fot. Mateusz Marek/Nasz Dziennik

UE nie radzi sobie z kryzysem migracyjnym

Unia Europejska kompletnie nie radzi sobie z kryzysem migracyjnym w Europie, ale nie chce się to tego otwarcie przyznać. Podczas szczytu w Brukseli unijni liderzy poparli nawet plan współpracy z Turcją. Ankara postawiła twarde warunki i wygrała. W zamian za współpracę otrzyma dodatkowe środki oraz przyspieszenie liberalizacji wizowej.

Tymczasem zgodnie z zapowiedzią Węgry zamknęły swą 300-kilometrową granicę z Chorwacją. Zdecydowano się na to, by chronić obywateli Węgier i Europy.

Turcja jest głównym krajem tranzytowym dla uciekinierów z Syrii. Unijni przywódcy postanowili więc uderzyć w tym kierunku. Zaoferowali pieniądze w zamian za zatrzymanie nielegalnych imigrantów na Bliskim Wschodzie.  Co więcej, Ankarze – poza środkami finansowymi – obiecano też przyspieszenie w dziedzinie liberalizacji wizowej, a także ożywienie negocjacji w sprawie przystąpienia Turcji do Unii Europejskiej – podkreśla Dariusz Sobków, były ambasador Polski przy Unii Europejskiej.

Okazuje się, że Unia Europejska nie potrafi swoimi siłami, swoimi środkami i swoimi wpływami na Bliskim Wschodzie rozwiązać kryzysu z imigrantami. Przede wszystkim Unia Europejska nie ma dzisiaj siły, by zakończyć ten konflikt militarny, który ma tam miejsce. Dlatego Unia jest zmuszona prosić takie kraje jak Turcja o pomoc i zapłacić za to sowitą cenę po to, żeby ci imigranci zostali na terenie Turcji i nie przyjeżdżali do Unii Europejskiej – zaznacza Dariusz Sobków.

Były ambasador podkreśla, że kraje Unii powinny najpierw pomagać krajom ościennym, z terenów gdzie toczy się konflikt po to, żeby imigranci mogli poczekać na zażegnanie konfliktu militarnego i żeby w świetle konwencji genewskiej stali się prawdziwymi uchodźcami.

Tymczasem nie milkną głosy w sprawie głośnego artykułu tygodnika „wSieci” o konieczności przyjęcia przez Polskę nie siedmiu, a stu tysięcy imigrantów. Informacja ta jest potwierdzona w wiarygodnych źródłach w Komisji Europejskiej. Brukselscy urzędnicy dysponują już nawet listą miejsc, w których mają zostać ulokowani cudzoziemcy – wskazuje europoseł Mirosław Piotrowski.

– Liczba podawana przez polski rząd, która ma być podzielona – myślę tu o uchodźcach, a tak naprawdę imigrantach – jest znacznie większa niż się podaje. Nie 120 -160 tysięcy, ale w chwili obecnej oficjalnie 600 tysięcy, a według źródeł rządu niemieckiego do końca tego roku ma przybyć 1,5 mln imigrantów, co według wyliczeń daje 7 mln ludzi – podkreśla Mirosław Piotrowski.

Jeśli proces migracyjny nie zostanie zatrzymany, może to oznaczać rewolucję dla Europy – przestrzega europoseł prof. Mirosław Piotrowski.

Już teraz mówi się o eurabi. Nie jest tajemnicą, że ta społeczność w ogóle się nie asymiluje i ma odmienną kulturę. Nie tylko idzie tu o język, ale przede wszystkim wyznanie i sposób bycia. Ja zwracam przede wszystkim uwagę na kwestie bezpieczeństwa. W tej fali, która się do nas wlewa potencjalnie jest bardzo wielu terrorystów, którzy bądź są już terrorystami albo zostaną pozyskani przez odpowiednie osoby i organizacje – dodaje Mirosław Piotrowski.

Dotychczas tylko Węgry dostrzegają te niebezpieczeństwa i starają się im zapobiec. Zgodnie z zapowiedzią, aby powstrzymać napływ nielegalnych imigrantów o północy zamknięto granicę z Chorwacją.

 

TV Trwam News/RIRM

 

 

 

 

drukuj