fot. ACN Polska

O. dr M. Cieślik: Libańczycy stracili nadzieję

Jedną z przyczyn kryzysu w Libanie i trudności, z jakimi przyszło się borykać jego mieszkańcom, jest brak nadziei. 50 proc. społeczeństwa żyje poniżej progu ubóstwa. Około 40-45 proc. aktywnej części społeczeństwa libańskiego nie ma pracy. Jeśli dochodzi do dyskusji, które pozwalają ludziom wyrazić to, co przeżywają, są one płaczem, krzykiem, który trudno jest potraktować w sposób konstruktywny – powiedział o. dr. Marek Cieślik SJ, wykładowca i dziekan Wydziału Nauk Religijnych Uniwersytetu Świętego Józefa w Bejrucie, w rozmowie z Kingą Waliszewską z ACN Polska.

W kontekście wielowarstwowego kryzysu w Libanie różne instytucje kościelne czy organizacje pozarządowe niosą tam niezbędną pomoc. Jak wygląda dziś  codzienność Libańczyków? Jak radzą sobie z kryzysem?

Jedną z przyczyn owego kryzysu i trudności, z jakimi przyszło nam się borykać, jest brak nadziei. 50 proc. społeczeństwa żyje poniżej progu ubóstwa. Około 40-45 proc. aktywnej części społeczeństwa libańskiego nie ma pracy, wobec czego bardzo łatwo jest znaleźć się w sytuacji beznadziei. Jeśli dochodzi do dyskusji, które pozwalają ludziom wyrazić to, co przeżywają, to są one płaczem, krzykiem, który trudno jest potraktować w sposób konstruktywny. Przy czym mimo braku nadziei i wszystkich innych trudności, jedną z ważnych rzeczy, które Kościół próbuje podjąć, to m.in. funkcjonowanie instytucji. Poprzez pracę, wyjście z domu, zaangażowanie owa beznadzieja może być pokonana, można z nią żyć w sposób bardziej pozytywny. Kościół w Libanie prowadzi bardzo dużo instytucji, np. szkoły. Mówi się, że jest ok. 32 procent szkół publicznych, a  68 proc. to szkoły prywatne, z czego większość z nich to szkoły katolickie. Kwestia instytucji jest zatem kwestią ważną, nawet w zwykłym przeżywaniu własnej codzienności, starając się zapewnić naukę. Ma to ogromny wpływ dla pracujących osób, dla rodzin, dla dzieci. I to jest rzecz bardzo konkretna.

W ostatnim czasie kryzys przybrał dramatyczną formę dla aktywności socjalnej.

Od dwóch lat formą dramatyczną, żeby nie powiedzieć tragiczną, jest ta związana z aktywnością socjalną. Jednym z kościołów, który otrzymuje wsparcie od Pomocy Kościołowi w Potrzebie, jest należący do jezuitów kościół św. Józefa w Bejrucie i rzeczywiście widzę, jak wiele rodzin tygodniowo otrzymuje tu żywność. Oczywiście, paczki są ważne. Od półtora roku powiedziałbym, że są niezbędne – jeśli chodzi o tych, którzy korzystają z pomocy – przy czym jest to pomoc, która powinna w pewnym momencie się zakończyć na rzecz zwykłej pracy, komunikacji, relacji z innymi. Jednocześnie pomoc jest bardzo ważna i dociera nawet do naszych szkół w Dolinie Bekaa, do tych osób, które są najbardziej dotknięte kryzysem.

W co jeszcze angażuje się Kościół?

Innym zaangażowaniem Kościoła katolickiego wszystkich odłamów jest oczywiście aktywność duszpasterska: oprawianie Mszy św., spowiedź i sprawowanie innych sakramentów, prowadzenie rekolekcji. Podsumowując, pomoc, którą staramy się udzielać innym, a jednocześnie samym sobie – ponieważ osoby, które z nami pracują, a które również w potrzebie, pozwalają nam pomagać innym – to jest pomoc związana z życiem kościelnym, liturgicznym, z modlitwą, ale również jest to pomoc o charakterze socjalnym.

W jaki sposób ludzie radzą sobie z problemami dnia codziennego. Jak jest możliwe funkcjonowanie przy braku chociażby wody?

Pamiętam czasy stanu wojennego w Polsce, jak stało się w kolejkach przez całą noc, żeby kupić butelkę octu czy oliwy. Oczywiście, to jest inny czas, inny kraj, inny kontekst historyczny, ale widząc to, do czego są zmuszeni Libańczycy, by przeżyć, przypomniałem sobie sceny sprzed kilkudziesięciu lat. I tak rzeczywiście jest w Libanie. Często po benzynę ludzie ustawiają się o 4.00 rano, by o godzinie 9.00 dostać 20 litrów. Jeśli chodzi o żywność, to może łatwiej jest kupić chleb czy inne produkty.

Problemem jest jednak kwestia zarobków.

Tak, jeszcze przed dwoma laty były one na poziomie ok. 1000-2000 dolarów, a obecnie wynoszą ok. 100-150 dolarów. Ludzi nie stać na produkty importowane. Żyją więc w sposób bardzo prosty, żeby nie powiedzieć ubogi, zaciskając stale pasa. Dlatego też bardzo ważną sprawą jest zapewnienie ludziom pracy, by pozwolić im wyjść z domu, zarobić, zaangażować się – nie by zapomnieć o problemach, ale by dać sobie z nimi radę na tyle, na ile to jest możliwe. Poznałem takich ludzi, którzy pracują w instytucjach, które od pewnego czasu są zamknięte albo płacą tylko połowę pensji, tak że sytuacja wygląda dramatycznie. Myślę również, że wśród Libańczyków jest dużo solidarności. Widzę, jak bardzo są zaangażowane osoby w kościele św. Józefa, o którym wspominałem. Robią to, żeby pomóc ludziom.

Kinga Waliszewska/ACN Polska/radiomaryja.pl

drukuj