In vitro powinno być zakazane

Z ks. bp. Stanisławem Stefankiem, ordynariuszem łomżyńskim,

wiceprzewodniczącym Rady Episkopatu ds. Rodziny, rozmawia Maria Popielewicz

Wczoraj została opublikowana Instrukcja Kongregacji Nauki Wiary Dignitas personae dotycząca niektórych problemów bioetycznych. Porusza ona wiele zagadnień dotyczących medycyny. Na jakie najważniejsze przesłanie dokumentu zwróciłby Ksiądz Biskup uwagę?

– Nowy dokument Kongregacji Nauki Wiary wskazuje na główny wątek tak w dziedzinie przekazywanych norm, jak i motywacji. Sam tytuł Dignitas personae, czyli Godność osoby, jest już drogowskazem, którego trzeba się trzymać bardzo ściśle, żeby dobrze zrozumieć i wykorzystać zawarte w Instrukcji przesłanie. Ja bym włączył ukazanie się tej Instrukcji w szerszy kontekst obecnie przeżywanych rocznic. Mam tu ma myśli 60. rocznicę uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Oczywiście sam dokument nie odnosi się wprost do tej deklaracji, natomiast – moim zdaniem – wskazuje na to, iż wtedy – 60 lat temu, gdy szukano jakiejś zasady, która mogłaby być przyjęta przez wszystkie narody i która mogłaby odpowiedzieć na tęsknotę wszystkich do jakiegoś uregulowania ładu publicznego, żeby nie powtórzył się dramat II wojny światowej, sięgnięto po argument godności osoby. Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, szukając uzasadnienia tych praw, próbowała zdefiniować osobę ludzką i uszanować jej godność. Oczywiście przez następne lata cała ideologizacja, czyli interpretacja przeciwna człowiekowi, tych pierwotnie pieczołowicie redagowanych zasad polegała na tym, że znów podjęto dyskusję, która doprowadziła do ograbienia człowieka z jego godności. Chociażby późniejsze akty prawne i ostatnie wyroki sądowe szokują nas, bo stwierdzają, że są tacy ludzie, którym nie należy się prawo do życia i należy ich ustawowo zabić. Dyskusje na ten temat prowadzone są nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. To jest bardzo groźne zjawisko. Oficjalnie niezawisłe sądy, czyli – nazwijmy to – autorytet najwyższy w stosunku do każdego człowieka, decydują – ty nie masz prawa do życia, powinieneś być zabity, bo nie spełniasz określonych warunków. To jest właśnie odbieranie godności osobie ludzkiej. Człowieka poddaje się klasyfikacji i według niej stwierdza się, czy należy mu się życie, czy nie.

Najnowszy dokument Kongregacji Nauki Wiary jest już trzecim dokumentem Kościoła podejmującym w ostatnich latach kwestie obrony życia i godności osoby ludzkiej. Pierwszym była Instrukcja tejże kongregacji z 1987 roku Donum vitae, drugim encyklika Jana Pawła II Evangelium vitae z 1995 roku. Trzeci dokument Instrukcja Dignitas personae powraca do punktu wyjścia niejako, czyli broni pierwotnej zasady, jaką jest godność osoby ludzkiej i dopiero na tym buduje szczegółowe przesłania, które zostały ujęte w trzy kolejne części.


Dlaczego więc Kościołowi zarzuca się, że nie zgadzając się np. na in vitro, nie rozumie cierpienia kobiet, które pragną mieć dziecko, że nie rozumie cierpienia chorych, którzy liczą, że dzięki wykorzystaniu ludzkich embrionów do celów terapeutycznych uda się znaleźć lekarstwo na ich nieuleczalną chorobę?


– Jest taka ogólna zasada nie tylko wynikająca z moralności opartej na Objawieniu, ale w ogóle z teorii prawa i podstawowych pryncypiów etycznych, która mówi, że nie można czynić zła, aby z tego było jakieś dobro. Nie można leczyć cierpienia jednej osoby przez zadawanie cierpienia drugiej osobie. Owszem, pary, które nie mają możliwości urodzenia własnego dziecka, są rzeczywiście osobami, do których odnosimy się z największym szacunkiem. Jest taki fragment w ogłoszonym dokumencie, który mówi o tym, że nauka podejmuje się służby na rzecz integralnego dobra życia i godności każdej osoby ludzkiej – to jest zadanie nauki. I Kościół patrzy na badania naukowe z nadzieją, życząc sobie, aby liczni chrześcijanie przyczyniali się do postępu biomedycyny i dawali świadectwo wiary w tej dziedzinie. Ponadto aby z rezultatów tych badań można było korzystać również w regionach ubogich i doświadczonych przez choroby, aby zaradzić najbiedniejszym i najbardziej dramatycznym – z punktu widzenia humanitarnego – sytuacjom. Kościół wychodzi naprzeciw każdej biedzie i każdego cierpienia ludzkiego z ogromnym arsenałem różnych środków. Nigdy nie zostawia człowieka samego. Począwszy od nauki – czerpiąc z wiedzy, a skończywszy na organizacjach i strukturach wspomagających. My nie lekceważymy ludzkiego cierpienia, ale nie możemy się zgodzić, ażeby braki emocjonalne – bo cierpienie z tego powodu, że nie mam dziecka, to jest cierpienie emocjonalne, uczuciowe, to jest brak zagospodarowania pewnej przestrzeni, w której człowiek funkcjonuje – wypełniać zabijaniem ludzkich istot. A właśnie in vitro ostatecznie sprowadza się do: po pierwsze, zabijania, a po drugie – i tu jest najistotniejsza sprawa – odbiera człowiekowi prawo do poczęcia w pełni godności. Nie można uczucia matki wypełniać sponiewieraniem jej ewentualnego dziecka. Czyli po to, żeby kobieta doświadczyła stanu: „mam dziecko”, lekceważy właśnie to dziecko, odbierając mu istotne prawo wynikające z godności osoby ludzkiej, czyli prawo do poczęcia się w pełnej miłości małżeńskiej komunii. Bronimy więc zwykłej sprawiedliwości.


A tę kwestię zazwyczaj w dyskusjach się pomija…


– Bo uważa się, że in vitro to jest coś podobnego do drobnej operacji albo przeszczepu organu… Dlatego nowo opublikowana Instrukcja bardzo mocno podkreśla to, co zresztą już Donum vitae o godnym przekazywaniu życia bardzo mocno akcentowała, że owoc przekazywania życia ludzkiego, od pierwszej chwili swojego istnienia, a więc od utworzenia się zygoty, wymaga bezwarunkowego szacunku, który moralnie należy się każdej istocie ludzkiej w jej integralności cielesnej i duchowej. Istota ludzka powinna być szanowana i traktowana jako osoba od chwili swojego poczęcia. Już od tego momentu trzeba uznać jej prawa jako osoby, a wśród nich nienaruszalne prawo do życia.

Cała ta dyskusja, nieraz wrzawa, którą uruchamia się w życiu publicznym, jest konstruowana w oparciu o szczątkową wiedzę. Nie podaje się nigdy pełnej informacji, a po drugie, w oparciu o założenia ideologiczne, i to jest najbardziej krzywdzące, jeśli chodzi o dzieci. I nie chodzi o emocjonalną potrzebę matki, bo powtarzam – Kościół stoi przy kobiecie i pokazuje cały szereg możliwości wypełnienia tej potrzeby emocjonalnej. Intencją tych promotorów sztucznego produkowania człowieka wcale nie jest przyjście z pomocą człowiekowi. To jest od dawna deklarowana bardzo jasno niezależność od jakichkolwiek praw stanowionych przez naturę. Człowiek jest autorem własnych czynów i jest gotów targnąć się na Stwórcę po to tylko, by udowodnić, że potrafi sam stworzyć człowieka.

Proszę zwrócić także uwagę na tytuł dokumentu, do którego wcześniej się odwołałem, z roku 1948, to jest – podkreślam – Deklaracja. Potem powstawały różne konwencje, uchwały, a to jest Deklaracja, to znaczy, że narody przyznają, iż istnieje podstawowe prawo godności ludzkiej, które nie jest ustanowione, tylko jest zadeklarowane, czyli przyjęte, uświadomione. A potem dopiero zaczęto majstrować przy tym tytule. To ludzie się zaczęli umawiać, że tak i tak będziemy postępować. I to samo przeniesiono na kwestie genetyki i biologii. My nie respektujemy prawa natury, czyli prawa do przekazywania życia, które jest zastrzeżone wyłącznie dla małżeństwa, tylko my ustanawiamy nowe sposoby powstawania człowieka, tworzenia człowieka. Tak daleko są te intencje zaplanowane. Dlatego w rozmowach publicznych mamy trudności w dogadaniu się – po prostu brakuje szczerości wobec siebie, ukrywane są istotne cele. To znaczy ukrywana jest część prawdy przed kobietami poddawanymi in vitro i przed całym społeczeństwem, po drugie, ukrywany jest istotny cel, dla którego uruchamia się tę technikę. Już nie będę mówił o ogromnych zyskach materialnych, które czerpią świadczący tego rodzaju usługi.


W tej dyskusji oskarża się Kościół, a często tylko „radykalne” grupy w Kościele, że będąc przeciwko in vitro, aborcji, eutanazji, chcą narzucić innym kwestie związane ze swoją wiarą, a przecież ten sprzeciw nie tyle wynika z Objawienia, co przede wszystkim z prawa naturalnego…


– Prawa człowieka to nie jest konfesyjne prawo. Tak jak pani powiedziała – to nie jest prawo wynikające z Objawienia, prawo wynikające z kościelnych uregulowań w oparciu o autorytet urzędu nauczycielskiego. Jest to tylko ze strony Kościoła deklaracja, czyli bardzo dokładne rozeznanie praw natury, głoszenie radosnej nowiny o życiu człowieka. My jesteśmy tylko sługami życia, a nie twórcami życia ani praw, które rządzą życiem. Kościół po prostu jest odpowiedzialny za prawdę, a nie za tworzenie jakichś nowych zasad.

I jest akurat odwrotnie – wszyscy, którzy nas atakują, tworzą sobie sami na użytek jakichś tam – powiedzmy – celów własne rozwiązania. Nawet obiektywne naukowe badania dopasowują do założeń ideologicznych. Natomiast wierność nauce i wierność prawu naturalnemu każe nam, tzn. stróżom tym razem nauki Kościoła, stanąć po prostu po stronie prawdy.

Kościołowi zarzuca się, że nie korzysta z badań naukowych, że nie wie, co to jest in vitro.

– A to właśnie Kościół jako pierwszy na przestrzeni historii podjął badania naukowe, począwszy od przyswojenia i opracowania dorobku cywilizacji grecko-rzymskiej – filozofów greckich, prawa rzymskiego, po rozkwit uczelni i nauki. Wystarczy spojrzeć na spis uniwersytetów, aby zobaczyć, w jak wielu miejscach ludzie wiary poświęcają wszystko, ażeby na bieżąco nauka mogła się swobodnie rozwijać. W encyklice Veritatis splendor Jan Paweł II tłumaczy, w jaki sposób wiara ratuje naukę, tzn. szanuje i umożliwia jej pełną wolność. Nie ulega wątpliwości, że większość zideologizowanych ośrodków naukowych jest właśnie poddana presji. Rozmaitej presji – administracyjnej, ekonomicznej czy chociażby medialnej. Rozmaici ideologowie nakładają na naukę okowy, a wiara nie jest ideologią. Jest po prostu głębszym spojrzeniem na rzeczywistość, spojrzeniem, które przekracza granicę ludzkiego wzroku i pokazuje dalszy kontekst prawdy. I tak samo jest w nowo ogłoszonej Instrukcji. Tu jest bardzo piękna formuła. Mianowicie nauka jest postrzegana jako cenna służba na rzecz integralnego dobra życia i godności każdej ludzkiej istoty. Dlatego Kościół przede wszystkim zaczyna od badań naukowych.


W tej Instrukcji bardzo szeroko opisane są nowe technologie w biomedycynie…


– Pierwsza część zawiera zagadnienia antropologiczno-teologiczno-etyczne o fundamentalnym znaczeniu. W drugiej i trzeciej części odnosi się do wszystkich najnowszych osiągnięć naukowych. Poruszone są tam np. najnowsze problemy związane z prokreacją, kwestie manipulacji na embrionach – ingerencji w dziedzictwo genetyczne człowieka. Więc Instrukcja po to powstała, żeby pokazać ludziom, którzy szukają prawdy, jak poruszać się wśród najnowszych osiągnięć nauki.


Wobec Kościoła kierowane są również zarzuty, że traktuje in vitro wyłącznie jako technikę medycyny, a nie jako metodę leczenia niepłodności.


– Bo tak jest. Tego Kościół nie wymyślił. Stanowisko to wynika z elementarnej wiedzy medycznej. Wie o tym już student medycyny. To nie ma nic wspólnego z nauką ani nawet służbą Kościoła. My tylko upominamy się o prawdę, tak jak upominamy się o zachowanie kodeksu drogowego, chociaż wcale go nie redagujemy. Kościół uczestniczy w życiu społeczeństwa, daje mu niejako do dyspozycji otwarte oczy, oświecone nauką Bożą, by żyjąc w zdrowym środowisku, miał też pewność, że od początku jego życia do śmierci będzie obdarzony szacunkiem jako osoba.


W ostatnich dniach w „Dzienniku” zostały zamieszone fragmenty projektu przygotowanej przez komisję ds. zagadnień bioetycznych, na czele z posłem Jarosławem Gowinem, ustawy na temat zagadnień bioetycznych, która będzie proponowana do dyskusji. Czy poznał Ksiądz Biskup ten dokument?


– Nie miałem okazji przeanalizować tego projektu, chociaż wiem, że taki powstaje i bardzo się nim interesuję. W najbliższym czasie pewnie będę miał możliwość przestudiowania go. Natomiast obawiam się – i to jest moje założenie – że technika dyskusji politycznych przy zagadnieniach etycznych, a nawet medycznych może okazać się nie tylko niewystarczająca, ale nawet prowadząca w ślepą uliczkę. Obowiązuje tam bowiem arytmetyka głosów, powiedzmy liczba krzeseł w poszczególnych klubach parlamentarnych. Tam obowiązują również uzgodnienia międzynarodowe, czyli podległość naszych mocodawców silniejszym od nich władcom, którzy dozorują z zewnątrz działalność naszego parlamentu. Obawiam się, że środowisko tak bardzo przeniknięte dziś międzynarodową obecnością różnych sił, jak to się dzieje we współczesnej Europie, nie jest na tyle wolne i na tyle wierne swoim osobistym zasadom, żeby się zdobyło na doskonałe prawo. Będzie to jakiś twór z natury skazany na niepełną wierność prawdzie.


Jedna z gazet do tekstu o in vitro dała tytuł: „Prawo o In vitro ma chronić ludzkie życie”…


– To jest przewrotność, ale na nią trzeba być przygotowanym. Pracownicy mediów nabrali, niestety, ogromnej wprawy w konstruowaniu takich tytułów, które są albo szokujące, albo niezwykle pociągające, bo na tym polega atrakcyjność mediów. To jest profesjonalizm w manipulacji terminami. Terminy pozytywne zestawia się z negatywnymi czy neutralnymi. Tak jest z in vitro, które jest terminem obcym, samo w sobie nie kojarzy się ani dobrze, ani źle. Do niego dodaje się „ochronę życia” czy „obronę życia” i już jest gotowy tytuł świetnie skonstruowany, który od razu nastawia pozytywnie czytelnika.


Na pierwszy rzut oka dokument przygotowany przez komisję Jarosława Gowina wygląda dla kogoś, kto nie zna całej prawdy, np. o in vitro – dobrze. Ma zawierać: przepis mówiący, że in vitro będzie tylko dla małżeństw nieobciążonych chorobami genetycznymi, zakaz zamrażania embrionów ludzkich, możliwość przekazania do implantacji tylko jednego zarodka…


– Trzeba jeszcze wspomnieć o kontekście, w jakim ten projekt powstaje i w tymże kontekście ten projekt robi takie dobre wrażenie. Na terenie polskiego ustawodawstwa istnieje całkowite rozluźnienie, czyli brak jakiejkolwiek normy, która miałaby rządzić biotechnologią, to nie tylko problem in vitro. W tym powszechnym rozgardiaszu pojawia się – jak to niektórzy mówią – restrykcyjny projekt, jakoby prawie że wyniesiony z zakrystii Kościoła. Projekt posła Gowina zapowiadany jest jako wyjątkowo restrykcyjny w Europie. Można przyjąć ten fakt – nazwijmy historyczno-społeczny – że jest to rzeczywiście jakaś próba porządkowania, ale wracam do dwóch zastrzeżeń. Po pierwsze, czy parlament ma prawo i możliwość porządkowania tam, gdzie istnieją odwieczne ustalenia samego Stwórcy i przykazane przez naturę. Będą to zawsze jakieś ugody, jakieś kompromisy. Między innymi zacytowała pani jeden kompromis, który doskonale ilustruje bezradność prawodawcy. Co to znaczy zamrozić, bo może znajdzie się ktoś, kto będzie adoptował? Znamy procedurę adopcji dzieci, które się narodziły, i prosimy wielokrotnie, ażeby uproszczono procedury prawne, aby dzieci nie czekały za długo, żeby rodzice jak najszybciej mogli wziąć dziecko do siebie. Nie wyobrażam sobie kolejki do zamrażarki po embriony niewiadomego pochodzenia. Naprawdę sobie tego nie wyobrażam. Będzie to po prostu nie tylko furtka, ale szeroko otwarta brama do tego, by każdy technik od in vitro – trudno to nawet traktować jako gałąź medycyny, bo jest to pewna technologia, oczywiście oparta o wiedzę medyczną, miał „kosz” stojący przy jego stole, na którym dokonuje on manipulacyjnych czynności. Na tym koszu będzie napis – „oczekujący na adopcję”, a tymczasem zgodnie z prawem dzieci te będą oczekiwać nie na adopcję, a na wyrzucenie do kanałów ściekowych.


Czy według Księdza Biskupa, jest możliwe, by osiągnąć kompromis w sprawie in vitro? Czy wystarczą te ustępstwa, że tylko produkowany jest jeden embrion, że nie wolno go zamrażać, że rodzicami ma być małżeństwo itd.?


– W przypadku in vitro nie ma kompromisów. Dlatego że te ograniczenia, o które z taką serdecznością i z takim zaangażowaniem dba poseł Gowin, to są tylko obrzeża, to są tylko marginesy problemu niedotykające jego istoty. Prawa do godnego poczęcia, czyli poczęcia w pełnym ludzkim akcie miłości, nikt nie zabezpieczy prawnie, jeżeli odbierze to prawo małżonkom. Kościół nigdy nie zgodzi się na kompromis w sprawie in vitro.


Czy in vitro powinno być zakazane?


– Zakazane jest z natury. Na pewno powinno być też zakazane prawnie w instytucjach, które się tym zajmują. Ale my wiemy dobrze, jak bardzo trudno człowieka podporządkować prawu tam, gdzie pojawiają się nowe możliwości. Zakaz jest potrzebny z powodów wychowawczych. Uczy: ta czynność jest zła, szukaj innej drogi. Taki zakaz powinien być.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj