fot. sxc.hu

Ustawa o in vitro nieetyczna i wątpliwa prawnie

Obowiązująca ustawa o in vitro powinna być zmieniona. Zapisane w niej rozwiązania są nieetyczne i wątpliwe prawnie – podkreślają eksperci z Instytutu Ordo Iuris. Jak alarmują, procedura sztucznego zapłodnienia jest niebezpieczna także z punktu widzenia medycznego.

Mijają 4 lata od kiedy głosami posłów PO, SLD, Ruchu Palikota oraz części PSL przyjęto ustawę o tzw. leczeniu niepłodności, której głównym celem było finansowanie procedury in-vitro. Eksperci Instytutu Ordo Iuris ponownie przyjrzeli się tej regulacji. Zwrócono uwagę na zasadniczy problem etyczny, jaki przynosi ta ustawa. Jest nim przedkładanie jednego życia nad drugie, decydowanie, komu pozwolić żyć ze względu na jego wybrane cechy, a komu uniemożliwić dalszy rozwój.

To także przedmiotowe traktowanie dziecka poczętego – podkreśla Marta Kowalczyk z Ordo Iuris.

– Również w ustawie człowiek w zarodkowym stadium został potraktowany jako niemal rzecz, która podlega przechowywaniu, transportowi, czy wreszcie ocenie jakości. Występują tam takie określenia takie jak testowanie zarodków, dystrybucja zarodków, które w jednoznacznie przedmiotowy sposób traktują człowieka na embrionalnym etapie rozwoju – mówi analityk Instytutu Ordo Iuris.

In-vitro ściśle związane jest z eugeniką, czyli selekcjonowaniem komórek jajowych bądź nasienia w celu wyprodukowania ludzi tzw. wysokiej jakości. Tak jest między innymi w USA.

– Szczególnie preferowane są komórki jajowe pochodzące na przykład od młodych studentek z najlepszych uniwersytetów, czy studentek utalentowanych muzycznie. Rodzice, którzy sami nie mogą posiadać potomstwa są kuszeni przez przemysł in-vitro – wskazuje Nikodem Bernaciak z Instytutu Ordo Iuris.

Chodzi o to, by wyeliminować ludzi tzw. niskiej jakości. Preferowani są natomiast ludzie tzw. wysokiej jakości – dodaje Nikodem Bernaciak. Kolejny problem to in- vitro trzech osób.

– Bezpłodne pary, które chcą znaleźć rozwiązanie swojego problemu w reprodukcji z udziałem osoby trzeciej nie są świadome, że oferowane im rozwiązanie oznacza skazanie ich przyszłych dzieci na cierpienie. Na problemy związane z kryzysem tożsamości – podkreśla.

Problemem obowiązującej ustawy jest także kwestia finansowania procedury zapładniania pozaustrojowego – wskazuje dr. Tymoteusz Zych z Instytutu Ordo Iuris.

– Mimo że zakończył się program rządowy dofinansowania in-vitro i Ministerstwo Zdrowia nie podjęło decyzji o jego przedłużeniu, to szereg samorządów zdecydował się na dofinansowanie – akcentuje.

Procedura in-vitro przede wszystkim nie jest bezpieczna z punktu widzenia medycznego – podkreśla dr nauk medycznych Aleksandra Kicińska, prezes fundacji Invivo, której celem jest leczenie niepłodności za pomocą naprotechnologii.

– Aby doszło do pobrania komórek jajowych z jajnika. W związku z tym podaje się taką dużą stymulację hormonalną i już dzisiaj – ponieważ in-vitro istnieje na świecie od ponad 30 lat – mamy wstępne doniesienia, że pacjentki poddane takiej procedurze są w grupie zwiększonego ryzyka nowotworów dróg rodnych, ale także raka piersi – zaznacza.

Dlatego też eksperci Ordo Iuris domagają się zmian w ustawie o tzw. leczeniu niepłodności i proponują ograniczenie metody in vitro tylko dla małżeństw starających się o dziecko, a także ograniczenie ilości zapładnianych komórek rozrodczych, tak by nie dochodziło nadmiernego sztucznego powoływania życia i jego unicestwiania – mówi mecenas Rafał Dorosiński, koordynator zespołu analitycznego Ordo Iuris.

– Podobnie chcielibyśmy, aby niedopuszczalna była procedura zamrażania zarodków, żeby skończyć z anonimowością dawców komórek rozrodczych, która to anonimowość wprost łamie elementarne prawa dziecka do poznania własnej tożsamości – dodaje.

Bez względu na zmiany, jakie mogłyby być wprowadzone do ustawy o in vitro, trzeba pamiętać, że ta metoda powoływanie życia jest niegodna.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj