Były nas tysiące

Ks. prałat Sławomir Oder, postulator procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II:


Często myślę o ostatnich sześciu latach, a zwłaszcza o tym niezapomnianym
wieczorze 2 kwietnia 2005 r. na placu św. Piotra, na którym i ja byłem w tłumie.
Były nas tysiące, dziesiątki tysięcy. To, co mi utkwiło w pamięci, to milczenie,
jakie zapadło po ogłoszeniu śmierci Jana Pawła II. Dziesiątki, może setki
tysięcy ludzi, którzy nagle zamarli w milczeniu na wieść, że nasz ukochany
Papież powrócił do Domu Ojca… Nie mogę zapomnieć tego ogromnego wzruszenia,
jakie czułem w tym momencie, i tego, że chciałem krzyczeć: "Umarł święty!".

Tu, w Rzymie, jestem rektorem kościoła pw. Niepokalanej i św. Józefa Benedykta
Labre. Zmarł on pod koniec XVII wieku. W momencie jego śmierci dzieci biegały po
ulicach Rzymu, krzycząc: "Umarł święty, umarł święty!". To była naprawdę
niezwykła osoba, święty bezdomny, żebrak. Wtedy na placu przypomniały mi się te
słowa i ja także chciałem krzyczeć na całe gardło: "Umarł święty!". Ludzie
prawdopodobnie uznaliby mnie za nie do końca zrównoważonego, a może też
podchwyciliby to wołanie i przez aklamację Papież już wtedy zostałby uznany za
świętego? Nie odważyłem się jednak na to, by krzyczeć, ale też nie przeszło mi
wtedy nawet przez myśl, że po kilkunastu dniach od tego pamiętnego wieczoru
zostanę postulatorem procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II. Dzisiaj śmiało mogę
powiedzieć, że te ostatnie sześć lat to chyba najważniejszy okres mojego życia i
kapłaństwa.
Rola i pozycja postulatora jest bardzo szczególna i delikatna. Powiedziałbym
jednak, że Jana Pawła II mogło poznać od wewnątrz naprawdę wiele osób. Dlaczego?
Dlatego że prowadził życie przejrzyste i zgodne z tym, w co wierzył. Jedną z
wielu rzeczy, które ukazał proces, jest także ta, że nie znalazło się nic
nowego, czego o nim byśmy już nie wiedzieli. Jasne, że pojawiły się jakieś mniej
znane nowe epizody, opowiadane przez najbardziej bliskie Papieżowi osoby, które
są przepiękną fotografią jego nieskazitelnego życia. Mogę jednak z pełną
świadomością powiedzieć, że nie istnieje Wojtyła medialny i Wojtyła prywatny. To
jest jedno i to samo. Żył tak, jak myśmy go widzieli, ponieważ był prawdziwym,
autentycznym człowiekiem. Prawda jest tym, co charakteryzuje obraz życia Jana
Pawła II. I właśnie proces beatyfikacyjny pozwolił nam to jeszcze raz w pełni
pokazać. Papież Polak był człowiekiem autentycznym, prawym, wolnym, kompletnym,
przejrzystym, szczęśliwym i… świętym.
W związku z beatyfikacją teraz zmienia się charakter procesu, ale proces jest
jeden. Zmieni się nieco także charakter pracy postulatora. Okres, który
rozpocznie się od beatyfikacji, będzie przede wszystkim czasem czuwania, aby
odebrać znak, który – miejmy nadzieję – Pan Bóg da jak najszybciej, a który jest
wymagany przez prawodawstwo Kościoła jako potwierdzenie woli Boga ukazania
błogosławionego jako świętego Kościoła powszechnego. O ten znak, o ten cud już
możemy się modlić, bo przecież mogłoby się zdarzyć, że nawet w samym dniu
beatyfikacji doczekalibyśmy się cudu, który otworzyłby drogę zmierzającą do
kanonizacji i ogłoszenia Jana Pawła II świętym.

 

not. ks. Wojciech Tarasiuk

drukuj