fot. Monika Bilska

[TYLKO U NAS] Sz. Wójcik: Powstało w naszym społeczeństwie fałszywe przekonanie, które maluje obraz polskiego rolnika jako tego, który nieustannie czegoś chce

Powstało w naszym społeczeństwie fałszywe przekonanie, które maluje obraz polskiego rolnika jako tego, który nieustannie czegoś chce: a to wyciąga rękę po dopłaty, a to oczekuje dofinansowania, takiego czy innego wsparcia, jest roszczeniowy, a – co gorsza – jego działalność odciska się piętnem na naturze. Wszyscy wiemy, że rolnicza rzeczywistość diametralnie różni się od powszechnych ocen i opinii – mówił w swoim wystąpieniu podczas konferencji „Perspektywy dla polskiego rolnictwa” w WSKSiM w Toruniu prezes Instytutu Gospodarki Rolnej Szczepan Wójcik.

Szczepan Wójcik w swojej prelekcji poruszył kwestię podstawowych uwarunkowań determinujących rozwój polskiego rolnictwa. Na wstępie podkreślił, że wielu Polaków, szczególnie mieszkających w miastach, łączy rolnictwo wyłącznie z oczekiwaniami.

– Powstało w naszym społeczeństwie fałszywe przekonanie, które maluje obraz polskiego rolnika jako tego, który nieustannie czegoś chce: a to wyciąga rękę po dopłaty, a to oczekuje dofinansowania, takiego czy innego wsparcia, jest roszczeniowy, a – co gorsza – jego działalność odciska się piętnem na naturze. Wszyscy wiemy, że rolnicza rzeczywistość diametralnie różni się od powszechnych ocen i opinii. (…) Jednak, gdyby znalazł się wśród nas ktoś, kto nie zna tych zależności, warto byłoby mu powiedzieć, że rolnik niczego nie chce za darmo, niczego nie otrzymuje w prezencie, że rolnicy bywają różni, tak jak różni bywają właściciele firm transportowych, sprzedawcy samochodów, stolarze, dziennikarze czy politycy – wskazał prelegent.

Prezes Instytutu Gospodarki Rolnej zwrócił uwagę, że gospodarstwa rolne, aby mogły się rozwijać, są najczęściej zadłużone, a nowoczesne maszyny najczęściej wzięte są na kredyt.

– Wyśrubowane koszty produkcji, plony zależne od rzeczy całkowicie niezależnych, czyli od pogody. A dopłaty nie są manną z nieba, tylko wyrównaniem, które polskim rolnikom po wejściu do Unii Europejskiej 16 lat temu po prostu się należą. Nie tylko dlatego, że tak ustaliliśmy i umówiliśmy się z naszymi partnerami ze starej UE, ale dlatego, że równe traktowanie jest po prostu sprawiedliwe. Mam więc nadzieję – a rozpaliły je we mnie ostatnie dni – że tym razem wszyscy zgodzą się na sprawiedliwe traktowanie naszego kraju przy podziale środków w ramach nowej, ambitnej Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2020-2027 – zaznaczył.

Hodowca zwierząt futerkowych mówił również o obawach związanych z rozwojem polskiego rolnictwa.

– Cieszymy się, że nowa organizacja polityki rolnej UE kładzie nacisk na gospodarstwa ekologiczne, uwzględniając jednocześnie potrzeby światowego rynku, w którym polscy rolnicy muszą silnie konkurować czy to z Chinami, czy to z krajami Mercosur, czy z Ameryką. Oczywiście, rzeczą bardzo ciężką, a być może nawet i niemożliwą, jest ustalenie wspólnych reguł produkcji rolnej dla światowych producentów rolnych w trosce o dobrostan zwierząt, o klimat, środowisko naturalne i inne elementy, którymi żyje współczesny świat. Oczywistym jest to, że Europa, tym bardziej Polska, która jest najbliższa naszemu sercu, nie może skutecznie handlować swoimi produktami czy też surowcem, gdy koszty produkcji, wynikające z ograniczeń, staną się wyższe i mniej opłacalne niż wyprodukowanie tego samego kilograma mięsa np. w Brazylii, a potem przewiezienie go statkiem do Hamburga czy Gdańska – tłumaczył.

Jeśli sprawiedliwość w rolnictwie miałby być traktowana poważnie, powinna również przejawiać się we wspólnym myśleniu o rolnictwie europejskim jako jednej, jedynej gałęzi konkurującej z innymi mocarstwami – ocenił Szczepan Wójcik.

– Nie wyobrażam sobie więc sytuacji takiej, aby którykolwiek z krajów członkowskich był blokowany w rozwoju, a jego miejsce mogłyby zająć inne kraje. Zasady muszą być równe dla wszystkich, a do ich tworzenia powinni być zapraszani wyłącznie eksperci. Rolnik, który inwestuje – i to często miliony złotych – musi mieć przekonanie, że przynajmniej przez okres spłaty kredytu nie czeka go żadna niespodzianka prawna – akcentował prelegent.

Producenci rolni oraz przedsiębiorcy powinni również uderzyć się w pierś  z powodu pewnych swoich zaniechań – podkreślił prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

– Przede wszystkim bywało tak, że jako przedstawiciele poszczególnych sektorów albo nie dbaliśmy wystarczająco o narzucanie najwyższego poziomu wszystkim, którzy chcieli zajmować się tak delikatną materią, jaką jest rolnictwo, albo – co również się zdarzało – że przymykaliśmy oko w myśl bardzo polskiej zasady „moja chata z kraja”. Dziś wiemy, że powinniśmy wpływać na tych, którzy są słabsi i bezwzględnie obchodzić się z tymi, którzy rolnictwem po prostu nie powinni się zajmować. Każdy z nas wie, że aby być dobrym gospodarzem, trzeba oddać swoje serce zwierzętom i ziemi, a nie duszę diabłu. (…) Obojętność wobec minimalnej, ale jednak istniejącej grupy złych gospodarzy, kiepskich rolników, przynosi potężne straty wizerunkowe, które wpływają nie tylko na nasze postrzeganie, ale i eksport. Rolnicy muszą zadbać o swój wizerunek – zaznaczył.

 

radiomaryja.pl 

drukuj