Dlaczego media katolickie w Australii nie potrafią bronić katolicyzmu?

Nakaz osiągania kompromisu w moim kraju jest silny i podobny raczej do ponurego spojrzenia na wolność słowa, jakie Alexis De Tocqueville zaprezentował w książce „O demokracji w Ameryce”. Mówił: „biada ci, jeśli odważysz się nie zgodzić z powszechnie akceptowanymi opiniami”, ponieważ zostaniesz „wystawiony na ciągłe obmowy i prześladowania… Masz prawo myśleć inaczej niż ja i zachować swoje życie i swoją własność, ale jesteś odtąd obcym człowiekiem pośród swoich. Możesz zachować swoje prawa obywatelskie, ale będą one dla ciebie bezużyteczne, ponieważ nigdy nie zostaniesz wybrany przez swoich współobywateli, jeśli poprosisz o ich głosy, i będą oni tobą gardzić, jeśli będziesz liczył na ich szacunek. Będziesz się obracał wśród ludzi, ale będziesz pozbawiony ludzkich praw. Twoi bliźni będą unikać cię jak kogoś nieczystego; i nawet ci, którzy będą wierzyli w twoją niewinność, opuszczą cię, żeby nie musieli cię unikać. Idź w pokoju, dałem ci życie, ale istnienie to jest gorsze niż śmierć”.

Jestem dziennikarką „Sydney Morning Herald”, jednego z największych dzienników w portowej dzielnicy Sydney. Ma on 900 tys. czytelników w dni powszednie i milion czytelników w weekendy. Założony w 1831 roku „Sydney Morning Herald” jest najstarszą wydawaną w sposób ciągły gazetą w Australii. Jak większość wysokonakładowych gazet ma ona łagodnie lewicowy charakter. Ja piszę w duchu konserwatywnym, w dziale dotyczącym opinii.(…)Jako praktykujący katolik pracujący w mediach jestem rzadkością, mimo iż katolicy stanowią ponad 25 proc. populacji Australii, i są największą grupą skupioną wokół jednej religii. Jednakże tylko 15 proc. z nich uczęszcza na Mszę św. w każdą niedzielę.
(…) W Australii zazdrośnie strzeżemy rozdziału Kościoła od państwa. W dodatku, odkąd pojawił się nowy ateizm, ostatnio spopularyzowany przez Christophera Hitchensa i Johna Dawkinsa, media zdecydowanie wyrażają pogląd, że religia jest domeną głupców i lunatyków.
Po atakach terrorystycznych w USA 11 września 2001 roku i dwóch późniejszych terrorystycznych wybuchach bombowych, w wyniku których zginęli na Bali australijscy urlopowicze, rozwinął się „inteligencki” pogląd, że to religia jako taka odpowiada za brak pokoju na świecie, a nie konkretnie fundamentalizm islamski; nie mówiąc już o tym, że najbardziej zbrodnicze reżimy w czasach współczesnych – nazizm i komunizm – były świeckie.
Mimo że pogląd przypisujący religii jako takiej odpowiedzialność za brak pokoju na świecie jest całkowicie błędny, to wielu australijskich katolików jest zbyt bojaźliwych, żeby podkreślać oczywistą różnicę pomiędzy katolicyzmem a fanatycznymi ideologiami, które usprawiedliwiają mordowanie niewinnych ludzi i dążenie świata do zadośćuczynienia za zadawnione krzywdy.
Australijczycy są młodym narodem, ale mają jedną z najstarszych demokracji na świecie, sięgającą swymi korzeniami do monarchii konstytucyjnej Wielkiej Brytanii. Była stabilna i dobrze prosperowała, posiadała żywotny system parlamentarny, bezstronne sądy, dynamiczne społeczeństwo i wolną prasę.
Jeśli chodzi o ideologiczną wrażliwość, umieściłabym Australię w połowie drogi pomiędzy Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi. Przezwyciężyła ona bowiem brytyjskie podziały klasowe i opiera swą dumę na prostym egalitaryzmie, któremu przyświeca idea „jasnych reguł”. Podobnie jak Stany Zjednoczone, naród australijski jest swoistym tyglem, który stanowią imigranci – szczególnie w ostatnich dziesięcioleciach – z Azji; stwarza to duże możliwości ekonomiczne, ponieważ każdy, kto ciężko pracuje, może odnieść sukces.
Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że Australia nie jest zbyt liczebna, gdyż na jej terytorium żyje 20 milionów ludzi, a nieznaczna warstwa inteligencji to konformiści. Choć wolność słowa jest zagwarantowana, to w praktyce jest ona coraz bardziej ograniczana, a nasze przepisy dotyczące zniesławienia są bardziej restrykcyjne niż w Stanach Zjednoczonych. W Australii, która jest krajem środka (drugiego planu), silne głosy są tłumione.
W każdej niemal dziedzinie życia głównym celem jest osiągnięcie konsensusu. Wielu czerpie zadowolenie z osiągnięcia status quo i jest nieskorych do gniewu. W tym małym kraju komentatorzy nie mogą być tak odważni i politycznie niepoprawni jak ich koledzy w Wielkiej Brytanii czy w Polsce.

Działalność katolickich postępowców
(…) W Australii wyczuwa się swoiste napięcie pomiędzy społeczeństwem a inteligencją, która zdominowała media. Od czasu rewolucji kulturowej lat 60. XX wieku dąży się do bezgranicznego wyuzdania, ochrony pornografii, legalizacji „małżeństw” homoseksualnych, umożliwienia adopcji parom homoseksualnym, eutanazji, wolnego seksu, łatwych rozwodów, prowadzenia badań na komórkach macierzystych, obniżania wieku pełnoletniości i aborcji na żądanie, wspomaganej pieniędzmi podatników, ukazywanej jako kampania na rzecz rozrodczych praw kobiet. Katolickie media w Australii są naturalnie częścią tego krajobrazu.(…)Są one schronieniem dla niezadowolonych katolików, zranionych byłych księży, zakonnic-feministek, i tych wszystkich, którzy chcą przerobić Kościół na swoją modłę. Działają w tym kierunku, aby podkopać prawowite zasady katolickie. Są jawnie wrogo nastawione do Opus Dei i głośno wyrażają swe niezadowolenie wobec Papieża Benedykta XVI i jego poprzednika Papieża Jana Pawła II, który ich zdaniem, zatrzymał rewolucję w Kościele, na którą liczyli.
Tytuły takie jak „Online Catholics” czy magazyn „Eureka Street” uważają się za postępowe i podejmują tematykę związaną z religią oraz problemami życiowymi w ogóle, a także ludzkimi sprawami będącymi przedmiotem zainteresowania sekularystów i ateistów, szczególnie nową „zieloną religią”. Promują działania skupione wokół Katolickiego Komitetu Homoseksualistów z Sydney i koncentrują się na takich wydarzeniach, jak oficjalne przeprosiny społeczności homoseksualistów, lesbijek, biseksualistów i transwestytów (GLBT) przez pastora-baptystę i innych duchownych chrześcijan, niebędących katolikami. Najważniejszą feministyczną kwestią, którą próbują przeforsować, są święcenia kobiet.
Przedstawiciele tych mediów są przerażeni ostatnią wizytą Papieża Benedykta XVI u konserwatywnych anglikanów, która miała na celu zjednoczenie z Kościołem katolickim, i piszą ze strachem na temat przewidywanego zwiększenia się liczby konserwatystów. Wypowiadają się również z niesmakiem o konserwatywnej katolickiej blogosferze, gdzie w pełni wyrażana jest radość z nawrócenia.
Głównym przedmiotem ich ataków był nieustraszony kard. George Pell, były gracz australijskiej drużyny Rules Football. Był on jakby „wałem” chroniącym przed szturmami katolickich postępowców, którzy uważali go za antychrysta z powodu jego nieugiętej postawy wobec zmian dotyczących nauczania Kościoła, a także z powodu serdecznych relacji, jakie łączyły go z dwoma ostatnimi Papieżami.
Wywołał oburzenie wśród postępowych katoliczek, kiedy odmówił wyświęcania kobiet. Niezadowoleni katolicy z mediów świeckich oczerniają go za to, że jest rzekomo „wyniosły i nieelastyczny”, i za „ignorowanie praw i potrzeb pełnych wiary katolików”. Był w bardzo niewybredny sposób obrażany przez protestujących homoseksualistów, którzy ubrani w tęczowe peleryny podczas odprawianej przez niego Mszy św. domagali się przyjęcia Komunii Świętej. Podejmowano także próby skompromitowania go poprzez przypominanie o jakiejś dalekiej krewnej, byłej zakonnicy, która została lesbijką. Był on postawiony pod pręgierzem za to, że zakazał produkcji bezglutenowej Hostii, pojawiły się również zakusy, aby wciągnąć go w skandal związany z wykorzystywaniem dzieci przez osoby duchowne.
Ten dzielny człowiek wyszedł zwycięsko z tych kłopotów, a nawet wzmocnił swoją reputację, jednakże przeżycia te nie pozostały bez wpływu na jego zdrowie. Dla konserwatywnych katolików jest on bohaterem. Po trwającym 40 lat kryzysie ponownie ma wpływ na formację wielu młodych księży.
Ten wzrost powołań nie cieszy lewicowych mediów katolickich. W artykule opublikowanym w „Eureka Street” autor Andrew Hamilton lamentuje, że trzech z czterech księży wyświęconych ostatnio w archidiecezji w Sydney celebrowało swoją pierwszą Mszę św. po łacinie. Pisze, iż „ów wspólny wybór łaciny świadczy o tym, że wielu młodych księży to zwolennicy charakterystycznej wizji Kościoła, kapłaństwa i obowiązków duszpasterskich, której starsi księża nie podzielają”.
Kate Mannix, która jest redaktorem naczelnym „Online Catholics”, uważa siebie za katoliczkę. Jest matką trojga dzieci i popiera aborcję. Linia jej pisma pozostaje w zgodzie z jej przekonaniami. Twierdzi ona, iż „koalicja pomiędzy prawicowymi katolikami a Opus Dei jest naznaczona kontrolowaniem kobiet, ich płodności, a także fałszywym spojrzeniem na rzeczywistość”.
(…) Do tego lewicowego spectrum dołączają takie organizacje, jak Australijskie Stowarzyszenie Nawróconych Katolików. Często oburzają się oni na stwierdzenia autorytetów kościelnych, co jest według nich dowodem na to, że Watykan przekształca się „w relikt ze swojej odległej przeszłości”. Ci „reformatorzy” ostatnio użalali się nad tym, że prezydent USA Barack Obama nie został papieżem. W kontraście do pogody ducha i promiennej radości, które Obama przekazał Ameryce, opisują oni nastrój panujący w Kościele katolickim jako „przytłaczający, uniemożliwiający przeprowadzenie jakichkolwiek reform. Po trwającym prawie cztery lata urzędowaniu Papieża Benedykta XVI większość ludzi porównuje go do George”a W. Busha. Obaj, Bush i Ratzinger, są nieugięci, jeśli chodzi o kontrolę urodzeń i aborcję, niechętni do wprowadzania jakichkolwiek reform, aroganccy i nieprzejrzyści w swoim sposobie rządzenia, ograniczania wolności i praw ludzkich”.
Kolejnym odgałęzieniem chrześcijańskich i katolickich lewicowców jest portal internetowy unBelief. org, założony w styczniu 2003 roku w celu „zachowywania naszych tradycji państwowych, tolerancji wobec różnorodnych stylów życia, i szacunku dla innych… Wykazujemy, że dewocja i nietolerancja promowana przez religijną prawicę w Australii powinna zostać zakwestionowana, aby poglądy przez nią głoszone nie osiągnęły wsparcia politycznego”.
Ci niezadowoleni, choć są nieliczni, mają wiele do powiedzenia w mediach świeckich, jak np. jeden z krytyków Papieża – Larry Buttrose, który dwa miesiące temu, występując w państwowym radiu Australian Broadcasting Corporation, pytał: „Jaka jest nadzieja dla Kościoła, któremu przewodzi obecny Papież?”, i atakował: „starzy recydywiści, tacy jak Papież Benedykt i kard. Pell”.
Według lewicowych mediów katolickich, media religijne nie powinny kwestionować różnych stylów życia, powinny być otwarte na homoseksualistów, tolerować rozwiązłość, cudzołóstwo itd., a u podłoża tego wszystkiego powinien znajdować się wstręt do nietolerancyjnego i staromodnego kierowania Kościołem.
Wśród mediów katolickich zaczęły masowo pojawiać się gazety parafialne i diecezjalne. Poza kilkoma wyjątkami były one zaślepione, tchórzliwe lub konformistyczne i w żaden sposób nie przyczyniały się do rozwoju katolicyzmu. Nauczanie Kościoła na takie trudne tematy, jak: aborcja, eutanazja, klonowanie, zawieranie małżeństw przez osoby tej samej płci, rozwody czy inne współczesne moralne wyzwania, z którymi muszą zmierzyć się katolicy, jest bardzo rzadko wyjaśniane w tego typu gazetach. Jeśli się je porusza, to robi się to z taką bojaźnią, jakby były to tematy bezsensowne, ponieważ szuka się konsensusu, a ten w odniesieniu do ważnych problemów moralnych, istnieć nie może.
Większość reportaży zamieszczanych w tych gazetach pochodzi z CathNews, codziennego katolickiego serwisu informacyjnego, i stron internetowych, które odzwierciedlają poglądy i warsztat pracy mediów świeckich. Aby dać Państwu przedsmak tego, co zawierają, przytoczę nagłówki z tego miesiąca: „Redukcja emisji [CO2 – przyp. red.] to moralna odpowiedzialność – stanowisko delegacji katolickiej”; „Religijni liderzy przyłączają się do protestu przeciwko stawianiu zapory”; „Bogaci są winni biednym tryliony w „długu ekologicznym”: studium”; „Jestem w stanie zrozumieć aborcję: Kardynał z Montrealu”; „Szkoły katolickie odrzucają homofobiczną tyranię”; „Komunista Gramsci zmarł jako katolik”. Jest to najczęściej odwiedzana katolicka strona internetowa w Australii, z około 15 tys. subskrybentów mailowych i z 9 tys. osób odwiedzających ją każdego dnia. Została ona założona przez utalentowanego i energicznego, ale buntowniczego 50-letniego jezuitę, Michaela Kelly”ego, twórcę pisma Eureka Street, który obecnie przebywa w Bangkoku, gdzie pracuje przy tworzeniu ogromnej katolickiej agencji informacyjnej.

Szansa na przebudzenie australijskiego Kościoła
Po omówieniu przykładów negatywnych przejdziemy teraz do omówienia katolicyzmu zdrowego, konserwatywnego lub tradycyjnego. Dwa jasne przykłady, które chciałabym tu wymienić to magazyny „Annals Australasia” i „AD 2000”.
„Annals” są wydawane przez ojca Paula Stenhouse”a, misjonarza Najświętszego Serca, człowieka uczonego, posiadającego doktorat z dziedziny studiów semickich, szczególnie zainteresowanego Libanem, Syrią i Bałkanami. Według ojca Stenhouse”a, „Annals” są zapisem „wiary mieszkańców tego kraju, zapisem wiary naszych przodków i przewodnikiem na przyszłość; ponieważ, jeśli nie znamy przeszłości, nie wiemy jaka będzie przyszłość”. Magazyn ten, wydawany przez Misjonarzy Najświętszego Serca od 1889 roku, jest najstarszym katolickim magazynem w Australii, jeśli nie na całej półkuli południowej.
W pierwszym okresie działalności, a były to późne lata 70., ojciec Stenhouse wydawał magazyn w nakładzie 90 tys. egzemplarzy, większym niż pismo „Time”, co było niezwykłym osiągnięciem, a czynił to zupełnie na własną rękę. Kilka przykładowych artykułów, jakie były tam zamieszczone, to: „Konfrontując duchową próżnię zsekularyzowanego Zachodu z wojującym islamem: wołanie o przebudzenie dla katolików i Zachodu”, „Nałóg pornografii”, „Katolicyzm”, „Biskupi”, „Łagodne zabijanie wiary”, . Jak Państwo widzą na podstawie tych kilku przykładów, Annales nie boją się stawać do walki. Następnie mamy „AD 2000”, które wyłoniło się z wielkiego rozłamu, jaki dokonał się w latach 50. pomiędzy religią a polityką. Jego założycielem był Bartholomew Augustine Santamaria – odważny katolik włoskiego pochodzenia, który razem z ówczesnym arcybiskupem Sydney Danielem Minniksem przewodził ruchowi antykomunistycznemu i którego wpływ jest zauważalny do dziś. Przez prawie 60 lat, aż do śmierci w 1988 roku, Santamaria pracował na rzecz uwolnienia Australii od najgorszych trendów myślenia totalitarnego, które napływały do naszego kraju. Santamaria walczył z Komunistyczną Partią Australii, która we wczesnych latach 50. próbowała przejąć władzę polityczną poprzez wpływ na związki zawodowe, organizowanie strajków w zakładach przemysłowych i zawłaszczanie wpływu wewnątrz Partii Pracy. Do roku 1953 Ruch Santamarii odnosił sukcesy w przekazywaniu większości związków zawodowych pod kontrolę niekomunistyczną. W odwecie zorganizowana została akcja nienawistnego oczerniania Santamarii, Manniksa i ich następców, a także prowadzona przez komunistów akcja podsycania niepokoju. Doprowadziło to w roku 1954 do niezwykle istotnego rozłamu wewnątrz Partii Pracy, który podzielił rodziny, przyjaciół i kongregacje oraz utrzymał Partię Pracy w opozycji przez blisko 20 lat.
W roku 1970 Ruch przekształcił się w Narodową Radę Obywatelską Santamarii, która wydawała konserwatywny katolicki magazyn pt. „News Weekly”. Narodowa Rada Obywatelska efektywnie walczyła z lewicowym programem społecznym, jego moralnym relatywizmem i działaniami związanymi z inżynierią społeczną, której patronowały media.
Ostatnim wydawnictwem Santamarii był „AD 2000”, miesięcznik, który kontynuował walkę jeszcze 20 lat po jego śmierci. Jest to niezależne religijne czasopismo opiniotwórcze. U początków wydawania magazynu Santamaria powiedział, że jego celem jest „obrona i promocja ortodoksji religijnej w czasach, kiedy głęboki i długoterminowy kryzys powoduje rozprzestrzenianie się zamętu, w efektywny sposób dokonując podziału Kościoła katolickiego na dwa Kościoły – liberalny i ortodoksyjny. Ten sam podział ma miejsce w przypadku wszystkich Kościołów chrześcijańskich i wspólnot żydowskich. „AD 2000″ wyraźnie zaznacza ponownie jego lojalność w stosunku do ortodoksyjnego moralnego nauczania Kościoła”.
Santamaria był dumny, że „AD 2000” nie było związane kłopotliwym milczeniem na temat niektórych trudnych problemów dotyczących Kościoła. Jego celem było udaremnienie próby przejęcia przez Gramsciego kontroli nad kulturą uniwersytecką, seminariami i administracją, co byłoby wstępem do przejęcia kontroli nad Kościołem. Ostatnie artykuły pochodzące z „AD 2000” to: „Odpowiedź chrześcijan na proaborcyjną traumę”; „Prawa człowieka: małe zwycięstwa ruchu pro-life przy ONZ”; „Młodzi: Dorastanie: przywracanie integralności i etyki seksualnej w australijskiej zsekularyzowanej kulturze”.
Mimo iż komunizm nie jest już polityczną siłą w Australii, Santamaria bardzo dobrze rozumiał, że totalitaryzm przybiera właśnie nową postać – dzisiaj jest to fanatyczna ochrona środowiska i postmodernistyczny relatywizm moralny. Postępowi katolicy chętnie się do tego przyłączają. Nowi specjaliści od inżynierii społecznej to następcy Niccola Machiavellego, nie mniej zaciekli niż ich poprzednicy. W ich długim marszu w kierunku różnych instytucji, szczególnie mediów, szkół i uniwersytetów, z sukcesem głoszą poglądy stojące w sprzeczności z ortodoksją katolicką, dotyczące takich zagadnień jak: małżeństwo, wierność, aborcja, eutanazja, pornografia, badania prowadzone na komórkach macierzystych itd.
Najbardziej katolickie media w Australii stanowią słabe antidotum, ale kardynał Pell stara się mocno promować dobro, wywierając wpływ przez cotygodniowe artykuły w „The Catholic Weekly”, gazecie wydawanej w archidiecezji w Sydney. Bierze także udział w debatach medialnych i udziela wywiadów na wiele kontrowersyjnych tematów. Udaje mu się powoli eliminować niektórych przeciwników za pomocą zdrowego, dobrego humoru.
W dzisiejszych czasach możemy dostrzec wiele obiecujących znaków dla tradycyjnych katolików. W ostatnich latach powstały trzy ruchy w obronie życia dziecka nienarodzonego: „Knocked Up”, „Bella” i „Juno”. Innym znakiem jest wchodzący na ekrany film australijskiego katolika, filmowca Claire McCarthy”ego pt. „The Whiting City”, w którym także wyraziście podkreśla on świętość życia.
Inne jasne promienie pochodzą z grup młodych chrześcijan – konserwatywnych kobiet z Australii, które w ostatnich pięciu latach uformowały wpływową grupę o nazwie „Forum Australijskich Kobiet”. Lekarze, prawnicy, pisarze opierają się na trwałych wartościach rodzinnych, a większość z nich stanowią małżeństwa z dziećmi. Nie poddają się oni modzie i sami z determinacją chcą być wzorem, strażnikami moralności, wbrew swoim przeciwnikom. Według niezależnej dziennikarki i autorki Melindy Tankard Reist, mają oni swoje sieci lokalne, strony internetowe, publikacje i książki dotyczące różnych kwestii, od postaborcyjnego cierpienia do pornografii i seksualizowania dzieci.

Pokolenie JP II zdobyło Sydney
Najbardziej wymownym znakiem był sukces Światowych Dni Młodzieży w ubiegłym roku w Sydney, które zgromadziły prawie tak dużą liczbę telewizyjnych odbiorców, jak pogrzeb Papieża Jana Pawła II – zwłaszcza jeśli chodzi o młodych ludzi. Te wydarzenia po raz pierwszy pokazały, że Kościół katolicki w Australii ożywa.
Radość tysiąca młodych katolickich pielgrzymów, którzy przywędrowali do Sydney na Światowe Dni Młodzieży 2008, w słowach kardynała Pella po prostu przysłoniła pesymizm mediów i agresywnych sekularystów, którzy uważają religię za międzynarodowe zagrożenie dla ich sposobu życia. Ostatecznie pielgrzymi z całego świata roztopili cynizm miasta aż po samo serce – począwszy od kierowców autobusów, którzy zbaczali ze swych tras, aby dowieźć do domów zagubionych pielgrzymów, aż do mieszkających za miastem rodzin, które zaoferowały pomoc pielgrzymom przebywającym w lokalnych szkołach. Katolicy czy nie, większość ludzi potrzebuje miłości i dobroci w swoim życiu, a kontrast pomiędzy promiennymi twarzami pielgrzymów a zestresowanymi maskami ich najbardziej zagorzałych krytyków machających prezerwatywami był uderzający.
Dla wielu mieszkańców Sydney był to pokaz nowej generacji młodych ludzi, którzy zaskakiwali swoim społecznym konserwatyzmem. Nie była to sławna, rozrywkowa młodzież, zażywająca narkotyki lub nadużywająca leków, cierpiąca na choroby weneryczne, ale grupa towarzyskiej i inteligentnej młodzieży, odpowiadająca za odrodzenie się ortodoksyjnej wiary religijnej w XXI wieku.
Geniusz Światowych Dni Młodzieży wykorzystuje pragnienie zjednoczenia pokoleń do lepszego ludzkiego współdziałania. Pewna 25-letnia Australijka powiedziała mi: „Kiedy zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, że nie jesteś jedynym człowiekiem, który poszukuje odpowiedzi, czujesz podekscytowanie, otuchę i stajesz się trochę bardziej otwarta w swojej wierze”. Kobieta ta po raz pierwszy uczestniczyła w Światowych Dniach Młodzieży w Rzymie jako siedemnastolatka i była wówczas zaskoczona, jak wielu australijskich pielgrzymów w nich uczestniczy: „Obawiałam się, że Kościół umiera, ponieważ wielu ludzi tak twierdzi, ale nie jest to prawda”.
Pokolenie Światowych Dni Młodzieży buntuje się przeciwko nihilizmowi i moralnemu relatywizmowi pokolenia z 1968 roku i ich dzieci. Kultura „Róbcie, co chcecie” spowodowała rewolucję trwającą przez następne 40 lat. Pojawiły się konsekwencje eksperymentowania z fałszywą wolnością w postaci rozbitych małżeństw i skrzywdzonych dzieci, wszystko to w imię zasady, że jest wiele prawd i nie ma stałych reguł.
W świecie moralnego relatywizmu pokolenie Światowych Dni Młodzieży pragnie konkretnej i absolutnej prawdy, czyli tego, co głoszą dwaj ostatni Papieże.
Papież Jan Paweł II patrzył z nadzieją na pokolenie ludzi młodych – którzy czuli pragnienie życia szlachetnego, a nie tylko użytecznego.
Papież Benedykt XVI wygłaszał swoje przesłanie do pielgrzymów w Sydney bardzo uważnie, a jego słowa mogły być z łatwością wykorzystane w wielu katolickich mediach. Mówił on, że jeśli problemy, co do których świat świecki i katolicki pozostają ze sobą w zgodzie, takie jak: brak przemocy, nienaruszanie równowagi ekologicznej, rozwój, sprawiedliwość, pokój, dbałość o środowisko, są istotne, to nie mogą być rozważane w oderwaniu od głębokiej refleksji nad wrodzoną godnością każdego człowieka, od poczęcia aż do jego naturalnej śmierci.
Jeśli media katolickie mają poczucie misji związanej z odnową moralną, powinny wsłuchać się w słowa Papieża Jana Pawła II, który w 2004 roku apelował do katolickich gazet, by były wyrazicielami „cywilizacji miłości”. „Współudział katolickich dziennikarzy jest dziś doceniany bardziej niż kiedykolwiek, zarówno w wymiarze duszpasterskim, jak i kulturowym czy społecznym” – mówił Papież podczas zgromadzenia Włoskiej Federacji Tygodników Katolickich w Watykanie.
Gazety katolickie „zaszczepiają w rodzinach, parafiach, miastach chrześcijańskie wartości, które stanowią olbrzymią część duchowego dziedzictwa człowieka”. „Myślę tu, w szczególności, o ochronie życia ludzkiego jako integralnego, o małżeństwie i rodzinie, która w źle pojętej kulturze „praw człowieka” zaczyna się wynaturzać. W końcu myślę także o wartościach takich jak: prawda, sprawiedliwość i solidarność – mówił Papież. „Rozumnie kontynuujcie głoszenie Ewangelii prawdy i nadziei z tych ambon, z których przemawiacie w każdą niedzielę, pozostawajcie zawsze otwarci na szeroką perspektywę Kościoła powszechnego. Bądźcie skoncentrowani na wzbogacaniu etycznej i kulturowej formacji tak, aby wasze przekonania pozostawały w zgodzie z Ewangelią i nie ulegajcie modom dominujących i zgubnych tendencji współczesnej kultury. W erze ogólnoświatowej komunikacji wasza misja staje się coraz trudniejsza. Nie zniechęcajcie się trudnościami, na jakie napotykacie” – podkreślał.
Zakończę swoją wypowiedź słowami największego współczesnego poety australijskiego Les Murraya, nawróconego katolika, który trafnie przedstawia rolę mediów katolickich. W jednym ze swoich wierszy pisze o „poszukiwaniu, które wzywa każdego prawdziwego człowieka”, o poszukiwaniu Boga. Twierdzi on, że jeśli jest to w mocy „niereligijnych i intelektualnych mód, by doprowadzić do rewolucji polegającej na zmianie tematu podjętej dyskusji, a także na zmianie świata, to jest także w mocy poezji odmienić ten stan rzeczy i przywrócić do życia dawne prawdy łącznie z najwyższymi”.
Zmiany technologiczne zarówno w przypadku mediów katolickich, jak i świeckich powodują niebezpieczeństwo utraty pewności i wywołują wiele pytań, jak np. o niebezpieczeństwa związane z internetem czy bazą ekonomiczną.
Na wątpliwości te zwrócił po raz pierwszy uwagę Marshall McLuhan, ojciec naszego następnego prelegenta, formułując swoje słynne powiedzenie: „środek przekazu sam jest przekazem”.
Środki przekazu zmieniają się i ci, którzy pracują w mediach, mogą zacząć się obawiać, że sam przekaz już wkrótce nie będzie ważny. Ale jeśli przekaz jest prawdziwy, to nigdy nie wyjdzie z mody.

Miranda Devine, dziennikarka „Sydney Morning Herald”

Tłumaczenie dr Imelda Chłodna

Fragmenty wykładu wygłoszonego podczas II Międzynarodowego Kongresu „Media katolickie na świecie i w Polsce – szanse i zagrożenia”, który odbył się w dniach 21-22 listopada br. w WSKSiM w Toruniu. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

drukuj