W Ministerstwie Zdrowia brak danych o tzw. aborcji

Ministerstwo Zdrowia nie dysponuje danymi na temat chorób, które są ustawową przesłanką do tzw. aborcji eugenicznej – poinformował Krzysztof Bąk, rzecznik prasowy resortu zdrowia, odpowiadając na pytanie Naszego Dziennika.

Brak danych oznacza, że nie wiadomo, jakiego rodzaju schorzenia zdecydowały o tym, że zabito chore dzieci. W gazecie czytamy, że „ze sprawozdania Rady Ministrów z wykonania oraz o skutkach stosowania w 2011 roku ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego oraz warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, z racji tzw. przesłanki eugenicznej wykonano aż 620 takich „zabiegów” – czyli, że tyle dzieci zostało zabitych.

Problem niezbierania danych, dotyczący statystyk w sprawie tzw. aborcji eugenicznej pojawia się nie po raz pierwszy. W tej kwestii były składane interpelacje poselskie. O informacje do marszałek sejmu Ewy Kopacz zwracał się także Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji”.

Kaja Godek, pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji” podejrzewa, iż „w szpitalach panuje zupełna dowolność w kwestii interpretacji ustawy aborcyjnej (…), a Ministerstwo Zdrowia nie robi nic, aby dojść do prawdy”.

– Wnioski są bardzo przykre. To znaczy, że w szpitalach panuje wolna amerykanka. Nie wiadomo, co się dzieje. Tak naprawdę Ministerstwo Zdrowia nie robi nic, żeby dojść do prawdy. Za każdym razem kwestia tego, czy dane schorzenie zostanie uznane za ciężkie i nieodwracalne leży wyłącznie w gestii lekarza, który taką ciążę przerywa. W zasadzie, jeżeli ktoś stwierdzi, że to schorzenie nie było ciężkie i nieodwracalne – najprawdopodobniej–  nie ma możliwości pociągnąć takiego lekarza do odpowiedzialności. Obecnie w szpitalach panuje zupełna dowolność w kwestii interpretacji ustawy aborcyjnej – zwróciła uwagę Kaja Godek.

RIRM 

drukuj