fot. Marek Borawski/Nasz Dziennik

Prokuratura wnioskuje o areszt dla podejrzanych o zniszczenie zasieków na granicy z Białorusią

Prokuratura Rejonowa w Sokółce (Podlaskie) skierowała we wtorek do sądu wnioski o areszt dla trzynastu osób, którym postawiono zarzuty związane ze zniszczeniem fragmentu ogrodzenia na granicy z Białorusią – poinformował szef tej prokuratury, Artur Kuberski. Podejrzani nie przyznają się i odmawiają składania wyjaśnień.

Całej trzynastce zatrzymanych w związku z niedzielnym incydentem koło wsi Szymaki postawione zostały zarzuty zniszczenia – wspólnie i w porozumieniu – mienia, czyli fragmentu zasieków zbudowanych na granicy, przy kwalifikacji, iż był to występek o charakterze chuligańskim.

Skazując za taki występek, sąd wymierza karę przewidzianą za dane przestępstwo w wysokości nie niższej od dolnej granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego o połowę. Śledczy wystąpili do sądu z wnioskami o trzymiesięczny areszt tymczasowy dla całej grupy podejrzanych. Jak powiedział prok. Kuberski, wnioski motywowane są obawą matactwa w związku z tym, że podejrzani nie przyznają się i odmówili składania wyjaśnień. Sąd ma je rozpoznać w środę.

W poniedziałek skierowanie wniosków o ukaranie całej trzynastki grzywnami zapowiedziała Straż Graniczna. Chodzi o wykroczenie polegające na bezprawnym wejściu na pas drogi granicznej.

Do incydentu przy granicy z Białorusią koło wsi Szymaki doszło w niedzielę po południu. Jak widać na nagraniach umieszczonych w mediach społecznościowych, grupa osób weszła na pas drogi granicznej, użyła nożyc do metalu, zaczepiła liny i próbowała rozerwać zasieki z drutu kolczastego ułożone na granicy Polski z Białorusią.

Według oświadczeń osób uczestniczących w tej akcji zamieszczonych w mediach społecznościowych był to „akt obywatelskiego nieposłuszeństwa” w celu wyrażenia sprzeciwu „wobec okrutnej polityki rządu” i „zamykania granicy przed osobami, które uciekają ze swoich krajów w obawie przed torturami lub ewentualną śmiercią”.

„Chcemy pokazać solidarność z nimi. Jesteśmy gotowi ponieść za to konsekwencje” – mówiły uczestniczki akcji.

W Usnarzu Górnym k. Krynek (Podlaskie) od trzech tygodni koczuje grupa imigrantów.

„Widzimy między 20 a 30 osób. Raz jest 24, raz 25, innym razem 28. Osoby tam przebywające dostają regularnie jedzenie od strony białoruskiej. W poniedziałek o godz. 19.30 dostali ciepłe posiłki, dostają papierosy, zauważyliśmy, że otrzymali słodycze” – mówiła we wtorek rano rzecznik SG, ppor. Anna Michalska.

Fundacja Ocalenie, której pracownicy i wolontariusze są w Usnarzu Górnym, czyli po polskiej stronie i komunikują się z imigrantami za pomocą megafonów, otrzymuje od nich informacje, że w obozie są 32 osoby i wszystkie pochodzą z Afganistanu. Grupa nie może przejść do Polski, uniemożliwia to SG i wojsko. Nie może się też cofnąć, bo jest blokowana przez służby białoruskie.

Na granicy z Białorusią trwa budowa ogrodzenia o wysokości 2,5 metra, powstającego z dwóch zwojów kolczastego drutu (nakładanych jeden na drugi) opartego o stalowe słupy. W miejscu incydentu takiego ogrodzenia jeszcze nie było, są tam zasieki z pojedynczych zwojów takiego drutu, o wysokości ok. półtora metra.

PAP

drukuj