fot. PAP/Radek Pietruszka

Dr M. Skwarzyński o skutkach „praworządności walczącej”: Zwykli obywatele nie czują się bezpiecznie we własnym państwie

Zwykli obywatele nie czują się bezpiecznie we własnym państwie. To jest demoralizujące dla zwykłego obywatela z tego powodu, że on w państwie nie czuje się bezpiecznie, bo rozumie, że to polityka decyduje o tym, jaki wyrok jest wydany, a nie prawo. Ludzie najczęściej zderzają się w tej chwili z wymiarem sprawiedliwości w najbardziej prozaicznych sprawach. Te osoby są w szoku, w jaki sposób są traktowane – zwracał uwagę dr Michał Skwarzyński, prawnik z Katedry Praw Człowieka i Prawa Humanitarnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, poruszając w poniedziałkowych „Rozmowach niedokończonych” na antenie Radia Maryja temat „praworządności walczącej” i jej skutków dla państwa polskiego.

Od jakiegoś czasu mamy do czynienia ze zjawiskiem „praworządności walczącej”.

– Praworządność walcząca to ma być coś, co jest pewnego rodzaju zaprzeczeniem istocie słów, których się używa, co jest cechą typową dla totalitaryzmów. Dlaczego? Dlatego, że (…) jednym ze wspólnych mianowników totalitaryzmów zawsze jest to, że one nadają w praktyce odmienne znaczenie słów niż te, które mają i zawsze jest odwrotnie niż mówią. To znaczy, jeżeli coś ma być białe, to wiadomo, że będzie czarne w totalitarnym świecie. (…) Jest na pewno przekręcone w drugą stronę i dokładnie taki sam proces obserwujemy w chwili obecnej – mówił dr Michał Skwarzyński.

„Praworządność walcząca” przestaje być praworządnością, tak samo jak „demokracja walcząca” przestaje być demokracją. Opisywany mechanizm ma na celu wprowadzenie demokracji liberalnej nawet wbrew wynikom wyborów. Aby do tego doprowadzić i domknąć system, politycy mający władze wykonawczą i ustawodawczą muszą złamać prawników i sądy. Mogliśmy to zaobserwować już niedługo po 13 grudnia 2023 roku.

– Żeby to wszystko zrealizować, trzeba było tak naprawdę zaatakować sądy. To znaczy trzeba było doprowadzić do takiej sytuacji, w której nie będzie trzeciej władzy, która rozliczy władzę ustawodawczą i wykonawczą. Ten mechanizm, który nastąpił w „praworządności walczącej”, jest dosyć jasny, bo mieliśmy zaatakowanie Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, Trybunału Stanu, sądownictwa w ogóle, poprzez niezgodne z prawem zmiany personalne m.in. na stanowiskach prezesów, zwłaszcza w kluczowym Sądzie Okręgowym w Warszawie, gdzie mamy do czynienia z uzurpacją władzy w sposób ewidentny przez osobę, która jest tak naprawdę już sędzią w stanie spoczynku. Mamy atak na podstawowy organ ochrony praworządności w znaczeniu stosowania najbardziej dolegliwego prawa – prawa karnego, czyli na prokuraturę. W ramach takiego marszu przez instytucje próbowano ostatnio w sposób oczywisty przejąć Trybunał Konstytucyjny, niezgodnie z jego rolą konstytucyjną i rolą ustrojową jako kolejny element czegoś, co ma dać pełnię władzy Donaldowi Tuskowi – zwracał uwagę prawnik.

Ten mechanizm można również zaobserwować w relacjach na linii rząd-prezydent. Na początku koalicja władzy chciała, by marszałek Sejmu, Szymon Hołownia, nie zaprzysiężył legalnie wybranej głowy państwa. Następnie miało miejsce podważanie ustrojowych kompetencji prezydenta. Teraz, po tym, jak głowa państwa nie przyjęła ślubowania od nowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, minister sprawiedliwości, Waldemar Żurek, zapowiedział wszczęcie postępowań karnych wobec prezydenckich doradców, którzy doradzali Karolowi Nawrockiemu, by nie przyjmował ślubowania. Jest to działanie wymierzone szczególnie w Zbigniewa Boguckiego z tego powodu, że jest on bardzo dobrym mówcą, który na forum Sejmu niejednokrotnie wypominał błędy i nadużycia obecnej władzy.

„Praworządność walcząca” to również element politycznych igrzysk, jakie fundują Polakom rządzący, by odwrócić uwagę od realnych problemów, z jakimi boryka się nasz kraj. Mechanizm ten również prowadzi do dalszej destabilizacji ustroju.

– Zwykli obywatele nie czują się bezpiecznie we własnym państwie. Ludzie widzą, jak wygląda sprawa Trybunału Konstytucyjnego. Ludzie widzą, że Ziobro ma raka i się go aresztuje (…). Ludzie widzą, że jeżeli mamy sprawę dotyczącą pana Owsiaka, to państwo potrafi bardzo szybko staruszkę jakąś namierzyć i próbować wymierzyć jej karę. Jednocześnie ludzie widzą, że jeżeli ktoś powie prawdę o aborcji (…), taka osoba jest skazywana. Tak samo ludzie widzą, jak wyglądają spory cywilne. (…). To jest demoralizujące dla zwykłego obywatela z tego powodu, że on w państwie nie czuje się bezpiecznie, bo rozumie, że to polityka decyduje o tym, jaki wyrok jest wydany, a nie prawo. (…) Ludzie najczęściej zderzają się w tej chwili z wymiarem sprawiedliwości w najbardziej prozaicznych sprawach, np. przekroczenia prędkości. Te osoby są w szoku, w jaki sposób są traktowane, bo tak naprawdę system jest zbudowany w taki sposób, że zakłada, że nie wierzy się osobie, która pójdzie do sądu – mówił dr Michał Skwarzyński.

Prawnik zwrócił uwagę na fatalne konsekwencje takiego stanu rzeczy dla polskiego społeczeństwa. To powoduje m.in. brak chęci obrony własnego kraju w przypadku zagrożenia. Obywatele nie chcą bowiem narażać życia za państwo, które ich skrzywdziło. Dodatkowo niestabilne sądownictwo odstrasza inwestorów, co szkodzi polskiej gospodarce.

Całość rozmowy z dr. Michałem Skwarzyńskim jest dostępna [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj