D. Matecki o odrzuceniu projektu „W obronie wolności chrześcijan”: Ta koalicja jest znana z tego, że projekty obywatelskie mieli i wyrzuca do kosza
Ta koalicja, w której jedna z partii ma w nazwie „obywatelska”, projekt obywatelski podpisany przez 400 tys. osób po prostu bez pracy w jakiejkolwiek komisji wyrzuciła do kosza. Oni są znani z tego, że już za poprzednich ich rządów projekty obywatelskie mielili i wyrzucali. To były miliony w poprzedniej kadencji. Teraz również można mówić o milionach, ponieważ wyrzucili również projekt dotyczący lasów, pod którym podpisało się 500 tys. osób i jestem przekonany, że na następnym posiedzeniu odrzucą projekt Roberta Bąkiewicza o obronie Polski przed tzw. roszczeniami dot. mienia spadkowego – mówił Dariusz Matecki, poseł PiS, w sobotniej audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
Projekt ustawy „W obronie wolności chrześcijan” podpisało blisko 400 tys. osób. Obywatelski dokument przewidywał zmiany w Kodeksie karnym. Chodziło o to, aby karane było m.in. publiczne lżenie i wyszydzanie Kościoła katolickiego lub związku wyznaniowego. Jednak decyzją posłów koalicji rządzącej trafił on do kosza.
– Ta koalicja, w której jedna z partii ma w nazwie „obywatelska”, obywatelski projekt podpisany przez 400 tys. osób po prostu bez pracy w jakiejkolwiek komisji wyrzuciła do kosza. Oni są znani z tego, że już za poprzednich ich rządów obywatelskie projekty mielili i wyrzucali. To były miliony w poprzedniej kadencji. Teraz także można mówić o milionach, ponieważ wyrzucili również projekt dotyczący lasów, pod którym podpisało się 500 tys. osób i jestem przekonany, że na następnym posiedzeniu odrzucą projekt Roberta Bąkiewicza o obronie Polski przed tzw. roszczeniami dot. mienia spadkowego – wyjaśnił Dariusz Matecki.
W projekcie „W obronie wolności chrześcijan” zaproponowano zmiany w artykułach 195 i 196 Kodeksu karnego. Pierwszy z nich przewiduje karę do dwóch lat więzienia za złośliwe przeszkadzanie w publicznym wykonywaniu aktu religijnego. Autorzy projektu chcieli usunięcia słowa „złośliwe”. Ponadto doprecyzowano drugi artykuł. W nowym brzmieniu kara miałaby przysługiwać za publiczne wyszydzanie Kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej, jego dogmatów i obrzędów.
https://twitter.com/BoguckiZbigniew/status/1783602119141953844
Gość Radia Maryja, odnosząc się do odrzucenia projektu, powiedział, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy obywatelskość mają tylko w nazwie.
– To są ludzie, którzy dla miałkich celów politycznych wiceministrem kultury zrobili kobietę, która zakłócała Mszę świętą. To właśnie ten jej czyn m.in. objęłaby ustawa (…) Ci ludzie po prostu bronią swoich, bo jeśli Sławomir Nitras wzywał do „opiłowywania” katolików z przywilejów, a tydzień później człowiek, który udostępniał jego film, ściął krzyż w Zielonej Górze (tego typu przykładów można mnożyć znacznie więcej), to również Sławomir Nitras nakłaniał do tego typu działań wymierzonych w katolików. Mnie nie dziwiło, że oni odrzucili ten projekt. Jednak osobiście uważam, że wielkim błędem poprzedniej kadencji (wtedy jeszcze nie byłem posłem), było to, że ustawy Suwerennej Polski nie zostały przeprocedowane w tamtym czasie, kiedy mieliśmy większość. Nie wiem, dlaczego tak się stało, nie mnie oceniać, ale uważam, że to był potężny błąd – wskazał poseł PiS.
.@MateuszWagemann: Nadchodzą trudne, ciemne czasy dla katolików, chrześcijan, a być może dla wszystkich, którzy pragną korzystać w Polsce z wolności wyznania i sumienia. pic.twitter.com/oTfy9RtuAr
— Suwerenna Polska (@Suwerenna_POL) April 25, 2024
Podczas debaty politycznej, która poprzedziła głosowanie nad ustawą, padały różne argumenty. Do nich odniósł się na antenie Radia Maryja Dariusz Matecki.
– Padł argument, że to nie jest obywatelski projekt, ponieważ w komitecie inicjatywy ustawodawczej byłem m. in. ja, czyli obecnie poseł Suwerennej Polski, był Mateusz Wagemann, wicewojewoda z Suwerennej Polski, Marcin Warchoł, były minister z Suwerennej Polski, tylko że te 400 tys. podpisów to nie byli członkowie Suwerennej Polski, Prawa i Sprawiedliwości, ale byli to po prostu obywatele. To byli katolicy, chrześcijanie, również może wyznawcy innych religii, którzy nie chcą, żeby ich znieważono ze względu na wyznawaną wiarę (…). Kolejnym argumentem było to, że będzie ograniczona wolność słowa i jednocześnie w tym samym czasie w bodnarowym Ministerstwie Sprawiedliwości procedowana jest ustawa o karaniu za krytykę środowisk LGBT. Można by ich zapytać – my pytaliśmy, ale nie odpowiedzieli – czy kwestia karania za prześladowanie chrześcijan to jest odbieranie wolności słowa, a krytyka środowisk LGBT już nią nie jest. Padały też wulgarne hasła – przypomniał polityk.
Dariusz Matecki został także zapytany o projekt przygotowywany przez ministra sprawiedliwości, Adama Bodnara, dotyczący tzw. mowy nienawiści.
– Ciągle na to czekamy i zastanawiamy się, co to w ogóle będzie. Możemy się spodziewać tego, że skoro dzisiaj w prawie mamy tak, że jeżeli ktoś skrytykuje np. środowiska żydowskie czy homoseksualne, to może trafić nawet do więzienia. Jeżeli ktoś coś złego powie o Polakach, o katolikach, to najczęściej taka osoba jest uniewinniana. Jeśli zostanie wprowadzane jeszcze zaostrzenie tych przepisów, to sądzę, że może to w jakiś sposób naruszać wolność słowa, bo będziemy ścigani np. za cytowanie Pisma Świętego czy cytowanie Katechizmu Kościoła Katolickiego w kwestii podejścia do osób homoseksualnych, czy to w kwestii aborcji, bo stwierdzimy, że ona nie jest prawem człowieka. Dzisiaj w UE mówi się wprost, że aborcja to prawo człowieka, czyli zabicie człowieka to prawo człowieka. To są absurdy, ale być może niedługo za krytykę środowisk aborcyjnych będą chcieli skazywać – ocenił.
Całą rozmowę z Dariuszem Mateckim można odsłuchać [tutaj].
radiomaryja.pl



