fot. Monika Bilska

[TYLKO U NAS] Sz. Wójcik: Wrażliwość na koronawirusa wykazują nie tylko norki, ale też koty, psy i inne zwierzęta gospodarskie. Czy teraz wszystkie zwierzęta będziemy wybijać, bo zakażą się koronawirusem?

W innych krajach europejskich, np. na Litwie, na Łotwie czy w Grecji, wcale nie stosuje się ubijania zwierząt i likwidacji ferm futerkowych. Stosuje się kwarantannę zwierząt i obserwację. Nie widać żadnych większych upadków wśród tych zwierząt, gdzie wykryto koronawirusa. W pierwszej kolejności szczepieni są pracownicy, którzy ze zwierzętami mają styczność. Robi się wszystko, żeby fermy uratować, a nie niszczyć. (…) Nie rozumiem, dlaczego w Polsce nie stosuje się podobnych metod – wskazał Szczepan Wójcik, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej i właściciel fermy norek, w rozmowie z Redakcją Informacyjną Radia Maryja.

Resort rolnictwa poinformował w sobotę, że szczep wirusa SARS-CoV-2, który został wykryty u norek w Polsce, może przenosić się na człowieka i odwrotnie. Otrzymane wyniki sekwencjonowania całego genomu wykazały, że wykryte szczepy są podobne do siebie. Jak podkreślono, nie jest to żaden z nowych wariantów koronawirusa.

– Jestem przekonany, że komunikaty ministerstwa rolnictwa o tym, że koronawirus przenosi się z norek na człowieka i odwrotnie oraz że może się mutować, są po prostu przedwczesne. Nie ma odpowiednich badań naukowych, jakie jednoznacznie potwierdzałyby, że koronawirus, który występuje u norek, jest groźniejszy niż występujący u ludzi czy też odwrotnie. Nie mamy żadnego dowodu na to, że człowiek zaraził się od norki czy też odwrotnie. Wiadomo, że wirusy mutują, niezależnie od tego, czy jest to koronawirus, czy jakikolwiek inny wirus. Wiadomo, że z wirusami należy walczyć. Natomiast mówienie o tym, że koronawirus, który występuje na fermach zwierząt futerkowych, jest dużo większym zagrożeniem dla ludzi niż wirus, który występuje u kotów czy psów, jest mówieniem na wyrost – akcentował Szczepan Wójcik.

– Mamy co kilka tygodni nowe rewolucyjne informacje, sprzeczne całkowicie ze sobą i nie dające nam żadnej pewności, jak wirus mutuje, w jaki sposób przechodzi z człowieka na zwierzę i odwrotnie. WHO w żaden sposób nie potwierdziło jakiegokolwiek niebezpieczeństwa wynikającego z funkcjonowania fermy zwierząt futerkowych. Mamy sprzeczne informacje i nie wiem, dlaczego nie czekamy na niezależne badania – kontynuował.

Prezes Instytutu Gospodarki Rolnej wielokrotnie już podkreślał, iż właściciele ferm norek obawiają się, że koronawirus jest tylko pretekstem do zlikwidowania branży futerkowej, co próbowano zrobić wcześniej za pomocą tzw. Piątki dla zwierząt.

– Wrażliwość na koronawirusa wykazują nie tylko norki, ale też koty, psy i inne zwierzęta gospodarskie, a także niedźwiedzie i lwy. Czy teraz wszystkie zwierzęta będziemy wybijać, bo zakażą się koronawirusem? No nie. Dziwię się, dlaczego to właśnie norki są na cenzurowanym i wykorzystuje się każdy pretekst – tzw. Piątka dla zwierząt czy koronawirus – żeby zniszczyć czy w jakiś sposób ograniczyć branżę futerkową. Obawiamy się tego, że dzisiaj koronawirus jest wykorzystywany jako pretekst do tego, żeby walczyć z branżą. Obawiamy się, że jest to kwestia polityczna, a nie faktycznie zdrowotna – zwracał uwagę hodowca norek.

Właściciele ferm norek w Polsce wystosowali pismo do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi z apelem o możliwość opracowania odpowiedniej szczepionki dla norek, którą sfinansowaliby sami hodowcy.

– Jako hodowcy zwierząt futerkowych wysłaliśmy pismo do ministerstwa rolnictwa z prośbą, aby minister przychylił się do tego, żeby hodowcy mogli sfinansować szczepionkę dla norek, wychodząc naprzeciw obawom i aby ratować swoje gospodarstwa. Niestety ministerstwo rolnictwa nie jest zainteresowane opracowaniem odpowiedniej szczepionki, nawet jeśli hodowcy chcą ją sami sfinansować. W innych krajach europejskich, np. na Litwie, na Łotwie czy w Grecji, wcale nie stosuje się ubijania zwierząt i likwidacji ferm futerkowych. Stosuje się kwarantannę zwierząt i obserwację. Nie widać żadnych większych upadków wśród tych zwierząt, gdzie wykryto koronawirusa. W pierwszej kolejności szczepieni są pracownicy, którzy ze zwierzętami mają styczność. Robi się wszystko, żeby fermy uratować, a nie niszczyć. (…) Nie rozumiem, dlaczego w Polsce nie stosuje się podobnych metod – wskazywał prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

Pierwsze w Polsce przypadki zakażenia koronawirusem wśród norek wykryto na fermie w województwie pomorskim, na terenie powiatu kartuskiego. 27 stycznia br. zostało pobranych 20 próbek – w 4 z nich wykryto obecność SARS-CoV-2. Podjęto decyzję o likwidacji hodowli po jednym przeprowadzonym teście. [czytaj więcej] 

– Apelujemy o powstrzymanie zapędów, które dążą do likwidacji branży, do merytorycznej, rzeczowej dyskusji oraz o przeprowadzenie niezależnych badań, które potwierdziłyby, w jaki sposób eliminować wirusa – oznajmił Szczepan Wójcik.

radiomaryja.pl

drukuj