fot. TV Trwam

[TYLKO U NAS] Dr J. Bukowski: Sybiracy przeżyli ogromną gehennę. Dla tych ludzi często ważniejsze od pieniędzy jest społeczne uznanie

Sybiracy to ci, którzy mieli chyba najtrudniejszy los ze wszystkich, którzy przekroczyli polską granicę. Ci ludzie przeżyli ogromną gehennę. Zazwyczaj mówimy o rekompensatach dla tych, którzy walczyli albo siedzieli w obozach koncentracyjnych czy w łagrach. Dla tych ludzi często ważniejsze od pieniędzy jest społeczne uznanie – podkreślał dr Jerzy Bukowski, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, w rozmowie z TV Trwam.

Posłowie w Sejmie debatują nad prezydenckim projektem związanym ze świadczeniami w ramach rekompensaty dla Sybiraków. Pieniądze mają być przyznawane proporcjonalnie do okresu przebywania na zesłaniu lub deportacji w Związku Sowieckim – za każdy pełny miesiąc ma przysługiwać 200 zł, jednak jednorazowe świadczenie nie może wynieść mniej niż 2 tys. 400 złotych. [czytaj więcej] 

– Sybiracy to trochę zapomniana grupa. Mówi się o kombatantach, którzy walczyli z bronią w ręku, o osobach represjonowanych i o osobach wywiezionych, ale w ogólnej kategorii. Natomiast Sybiracy to ci, którzy mieli chyba najtrudniejszy los ze wszystkich, którzy przekroczyli polską granicę. Oni byli deportowani jeszcze przed II wojną światową z terenów, które zamieszkiwali w Związku Sowieckim, a potem jechały na Syberię transporty żołnierzy Armii Krajowej, a także ich rodzin oraz tzw. elementu reakcyjnego – ziemiaństwo, inteligencja, lekarze, nauczyciele – wyjaśnił dr Jerzy Bukowski.

Z danych Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych wynika, że do grona Sybiraków może należeć około 22 tys. osób.

– To jest trudna sprawa, aby przydzielać świadczenia zbiorowo, ponieważ nigdy nie wiadomo, kto rzeczywiście do tej grupy należał, a kto się tylko do niej przyznaje. Mamy niestety w historii Polski tzw. syndrom IV Brygady, czyli ludzi, którzy przyznają się do szeroko pojętego kombatanctwa. Jestem przekonany, że władze, które się tym zajmują, będą potrafiły to rozstrzygnąć zawsze na korzyść Sybiraków – powiedział rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie.

– Prezydent jest osobą, która przywiązuje ogromną wagę do polityki historycznej i dlatego każda jego inicjatywa dotycząca uhonorowania osób pokrzywdzonych w XX wieku przez obu najeźdźców, a także przez rodzimych zdrajców zasługuje na uznanie. Natomiast od pomysłu do jego realizacji jest często długa droga legislacyjna – zwrócił uwagę.

Rozmówca TV Trwam podkreślił, że to bardzo ważne, że państwo polskie zajęło się przygotowywaniem wsparcia dla Sybiraków, ponieważ do tej pory nie przysługiwało im specjalne zadośćuczynienie finansowe.

– Zazwyczaj mówimy o rekompensatach dla tych, którzy walczyli albo siedzieli w obozach koncentracyjnych czy w łagrach. A przecież, jeżeli ktoś spędził kilkanaście albo kilkadziesiąt lat na dalekiej Syberii, to jest to o wiele gorsze, dojmujące przeżycie, aniżeli na przykład kilka miesięcy w obozie – zauważył doktor nauk humanistycznych.

Zdaniem dr. Jerzego Bukowskiego, wspomniana grupa osób została zapomniana przez polskie społeczeństwo, ponieważ nie jest „medialna”, to znaczy – jak dodał – ci ludzie nie ginęli z bronią w ręku, tylko zostali deportowani, a to jest postrzegane, jak „przeniesienie się z Krakowa do Szczecina”.

– To były nieludzkie warunki. Oni jechali czasem kilkanaście dni w zimie, niektórzy z nich umierali w czasie jazdy. Kiedy przyjeżdżali na miejsce, musieli dosłownie gołymi rękami wykopywać sobie ziemianki. Nie wolno im było zerwać chociażby kłosa zboża czy jabłka z drzewa, bo to było traktowane jako zamach na własność państwową – sowiecką. Ci ludzie przeżyli ogromną gehennę. (…) Dla tych ludzi często ważniejsze od pieniędzy jest społeczne uznanie – zaznaczył rozmówca TV Trwam.

radiomaryja.pl

drukuj