Autorstwa Kancelaria Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=85024403

[TYLKO U NAS] J. M. Jackowski o wypowiedzi R. Terleckiego nt. Solidarnej Polski: Potrzebna jest kultura dialogu, a nie stawiania spraw na ostrzu noża i straszenia jakimś uderzaniem po łapkach, bo to ośmiesza cały obóz Zjednoczonej Prawicy

Potrzebna jest kultura dialogu i uzgadniania stanowisk, a nie stawiania spraw na ostrzu noża i straszenia jakimś poklepywaniem czy uderzaniem po łapkach, bo to ośmiesza cały obóz Zjednoczonej Prawicy. To sprawia wrażenie, jakby to były dyskusje chłopca w piaskownicy, któremu zabrano łopatkę i odgraża się, co on zrobi w zamian za to swojemu koledze, który mu zabrał łopatkę – mówił w rozmowie z TV Trwam senator Jan Maria Jackowski.

9 maja odbędą się przedterminowe wybory na prezydenta Rzeszowa. Wiąże się to z rezygnacją z tej funkcji dotychczasowego włodarza tego miasta Tadeusza Ferenca, spowodowaną względami zdrowotnymi. Ferenc jako swojego następcę zaproponował polityka Solidarnej Polski Marcina Warchoła. Tymczasem Porozumienie zapowiedziało wystawienie swojego kandydata na prezydenta Rzeszowa [więcej].

Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki zapowiedział niedawno, że również PiS desygnuje swojego kandydata na tę funkcję [więcej].

– Dla szeroko rozumianych zwolenników obozu dobrej zmiany szczególnie niezrozumiałe są te podziały wewnątrz obozu dobrej zmiany, ponieważ pan minister Warchoł wydawał się być niemalże idealnym kandydatem obozu dobrej zmiany. Od dawna było wiadomo, że będzie ubiegał się o tę funkcję, przygotowywał się do tego, ma bardzo dobre przygotowanie merytoryczne, pochodzi osobiście z Rzeszowa, jest posłem z tamtego okręgu, jest znany w tym terenie i cieszy się szacunkiem w różnych środowiskach. Jest odbierany jako młody, dynamiczny, prężny kandydat, który jest w stanie dać nowe impulsy do rozwoju Rzeszowa. Stąd te wszystkie dyskusje wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy są niezrozumiałe i sprawiają wrażenie, że po prostu tutaj chodzi o jakieś ambicjonalne spory, a tego nasi zwolennicy bardzo nie lubią – ocenił Jan Maria Jackowski.

Ryszard Terlecki w rozmowie z dziennikarzami odniósł się do postawy posłów Solidarnej Polski, którzy w głosowaniu za dołączeniem do porządku obrad informacji wicepremiera Piotra Glińskiego ws. procedury przyznawania rekompensat w ramach Funduszu Wsparcia Kultury zagłosowali wbrew stanowisku Prawa i Sprawiedliwości, popierając stanowisko opozycji. SP w oświadczeniu wyjaśniła, że wyborcy Zjednoczonej Prawicy mają prawo do informacji w sprawie środków z funduszu wsparcia artystów [więcej].

„Nie wiedzieliśmy, że tak będzie, pokazali nam figę, przyjmujemy to do wiadomości, będziemy działać konsekwentnie” – stwierdził Terlecki. Na pytanie, co w tej sytuacji zrobi PiS, odpowiedział: „Damy po łapie”.  Do tej wypowiedzi odniósł się rozmówca TV Trwam.

– To są niepoważne stwierdzenia, z bardzo prostej przyczyny. Ludzie są zaniepokojeni, oczekiwaliby od polityków, aby zgodnie, harmonijnie współpracowali w tym trudnym momencie, który mamy w Polsce w tej chwili w związku z pandemią i kryzysem gospodarczym oraz innymi problemami, które są w naszym kraju, żeby po prostu wspólnie działać, a nie działać na zasadzie ambicjonalnej i na tym, że aparat PiS nie rozumie, że musi ze swoimi koalicjantami uzgadniać pewne kwestie. Potrzebna jest kultura dialogu i uzgadniania stanowisk, a nie stawiania spraw na ostrzu noża i straszenia jakimś poklepywaniem czy uderzaniem po łapkach, bo to ośmiesza cały obóz Zjednoczonej Prawicy. To sprawia wrażenie, jakby to były dyskusje chłopca w piaskownicy, któremu zabrano łopatkę i odgraża się, co on zrobi w zamian za to swojemu koledze, który mu zabrał łopatkę – podkreślił Jan Maria Jackowski.

Polityk odniósł się również do możliwości przejścia w przyszłości niektórych polityków Porozumienia np. do ugrupowania Polska 2050 Szymona Hołowni.

– Nie zdziwiłbym się, gdyby niektórzy politycy młodszej generacji, a więc przed czterdziestką, w przyszłości poszukiwali swojego szczęścia politycznego w ruchu Szymona Hołowni, i to politycy, którzy wywodzą się z szeroko rozumianego obozu Zjednoczonej Prawicy. Tak sytuacja by mnie osobiście nie zdziwiła, to by było pewnym symptomem, bardzo znamiennym i to by oznaczało, że słabo oceniają przyszłość obozu Zjednoczonej Prawicy – powiedział senator.

radiomaryja.pl

drukuj