fot. PAP

[TYLKO U NAS] Red. G. Górny: Historia pokazuje, że najczęściej to właśnie młodzi są zarzewiem buntów i rewolucji. Są oni najodważniejsi i najbardziej radykalni, ponieważ nie mają nic do stracenia

Zapewne wielu z Państwa pamięta serial telewizyjny dla młodzieży „Podróż za jeden uśmiech” z czasów PRL-u. Został on nakręcony na motywach powieści Adama Bahdaja i opowiadał o przygodach dwóch nastolatków – Poldka i Dudusia (…). Na Węgrzech serial był zabroniony jako antypaństwowy i antysocjalistyczny. W kraju naszych bratanków podróżowanie autostopem było surowo zabronione. Zakaz był wynikiem antykomunistycznego powstania, które wybuchło w Budapeszcie w październiku 1956 roku (…). Motorem napędowym powstania była młodzież, zwłaszcza robotnicy i studenci. Najlepiej widać to na przykładzie wyroków śmierci wydawanych przez komunistów. Średnia wieku skazańców wynosiła bowiem 24 lata. Historia pokazuje zresztą, że najczęściej to właśnie młodzi są zarzewiem buntów i rewolucji. Są oni najodważniejsi i najbardziej radykalni, ponieważ (poza życiem) nie mają nic do stracenia – mówił red. Grzegorz Górny, redaktor tygodnika „Sieci”, w felietonie z cyklu „Spróbuj Pomyśleć” na antenie Radia Maryja.

Red. Grzegorz Górny odniósł się do sukcesu serialu „Podróż za jeden uśmiech” emitowanego w czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

– Zapewne wielu z Państwa pamięta serial telewizyjny dla młodzieży „Podróż za jeden uśmiech” z czasów PRL-u. Został on nakręcony na motywach powieści Adama Bahdaja i opowiadał o przygodach dwóch nastolatków – Poldka i Dudusia, którzy autostopem przemierzyli Polskę od Krakowa po Hel. Serial cieszył się wielkim powodzeniem nie tylko w naszym kraju, ale także w innych państwach tzw. obozu demokracji ludowej. Wyjątkiem były Węgry. Na Węgrzech serial był zabroniony jako antypaństwowy i antysocjalistyczny. W kraju naszych bratanków podróżowanie autostopem było surowo zabronione. Zakaz był wynikiem antykomunistycznego powstania, które wybuchło w Budapeszcie w październiku 1956 roku – rozpoczął redaktor tygodnika „Sieci”.

– Motorem napędowym powstania była młodzież, zwłaszcza robotnicy i studenci. Najlepiej widać to na przykładzie wyroków śmierci wydawanych przez komunistów. Średnia wieku skazańców wynosiła bowiem 24 lata. Historia pokazuje zresztą, że najczęściej to właśnie młodzi są zarzewiem buntów i rewolucji. Są oni najodważniejsi i najbardziej radykalni, ponieważ (poza życiem) nie mają nic do stracenia, a młodzi ludzie zazwyczaj nie myślą o śmierci. Po stłumieniu powstania komuniści postanowili spacyfikować buntownicze nastroje wśród młodzieży. Wszelkie objawy oddolnej aktywności poddane zostały drobiazgowej kontroli. Zakazana została działalność klubów studenckich. Zabroniono wykonywania muzyki estradowej, zwłaszcza jazzu, w miejscach publicznych. Przez niemal 30 lat węgierska młodzież, która chciała przeżyć zakazaną przygodę, przyjeżdżała do Polski. Pojawiła się wówczas cała generacja niepokornych, która jest nazywana pokoleniem autostopowiczów – kontynuował gość Radia Maryja.

Red. Grzegorz Górny przypomniał historię trzech węgierskich młodzieńców, którzy wybrali się na wycieczkę do Polski w 1987 roku. Ich historię zawarł w książce „Węgry – Tysiąc lat samotności”.

– „Trzej młodzieńcy z Budapesztu wybierają się razem ze swoimi żonami lub narzeczonymi do Gdańska na Mszę świętą z Janem Pawłem II. Działają w węgierskiej opozycji i chcą na własne oczy zobaczyć, jak wygląda sytuacja w kraju Papieża i <<Solidarności>>. Zatrzymują się w Trójmieście u znajomych studentów. Godzinę później do mieszkania wkracza MO i aresztuje gospodarzy. Powodem są transparenty naszykowane na Eucharystię. Obcokrajowców funkcjonariusze zostawiają jednak w spokoju. Węgrzy owijają się transparentami i pod ubraniami przemycają je na uroczystość. W czasie spotkania z Papieżem zostają one rozwinięte. Cała szóstka jest pod wrażeniem tłumów, jakie się zgromadziły. W ich państwie byłoby to niemożliwe. Patrząc na olbrzymią manifestację wiary i patriotyzmu, stwierdzają jednogłośnie, że koniec komunizmu jest tylko kwestią czasu. Rok później zakładają własną partię, a 2 lata później system runie i w Polsce, i na Węgrzech. Dzisiaj ci trzej młodzieńcy to najważniejsi ludzie w państwie: János Áder, prezydent; László Kövér, przewodniczący parlamentu; Viktor Orbán, premier” – podkreślił felietonista.

Cały felieton red. Grzegorza Górnego z cyklu „Spróbuj pomyśleć” jest dostępny [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj