fot. ACN

Liban – edukacja w czasach kryzysu

Mniejsza liczba chrześcijan powoduje, że w Libanie stale ubywa szkół katolickich, chociaż większość z placówek przyjmuje oczywiście dzieci bez względu na ich religię. W dwóch naszych szkołach w Dolinie Bekaa mamy 85 proc. uczniów z rodzin muzułmańskich, a tylko 15 proc. z rodzin chrześcijańskich. Mimo obecnego kryzysu, dzięki pomocy z zewnątrz i samoorganizacji, szkoły katolickie dają sobie radę. Nie w tym sensie, że wszystko idzie, tak jak chciałoby się to zaplanować, lecz jest to owoc ciężkiego trudu, który codziennie podejmujemy – podkreślił o. dr Marek Cieślik SJ, wykładowca i dziekan Wydziału Nauk Religijnych Uniwersytetu Świętego Józefa w Bejrucie, dyrektor Instytutu Nauk Muzułmańsko-Chrześcijańskich na tymże Wydziale oraz rektor szkół jezuickich w Dolinie Bekaa.

W Dolinie Bekaa w Libanie jezuici prowadzą szkoły, do których łącznie uczęszcza 113 dzieci uchodźców syryjskich. Jak mówił ich rektor, o. Marek Cieślik SJ, ze względu na fatalną sytuację ekonomiczną w kraju, kapłanom coraz trudniej jest utrzymać swoje placówki, dlatego w odpowiedzi na jego prośbę, na edukację dzieci PKWP przeznaczyło 30 tys. euro – około 265 euro na każde dziecko.

– Nasze szkoły, które znajdują się w Dolinie Bekaa, a za które jestem odpowiedzialny, są to szkoły dla ubogich (tzw. semi-gratuite). Placówki powinny otrzymywać od państwa część czesnego, ale od sześciu lat nie dostają funduszy. To szkoły dla osób, które nie są w stanie wysłać swoich dzieci do dość drogich szkół prywatnych, a jednocześnie nie chcą ich wysłać do szkół publicznych, które często są na bardzo niskim poziomie. Szkoły te są wspierane m.in. przez Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Mimo wszystkich problemów, one funkcjonują, może nawet lepiej niż wiele innych szkół, które nie mają możliwości otrzymywania pomocy z zewnątrz. Na państwo niestety nie można liczyć. Nawet, jeśli Liban będzie otrzymywał pomoc z zewnątrz, która jest niezbędna, dopóki jako państwo nie weźmie się w garść, nie da sobie rady. Ja o te szkoły jestem dość spokojny, jestem raczej optymistą. Mimo że cały czas są zagrożone, działają dzięki pomocy z zewnątrz, jak również osób, które są w nie zaangażowane czy pracują w nich – wskazał o. dr Marek Cieślik.

Liczba katolickich szkół w Libanie jednak z roku na rok maleje. Jezuita wyjaśnił, jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy.

– Myślę, że z jednej strony jest to związane z faktem, iż np. przed wojną domową, która wybuchła w 1975 r. liczba chrześcijan w Libanie przekraczała 60 proc., a obecnie jest to ok. 28 procent. Mniejsza liczba chrześcijan powoduje, że szkół katolickich stale ubywa, chociaż większość z tych szkół przyjmuje oczywiście dzieci bez względu na ich religię. W naszych placówkach w Dolinie Bekaa w dwóch szkołach podstawowych mamy 85 proc. uczniów z rodzin muzułmańskich, a tylko 15 proc. z rodzin chrześcijańskich. W dwóch kolejnych szkołach większość stanowią uczniowie chrześcijańscy, przy czym nie wynika to z polityki szkoły, a raczej wiąże się to z jej charakterem, tzn. ze specjalizacjami, jakie się w niej znajdują. Podsumowując, do tej pory, mimo obecnego kryzysu, ale dzięki pomocy z zewnątrz i samoorganizacji, dzięki zaciskaniu pasa, szkoły katolickie dają sobie radę. Nie w tym sensie, że wszystko idzie, tak jak chciałoby się to zaplanować, lecz raczej jest to owoc ciężkiego trudu, który codziennie podejmujemy – zaznaczył jezuita.

Szkoły jezuickie w Dolinie Bekaa we wschodnim Libanie, blisko granicy z Syrią, przyjmują w swe progi także dzieci syryjskich uchodźców. W wyniku wojny w Syrii, do Libanu napłynęło półtora miliona syryjskich uchodźców. Populacja licząca zaledwie 4 miliony Libańczyków musiała wchłonąć dodatkowo 1,5 miliona uchodźców z Syrii.

Jednym z najpilniejszych zadań jest zapewnienie jak największej liczbie syryjskich dzieci edukacji szkolnej. W przeciwnym razie będzie to stracone pokolenie, bez przyszłości zarówno za granicą, jak i w swojej ojczyźnie, bowiem w dłuższej perspektywie bez edukacji problemy staną się jeszcze gorsze, nie tylko dla samych dzieci, ale i dla całego społeczeństwa.

Możliwość rozszerzenia perspektyw edukacyjnych na miejscu jest ważnym czynnikiem, który pomoże przekonać syryjskie rodziny do pozostania w regionie i być może w przyszłości zmotywuje ich do powrotu do swej ojczyzny, zamiast podejmowania prób emigracji do Europy, Stanów Zjednoczonych czy Kanady. Dobrze wykształceni młodzi ludzie są bowiem pilnie potrzebni w Syrii, aby pomóc w odbudowie kraju.

ACN Polska/radiomaryja.pl

drukuj