanie polsko-niemieckie, używając nawet niemieckiego słowa "Versöhnung",
w kategoriach abstrakcyjnych, bez wskazania tego i tych, którzy stoją na
przeszkodzie przezwyciężeniu przeszłości. Nie zdobył się też na potępienie
narastania rewizjonizmu w RFN. W ogóle zaś ignorował istnienie dwu państw
niemieckich, witając kardynałów przybyłych z RFN i NRD jako "przybywających z
Niemiec". (…)
Część członków partii, i to nie tylko szeregowych włączyła się w nurt
religijnych powitań papieża. Rozpatrywana jest w trybie statutowym nawet sprawa
jednego z członków KC, który zrobił ołtarzyk w swoim domu. Towarzysze z
województw, w których był papież, znają równie dobrze jak my tu w Urzędzie te
natarczywe prośby towarzyszy na odpowiedzialnych stanowiskach o "zaproszenie na
papieża" – oczywiście nie dla nich, tylko dla jakichś krewnych.

drukuj